 |
|
Jest godzina 3 nad ranem, siedze w ciemnościach i jedyne co słysze to pikanie zegara nad głową i mój cichy szloch. Szloch objawiajacy tak piekące cierpienie które nie mija mimo upływu tego roku, cierpienie którego nikt nie powinien doświadczać a jednak na każdego czeka. Śmierć jest tak cholernie bolącym wydarzeniem, przyciąga wspomnienia, a one ranią...mimo upływu czasu./ct
|
|
 |
|
27.04.2004. Wbiegam roztrzęsiona do szpitala, spotykam lekarza i wypowiadam jego nazwisko. Chwila ciszy, czekam na jakiś znak. On podnosi wzrok z podłogi i spogląda na mnie. Milczy. Już wiem. Wiem, że to moja ostatnia wizyta w szpitalu w jego sprawie, że nie będzie kolejnego odtrucia, że nie będzie białych kresek na stole ani chowania strzykawek po szafkach. Upadam na ziemie. Słychać tylko mój krzyk, nic więcej. Biały proszek z nim wygrał. Ze mną też.
|
|
 |
|
I choć powtarzam sobie że to nic, nie mam na tyle siły by w to uwierzyć... /ct
|
|
 |
|
Chyba nigdy nie przestanę być naiwna jak dziecko ;/ /ct
|
|
 |
|
Kto skończył przyjaźń nigdy tak naprawdę nie był przyjacielem! /ct
|
|
 |
|
Jeżeli można być zmęczonym cierpieniem to tak właśnie jest. za dużo cierpienia.../ct
|
|
 |
|
Chujowe uczucie być z kimś na niby.. Kiedy potem okazuję się, że dla Niego było się nikim.. pocieszeniem.. kimś w zastępstwie za inną.. -.- / youstee
|
|
 |
|
-Co tak naprawdę MASZ?. - Mam raka, poza tym wspaniałą rodzinę, najcudowniejszych przyjaciół, opiekuńczego chłopaka. Teraz serio. Widzisz tu kogoś? - wskazała ręką na puste krzesła obok szpitalnego łóżka. -Widzisz?- powtórzyła. -Nie...- westchnął.- Zapytaj jeszcze raz. -Co tak naprawdę masz?.- Mam raka. Mam chemioterapię. Mam pusty pokój. Mam 15 lat i chyba więcej już mieć nie będę. Mam pielęgniarki, trzymające mnie za rękę. Tyle mam. Powinieneś już iść, jestem zmęczona.
|
|
 |
|
Ide, uciekam, odchodze. Może kiedyś wróce, choć wątpie...
|
|
 |
|
--------------------------------------------------------------------------------------------------------
|
|
|
|