 |
|
Stopię ten lód ! Stopię ciepłem mych ust,
by czuć, że my dwoje mamy jeden puls !
|
|
 |
|
Nie chcę już kłótni, już wystarczy,
zbyt dużo namiętności jest w nas, by dalej ze sobą walczyć.
Te bzdury codzienne nie są ważne tu.
Zbyt dużo egoizmu w nas, by dzielić wszystko na pół.
Zbyt dużo głupstw stawianych ponad to, co łączy,
wystarczy tylko objąć się, by wreszcie z tym skończyć.
|
|
 |
|
Coś pękło - zlepię to twoja i swoja ręką.
Mam pewność, że wszystko inne to wszystko jedno,
a względność to dla nas zapomniana przeszłość,
ze tętno twoje i moje ma wspólną prędkość,
a wewnątrz wciąż ogrzewa nas to samo ciepło,
bo większość w nas to samo dobro i piękno.
|
|
 |
|
Zbyt dużo słów już wypowiedzianych,
by dym je przyćmił i zostały zapomniane.
Zbyt dużo złości w wódce wykompane i na pamięć
znam te sceny zawiści nawzajem wylanej.
|
|
 |
|
Szukając siebie wzajemnie
Rozdarci wewnętrznie
W ciągłej gonitwie za swym szczęściem
By wyrwac się z klatki
Z łap dławiącej rozpaczy
Odnaleźć takie oczy
W których potrafisz dostrzec swoje
I znaleźć dłonie
Kiedy je dotkniesz wiesz że będą także twoje
Odnaleźć serce, które wybija twój rytm
I znaleźć miejsce
By dzielić się nim, weselić się tym
Dawać i brać, budzić się i spać
Patrząc w tą samą twarz
Mając pewność że to ta a nie inna
Tu być powinna
Więdząc że ta twarz
Odzwierciedla twoje ja
Że rozumie, czuje to samo
Kiedy noc się chmurzy i gdy rozjaśnia się rano
|
|
 |
|
Męskie marzenia, jak bańki mydlane
Musisz jakoś obrzydzić sobie to co nieosiągalne
Bo fakty pozostają nagimi faktami
seks masz tylko z kciukiem i jego czterema córkami
|
|
 |
|
Apetytu nie masz już palisz tylko fajki cóż
Ale ty tu masz luz i hawajski głód
|
|
 |
|
Słońce w zenicie, psssyt - otwierasz piwko
Twoje zdrowie życie, ty skończona dziwko!!
|
|
 |
|
Ktoś zapala mnie miłością,
Zaciąga się kilka razy i zostawia wśród popiołu bym dogasł.
Raz, drugi, trzeci...
Ulatuje z dymem i sam nie wiem ile jeszcze mnie we mnie zostało.
Boże, nie pozwól bym stał się niedopałkiem,
Snującym się we własnych myślach bez celu.
Nie chce być taki, jak oni...
Zużyci, zduszeni, przepaleni brązową smolistą beznadzieją...
|
|
 |
|
I papieros.. To co dzień jedyny ogień, który grzeje Twoje dłonie,
Muska usta i otula dymem..
|
|
 |
|
' wczoraj znów szukałam śmierci na ulicach,
ale nie martw się, nie pytaj, chyba śmierć nas unika,
przyjdzie czas, wiary nie trać oddychaj.
przeproszę Ciebie pierwszą gdy przegram, oddychaj. '
|
|
 |
|
Strach się zakrada, rozsądek milczy...
Łzawy deszcz pada, samotność niszczy...
Szklanka- Możesz ją czule dotknąć,
Napełnić z uczuciem, ogrzać to i połknąć.
|
|
|
|