 |
|
gdy wszystko zniknie, obróci się w bezsens, stanie się smutne, ze względu na nadmiar bólu. gdy przestanie istnieć, bo bez miłości nie ma nic - pamiętaj, że ja będę czekać, już zawsze. będę żyła nadzieją, że pewnego dnia rzucisz mi się w ramiona, z deklaracją miłości na ustach. czekanie to przecież najlepszy dowód na to, że kochamy.
|
|
 |
|
są przeprosiny, które bolą, gdy ktoś przeprasza za to, że nie kocha.
|
|
 |
|
intelektu siła słabnie, gdy mnie wzrokiem łowisz.
|
|
 |
|
Usiądź koło mnie na ławce. Pogadajmy o sensie tego wszystkiego albo o adaptacji Ballady ptaków i węży. Nie szukam już pokrewnej duszy, chciałbym usłyszeć tylko coś więcej niż bełkot tych wszystkich pustych głów wypełnionych śmieciami. Może powiesz to głosem, który uśpi moją pogardę dla świata. Może twoje usta zaskoczą mnie słowami zbyt głębokim aby pozwolić im polecieć z wiatrem. Może twoje usta... Czy sa ciepłe mimo zimna, czy smakowały by im bezinteresowne pocałunki, wargi co dosyć mają daremnych dywagacji a pragną jedynie poczuć znowu życie zamiast je omawiać?
|
|
 |
|
A we mnie tyle żyć, tyle chwil przeszłych i przyszłych, dialogów niedokonanych, błędów naprawianych, światów, w których jestem sobą na nowo, tańczę z tobą na parkiecie klubu karaoke albo spaceruje uliczkami starych miast, puszczamy opary naszych słów które łączą się w chłodzie wieczoru, nasuwają myśli o ciepłych, miękkich ustach. Nie ma końca, bo czas obracam w palcach i zaskakuję cię tyle razy, uwodzę słowami aby odwdzięczyć się tym jak oczarowałaś mnie uśmiechami i spojrzeniami. Tak, trudno się rozstać, a śpiew ulicznego grajka nawołuje do uścisków, z których nie wyplątamy się nigdy, tak, oboje tego chcemy ale boimy się, że ktoś się zbudzi i wszystko wyparuje z błyskiem dnia. W oparach prosecco znikam dla samotności, wyrywam się z jej uścisku i strumieniami szczęścia spływam tutaj, gdzie też czekasz aż zagubione duszę znajdą się w objęciach. Oby nikt nie cucił, oby nikt nie zbudził, lecimy dalej, głębiej w świat bez zła, bez zegarów.
|
|
 |
|
Z muzyką uleciały myśli, z łykiem wina zaśpiewały uczucia, z późną godziną zatańczyły tęsknoty. Patrzę w gwiazdy jak na miliardy szans, jak w odbicia żyć, które szukają swojego miejsca, jak ja. Mrugają do mnie ale już nie wierzę, że nie spadną, nie zmienią się w pył, szarą chmurę bez blasku.
|
|
 |
|
Za oknem czarności czar, cały świat ciemnym płótnem a ja maluję myślami, zaklinam sercem rzeczywistość. W głębinach nieznanych czekasz na mnie, otwierasz oczy aby szukać tych samych zachwytów, otwierasz dłoń czekając dotyku kogoś o dobrym sercu. W świetle okrutnych dni rozpływasz się w oparach rozczarowań, a ja próbuję znaleźć lek na kac naiwnych nadziei.
|
|
 |
|
Są takie dni, kiedy przeszłość jest wyraźniejsza niż kubek herbaty w dłoniach, są dni, kiedy znów całuję cię i czuję ciepło szczęścia, bardziej niż łyk herbaty, są takie dni.
|
|
 |
|
kobieta nazywa mężczyznę "skurwielem" zazwyczaj wtedy, kiedy staje się świadoma swoich uczuć względem niego. w końcu przyjmuje do siebie, że to nic innego, niż kochanie.
|
|
 |
|
rok temu przechodziłam obok ciebie obojętnie, mając świadomość, że większość kobiet cię pożąda. za to dzisiaj to one mają cię w dupie, a ja myślę o tobie częściej niż wypuszczam oddech.
|
|
 |
|
doceń ją, dopóki jej zależy.
|
|
 |
|
gdy podajesz komuś rękę, mów mu wprost, że jesteś chujem.
|
|
|
|