 |
|
Kurwa, miałem szczęście, mogłem wyrosnąć na zjeba,
który przelicza ziomów, gustuje w bogatych kolegach. '
|
|
 |
|
Będę uśmiechniętym gościem kiedy śmierć po mnie przyjdzie,
bo nie sprzedałem wartości, nigdy nie bałem się myśleć. '
|
|
 |
|
Miałem dużo szczęścia chyba więcej niż rozumu.
Zawsze szedłem pod prąd i rozbiłem setki murów. '
|
|
 |
|
przelotne spojrzenia, kilka siema, bez znaczenia
|
|
 |
|
wystarczy spojrzenie, rozumiemy się bez słów
|
|
 |
|
nigdy nie każ mi wybierać, bo wybiorę źle
|
|
 |
|
wczoraj nie liczy się, bo wczoraj nie było
|
|
 |
|
nie znamy się już wcale, czasem powiesz mi coś, jakieś myśli niepoukładane
|
|
 |
|
życie, jakie życie – poprzerywana linia na dłoniach
|
|
 |
|
przyspieszmy kroku, bo dogania nas noc, w nocy lepiej losu nie kusić
|
|
 |
|
posłuchaj, jak pięknie o miłości gada ten, który miłości nigdy nie zaznał
|
|
 |
|
mówią, trzeba być twardym, żeby tu przeżyć
|
|
|
|