 |
|
czasami chciałabym żeby to wszystko okazało się snem. że zaraz się obudzę i stwierdzę, że znowu śniły mi się jakieś głupoty i nie powinnam jeść tych frytek przed snem.
|
|
 |
|
czasami jak mi się nudzi dłubię kablem od żelazka w mydle. lubię smażyć lody na patelni i szyć placki na maszynie. marze o cheeseburgerze bez bułki i hot-dogu bez parówki. lubię myć trawę i lizać lizaki w papierku. i kto tu jest normalny?
|
|
 |
|
uwielbiała, gdy przepuszczał ją w drzwiach. ubóstwiała noszenie jego bluz. śmiała się z jego opowieści, jak za bardzo wczuwał się w rolę. lubiła prowadzić z nim wielogodzinne rozmowy. kochała jego zapach. przepadała za patrzeniem w jego brązowe oczy. chciała po prostu, żeby był.
|
|
 |
|
przestać o czymś myśleć, na zawsze, to i znika, jak zacznę myśleć o tym, czas ucieka, zegar tyka
|
|
 |
|
mogę już tylko witać się z obrazem swoim z wczoraj
|
|
 |
|
niedostępny abonent, znowu zapominam, dzwonię
|
|
 |
|
rzygam Tobą, pluje krwią na chodniki
|
|
 |
|
oddycham tylko w częściach, nie słyszę swego serca
|
|
 |
|
daj mi siebie, odpłynąć w beznadzieje, może znajdę tam zabawkę, która przypomina Ciebie
|
|
 |
|
proszę, rozbij to lustro, wstydzę się za siebie
|
|
 |
|
jak facet lubię z sercem, pije do dna, to fobia, obok słyszę Twoje głosy, jak co dnia, podaj mi dłoń, daj mi jej więcej
|
|
 |
|
kapie z pyska krew wprost na moje dłonie, każda minuta pali sen z moich powiek, żeby tylko cel mieć, taki bezsens, żeby tylko biec przed i nie wołać więcej
|
|
|
|