  |
|
` dziś sama zrezygnowałam z jedynej osoby, która mi pozostała. Zrezygnowałam z miłości, wygrała bezsilność. Fizycznie i psychicznie nie dałam rady. Najgorsze jest to, że nie ma osoby, która mogłaby mnie teraz wspierać. Na prawdę nie ma. Zostałam z tym sama, a wiem że długo tak nie pociągnę. Bożę proszę - jeśli istniejesz, zabierz mnie do siebie. / abstractiions.
|
|
  |
|
` okej. Skończyłam walczyć o to, co tak na prawdę popłynęło dawno w białym proszku. Przecież to właśnie dragi są Twoją jedyną miłością. Dragi i kumple, którzy Cię wspierają na Twojej życiowej drodze, która zapierdala prosto w dół, na dno. Ja odchodzę ze świadomością, że zrobiłam zupełnie wszystko dla Ciebie, dla Nas. Nigdy nie myślałam o sobie. Szczerze, boję się tego odejścia bo wiem, że teraz już nie trzyma Cię nic. Ostatnie tygodnie były straszne. Kłamstwa, brak uczucia, wyzwiska. Dziś po prostu odpuściłam, nie dałam rady. Możesz być dumny - tego właśnie chciałeś. / abstractiions.
|
|
  |
|
` znosiłam na prawdę wiele. Każde kłamstwo przepuszczałam, nie reagując. Wolałam zamknąć się w pokoju i wylać litry łez, niż iść do Ciebie i patrzeć w oczy. Prosiłam, abyś wrócił mimo , że powodem rozstania były dragi. Zawsze starałam się ja, nigdy nie czułam miłości. Dziś coś we mnie pękło. Nie wytrzymałam. Doszło do mnie, że łatwiej będzie mi zapomnieć o Tobie, niż cierpieć przez Ciebie. / abstractiions.
|
|
  |
|
` mam dość szukania Cię po osiedlach. Dość pytania Twoich kumpli czy wiedzą gdzie jesteś i proszenia, że gdybyś pokazał się na boisku, żeby dali mi znać. Dość chodzenia w te miejsca w których pokazywałeś się najczęściej. Dość dzwonienia i pisania z nadzieją, że jednak dasz jakiś znak życia, a zamiast tego Ty tylko wyłączałeś telefon. Mam dość, dlatego odchodzę. Wiem, nie będzie łatwo. Ale przejdzie. Popłaczę miesiąc, dwa. Na pewno przybędzie też parę blizn na rękach - pomaga mi. Popłynie nie jeden litr wódki w samotny wieczór. I na pewno nie zapomnę tak szybko. Jestem jednak pewna, że i tak będę cierpieć odrobinę mniej bez Ciebie. / abstractiions.
|
|
  |
|
mam zajawkę na nową płytę Śliwy ♥.♥
|
|
  |
|
` od paru tygodni cała się trzęsę. Białka oczne nie są białkami, to czerwone wulkany z których tryska bezsilność. Codziennie osoba którą kocham mnie zawodzi. Ludzie ze szkoły, znajomi, a nawet zupełnie obce mi osoby - rzucają we mnie obrzydliwą prawdą, o której on mi nie powiedział. Nie potrafię już na niego patrzeć, a mimo to nadal kocham. W oddali słyszę ciche słowa jednej z bliskich mi osób "On Cię wyniszczy. Ty się wypalisz bo w końcu kiedyś nie dasz rady na więcej." / abstractiions.
|
|
  |
|
` kiedy to kolejną dobę nie dawał znaku życia powiedziała dość. Całą sobą pragnęła być taka jak On. Obiecała sobie, że teraz ona pokaże mu co to cierpienie, rozłąka, strach. Wyłączyła obydwa telefony, pomalowała się i wyszła z domu. Obiecała sobie, że przez całą przerwę świąteczną nie odezwie się do niego nawet pustym smsem. Liczyła się z możliwością rozstania, krzyku, gniewu. Na wysokich szpilkach, wkładając klucz w zamek pomyślała "Niech zdycha myśląc co się ze mną dzieje." / abstractiions.
