 |
|
[cz. 7] Wyszłam z łazienki z uśmiechem na twarzy. Jednak po chwili zastanowienia, nie wiem dlaczego zagościł na mojej twarzy. Przecież nic się nie wydarzyło. Wcale nie miałam zamiaru tam iść. Bo co może zmienić jedno, głupie spotkanie? Pokocha mnie na nowo i będziemy żyć długo i szczęśliwie? No wątpię. Usiadłam na podłodze pod ścianą korytarza. Otworzyłam torbę, wyjęłam tymbarka i otworzyłam go. Przeczytałam napis pod kapslem i o mało co się nie zachłysnęłam. 'Warto zaryzykować'. Zawsze powtarzałam, że kapsle nie kłamią. Złapałam się na własnym oszustwie?
|
|
 |
|
[cz. 6] Zadzwonił dzwonek, wszyscy poderwali się z krzeseł, a ja w ślimaczym tempie wstałam i sięgnęłam po torbę, po czym doznałam szoku. Stał przed moją ławką, trzymając w dłoni jakąś kartkę, którą mimowolnie musiałam przyjąć, bo wciskał mi ją w ręce. Później pobiegł za innymi, a ja ruszyłam się z miejsca dopiero, gdy nauczycielka mnie pogoniła. Wyszłam z klasy i poszłam szybko w stronę łazienki, by przeczytać liścik, jakby to był jakiś skarb, który bałam się pokazać innym z obawy, że mogą mi go ukraść. Gdy dotarłam na miejsce, rozłożyłam kartkę i przeczytałam 'Dziś, po lekcjach, tam gdzie kiedyś'.
|
|
 |
|
[cz. 5] Zajęłam swoje miejsce. Patrzył na mnie, a jego oczy nie były tak wyraźne jak zawsze. Zakrył twarz dłońmi i siedział tak przez resztę lekcji, a ja nie robiąc nic, zastanawiałam się czy ktoś zauważył, że wcale nie chodziło o polecenie, ale o moje prawdziwe uczucia. Miałam nadzieję, że inni nie zorientowali się, że jeszcze coś do niego czuję i że tak bardzo coś mnie boli, przecież oni znają mnie jedynie jako silną przewodniczącą klasy, nie jako dziewczynę która płacze do poduszki, przez byle chłopaka o jakiś tam brązowych oczach.
|
|
 |
|
[cz. 4] Nagle drzwi klasy otworzyły się i stanął w nich on. Przeprosił za spóźnienie i zajął miejsce. Oczywiście zaraz po otrzymaniu uwagi. Zaczęłam drżeć i po chwili namysłu, zaczęłam mówić podniesionym tonem, patrząc na niego -Jak mogłeś mi to zrobić? Nie widziałeś ile dla mnie znaczysz? Kochałam Cię, tak bardzo Cię kochałam. I umierałam z tej chorej miłości, byłeś dla mnie jak tlen i mimo przekonania, że bez niego nie da się żyć, ja tu jestem. Stoję tu, nadal myślę, ale nie czuję już nic. Bo nie mam serca, nie pamiętasz? Oddałam Ci je, z nadzieją, że będziesz się nim opiekował. Zawiodłam się, bo wiem, że nie byłeś tego wart. Umieram na brak Ciebie. Chcę żebyś wrócił. Każdego dnia modlę się o telefon od Ciebie, o jakikolwiek gest, który wciąż nie nadchodzi.. -Wystarczy, możesz usiąść, cztery.- słyszałam gdzieś szmer słów. Mimo to, wcale nie nie nie zważałam, powstrzymując się od płaczu.
