 |
|
wysłałam do niego esemesa 'jestem na lotnisku czekam na samolot, życz mi szczęśliwego lotu.' nie odpisał, miło. \ ms.inlove
|
|
 |
|
a ten widok mojego kuzyna siedzącego przed klatka z dziewczyną i to jego nieśmiałe 'siema gocha' po czym robił się czerwony kiedy wchodziłam do klatki. bezcenne. \ ms.inlove
|
|
 |
|
czułam pustkę kiedy nie rozmawialiśmy ze sobą przez kilka dni. wiedziałam że coś się dzieje. nie miał czasu spotkać się na kilka minut pod blokiem. na nic nie miał czasu. szkoda.. - do nie dawna tak myślałam - jednak teraz wiem że zmarnowałam kilka miesięcy na wpajaniu sobie do głowy nadziei że coś z 'nas' będzie. teraz, wpajam do głowy że to palant itd, nie robię tego aby zapomnieć po prostu wiem jakim jest człowiekiem. \ ms.inlove
|
|
 |
|
bo ja po prostu nie jestem dziewczyną w której chłopak potrafi się zakochać. \ ms.inlove
|
|
 |
|
no i co ? wróciłam. jestem znowu w deszczowej Irlandii, i ? i jest mi tu lepiej niż w Polsce. czemu ? bo wiem że tu w tym miejscu zapomnę o tobie na dobre. mimo wszystko że tam byłam na samym początku, to wiem że tu to dobiegnie do końca. nie liczę na żaden kontakt z nim, po prostu chcę żeby było normalnie. nie brać jego osoby pod uwagę, a w szczególności nie myśleć 'a co on by o tym powiedział.' \ ms.inlove
|
|
 |
|
więc będę czekać. zawsze. \ ms.inlove
|
|
 |
|
za kilka dni znowu zacznie się śpiewanie kawałków ich troje, leżenie na środku schodów, przynoszenie kwiatków z parapetu na ławkę, a na wkurwioną minę nauczycielki krótkie 'no co?!', te miny, te spojrzenia, te bezcenne akcje, huk, kiedy kolejny kumpel bujając się na krześle spierdala się na podłogę. będą te klasówki z matmy, pisanie rozwiązań na gumce do ścierania i posyłanie ich kumpelom, lekcje angola kiedy cholera wie, gdzie masz długopis, czy zeszyt, a przewodnią czynnością jest rysowanie kutasów, polskie podczas których przy czytaniu biografii wychodzi, że Kościuszko urodził się w Mezopotamii, a ojciec Szekspira był 'rękawiczkiem'. źle nie będzie, nie z tymi ludźmi.
|
|
 |
|
widzisz, tęsknię za tym, jak odkładaliśmy wszystkie inne sprawy w kąt uważając je za mało ważne. jak zlewaliśmy na to, co można, czego nie, co trzeba, czego niewolno - bo mieliśmy swoje racje, swoje chwile, które spędzaliśmy po swojemu. brakuje mi tych oddechów, powolnych, które wcale nie gnały, nie wybiegały w przyszłość. brakuje mi Ciebie i odczucia, że Twoje miejsce jest wyłącznie tu, przy mnie.
|
|
 |
|
siedzieliśmy u mnie - krople deszczu uderzały o parapet charakterystycznym stukotem, dało się już słyszeć pierwsze grzmoty. objął mnie ramieniem. - czemu to służy? - syknęłam strząchając Jego rękę. - myślałem, że... - zaczął, ale w efekcie zmieszany przygryzł tylko wargę. - nie, nie boję się. nie widzę w burzy nic strasznego, w przeciwieństwie do Twoich byłych, niech zgadnę? - wybuchnęłam z cwaniackim uśmiechem, który mimowolnie zniknął na Jego krótkie 'zaczekaj', po czym nie wziąwszy nic ze sobą wybiegł przed dom. stanęłam w progu przyglądając się jak stoi po środku mojego trawnika, a w tle za Nim majaczą pioruny. - głupku, chodź tu. - pisnęłam chrapliwie przywołując Go do siebie gestem dłoni. - wciąż się nie boisz? - zapytał lustrując mnie spojrzeniem. - burzy się nie boję. o Ciebie cholernie.
|
|
 |
|
gdy tylko pojawiasz się na horyzoncie serce jak wściekłe obija się o żebra mało co nie posiadając się z radości, kolana w jednej chwili są jak z waty, a ja ukradkiem podtrzymuję się barierki, żeby zachowywać pion, nie mam przed sobą lusterka, ale doskonale wiem, że w źrenicach pojawiło się mimowolnie kilkaset iskierek, łaskocze mnie w brzuchu, a nozdrza poruszają się rytmicznie jakby prosząc o szczypkę Twojego zapachu. faktycznie, pełno podstaw do stwierdzenia, że nic nie znaczysz.
|
|
 |
|
głupie - piliśmy właśnie shake'a truskawkowego na spółę, żartowaliśmy ze skupienia malującego się na twarzy sprzedawczyni za kasą, kiedy przeszył wzrokiem moje oczy. - piękne są. - stwierdził lekko unosząc kąciki ust ku górze. odwzajemniłam uśmiech, to był moment kiedy serce zaczęło pracować na zdecydowanie szybszych obrotach, specjalnie dla Niego, który zaczynał znaczyć coś ponad 'kumpel'. dużo, dużo więcej.
|
|
 |
|
odepchnęłam Go od siebie zawijając dłonie w rękawy bluzy. - przecież taka była umowa. krótka zabawa. po wakacjach koniec. idź w swoją stronę. - bełkotałam unikając Jego spojrzenia. zagryzłam wargę, podczas Jego krótkiego milczenia, na brodę wypłynęła stożka krwi. - spójrz na mnie. - poprosił cicho. - wszystkie drogi prowadzą do Ciebie.
|
|
|
|