|
|
  |
|
` często się kłócimy. Ludzie widząc nas, zastanawiają się o co. O co? O dragi - to główny problem. O kłamstwa, które się z nimi wiążą. Mam też żal do jego kumpli, którzy go w to wciągnęli. Oni jakoś egzystują, a on codziennie prowadzi walkę o następny dzień bo wpadł w to doszczętnie. Nie potrafi okazywać uczuć, emocji. Mówiąc kocham zastanawiam się czy tak jest na prawdę. W czasie sprzeczki ostatnio patrząc w jego oczy, zastanawiałam się jakby to było bez Niego. W tej sekundzie zbliżył się żeby mnie przytulić. Zrobiłam mały krok do tyłu. Wtedy on wziął plecak z podłogi i wyszedł. Właśnie to był nasz problem. Każde z nas na swój sposób radziło sobie z problemami. On uciekał w zielsko, ja wgłąb siebie. Nie umieliśmy rozmawiać. / abstractiions.
|
|
  |
|
` za dzieciaka było to wszystko łatwiejsze. Bloki w których mieszkam do dziś, były w moich oczach dobre. Wychodziło się pobawić do piaskownicy, polatać po ławkach i trawnikach. Dziś ławki są oplute od ziomków, którzy codziennie przed szkołą wspólnie jarają tam fajki. Trawniki obsrane od psów, więc lepiej nawet tamtędy nie przechodzić bo potem trzeba czyścić buty. Kiedyś nie wchodziło się do piwnicy. To było TABU. Dziś spędzamy tam każde wieczory przy dobrym bicie , butelką czystej i czymś co przyniesie reszta. W przedszkolu był chłopak, owszem. Później byli inni przecież to nie problem. Dziś już półtora roku patrzę tylko w jedne oczy, codziennie od nowa z nadzieją dostrzeżenia jakieś miłości, emocji. Niestety codziennie widzę tylko zwężone lub powiększone źrenice. Zależy od towaru, humoru. Chciałabym wrócić do tamtych, lepszych czasów. Nie niszczyły tak jak dzisiejsze. / abstractiions.
|
|
 |
|
tacy sie nie zmieniają .. na zawsze zostają kretynami / Dagmara
|
|
 |
|
wzięłam tylko butelkę wódki schłodzonej w lodówce zostawiając go samego przy stole. patrzył w jeden punkt, z pustymi oczyma, wypalając nie wiem którą już fajkę. straciłam rachubę, podobnie jak w przypadku kolejek, które zaliczyłam po zamknięciu się w sypialni. siedziałam na tym samym łóżku na którym jeszcze ubiegłego wieczoru planowaliśmy jak to będzie wyglądało za kilka, kilkanaście lat, ze śmiechem wspominaliśmy o budowaniu domu i dwójce dzieci. tam, gdzie mówiliśmy o najważniejszych rzeczach i gdzie przeżywaliśmy najważniejsze chwile, tam, gdzie niespełna tydzień temu gościł inną, całą noc strzegąc ją przed nocnymi koszmarami. upijałam serce, które nawet w obliczu takich faktów, wciąż go chciało.
|
|
  |
|
` codziennie zatracamy się od nowa, bardziej. Popadamy w większe bagno ze świadomością, że nie będziemy mieli mentalnej siły na wyjście z niego. Mimo wszystko - brniemy. Z czasem okazuje się, że nie mamy już nic do stracenia. Znajomi odeszli bo nie chcą stawać się tacy jak My. Szkoła popłynęła gdzieś dawno przecież nie ma na nią czasu. Nie ma też drugiej, bliskiej osoby która byłaby w stanie postawić nas na nogi. Pozostaje tylko jedno - czekać na śmierć, która jest w Naszych oczach tak idealna. Pomagamy jej do nas dotrzeć poprzez narkotyki, alkohol, papierosy, żyletki. Stajemy się źli i nie widzimy w tym nic złego. / abstractiions.
|
|
|
|