|
|
 |
|
[cz. 3] -To to może nasza językoznawczyni opowie nam, czym jest wyrażanie emocji w poezji, no słucham. - usłyszałam z ust nauczycielki, która nigdy za mną nie przepadała, mimo dobrych stopni. -Więc.. -zaczęłam niezdecydowanie. -Nie zaczyna się zdania od więc, no wykażesz się? -Wyrażanie emocji w poezji, to przedstawianie uczuć wewnętrznych podmiotu lirycznego. -Powiedzmy, że załapałaś się na poziom dopuszczający. Albo nie, jeszcze jedno, okaż nam jakieś emocje. Wciel się w poetkę. Udaj zranioną, opuszczoną kobietę. - powiedziała, a ja stałam na środku klasy i próbowałam wymyślić coś, co zadowoliłoby polonistkę.
|
|
 |
|
Był wysokim blondynem o niebieskich oczach. Dla wielu dziewczyn ideał. Mnie specjalnie nie przyciągnął wyglądem. Osobowość miał niezłą, gdyby nie fakt, że gdy nie wyjdzie mu z jedną dziewczyną zaraz idzie do drugiej. Po jednym spotkaniu wyznał mi miłość. Nie odwzajemniałam uczucia. Starał się, ale na nic. Po prostu był nie dla nie. Przeszkadzał mi sposób, w jaki traktował związki, których ilość była niezliczona. Nie chciałam być jedną z wielu. Przecież gdyby nam nie wyszło, wcale by się tym nie przejął. Odmówiłam jego miłości, co sprawiło, że różniłam się od wszystkich jego dziewczyn. Zapamiętał mnie, bo nie powiedziałam 'tak' jak wszystkie inne. Dziękuję swojej intuicji, która podpowiedziała mi, że to kolejny frajer. Nie myliła się. / xfucktycznie.
|
|
 |
|
Płakałam. Nie dlatego, że odszedł. Nie dlatego, że straciłam najważniejsze wartości w życiu. Płakałam, bo wszystko stało się bez sensu, a ja nic nie potrafiłam z tym zrobić. / xfucktycznie .
|
|
 |
|
Myślę, że po 10 miesiącach pozbyłam się tej chorej miłości do niego. Już nie mam dreszczy, gdy widzę, że jest dostępny - przecież wiem, ze nie napisze. Żaden opis na gadu nie jest skierowany do niego. Nie wykonuje czynności z myślą o nim. Gdy dzwoni telefon, nie łudzę się, że to on. Przecież on potrafił tylko milczeć. Przyznaję jednak, że czasem wyobrażam sobie jego powrót. Gdy prosi mnie o to, by było jak dawniej, ale zaraz potem jest stanowcze 'nie' z mojej strony, choć wiem, że z łatwością ponownie mogłabym pobudzić to uczucie. Ale on nie wróci, miłość do niego zgaśnie na zawsze, wspomnienia znikną. I w końcu ktoś go zastąpi. / xfucktycznie.
|
|
 |
|
to były niesamowite miesiące. tak naprawdę prawdziwego szczęścia zaznałam jedynie przez chwilę , resztą były nieprzespane noce , łzy do poduszki , te palpitacje serca na Twój widok i nadzieja. tak. to przede wszystkim ona trzymała mnie wtedy przy życiu. a teraz ? teraz został mi tylko zapach wspomnień po tym wszystkim i pare wspólnych melodii. / eeiiuzalezniasz .
|
|
 |
|
Znów zaczynam dostrzegać zalety bycia singlem, choć tak bardzo brakuje mi męskiego ramienia. Próbuję stłumić uczucie pustki w sercu, choć boli mnie to, że nie należy ono do nikogo. Mówię, że nie potrzebuję chłopaka, że miłości nie ma, że faceci to chuje. A przecież oddałabym tak wiele za to, by mieć przy sobie kogoś, kogo mogłabym nazwać swoim szczęściem. Kto czule całowałby moje usta głodne pocałunków. Kto ogrzałby moje zziębnięte ręce. Przy kim czułabym się bezpiecznie. Potrzebuję kogoś, komu w bezgranicznym zaufaniu mogłabym powierzyć swoje niegdyś dotkliwie zranione serce. / xfucktycznie .
|
|
|
|