 |
|
Bo ja chciałbym móc nie musieć wierzyć
Że kiedyś to dostanę co mi się należy...
|
|
 |
|
Reszka, znów wypadła reszka
A ja tak liczyłem na orzełka
Czy to nieprzygoda jednak wielka, losu szulerka?
Czy tak już będzie do zachodu słońca?
|
|
 |
|
Dymy śmierdzących fabryk podgryzają obłoki,
A z drapaczy chmur pada deszcz samobójców.
Czerwone autobusy przemierzają brudne miasta.
Popłyniemy ulicami, tam gdzie tanie wino w szklankach.
|
|
 |
|
Wyrastają z ziemi kominy, wieże i kościoły,
Psują spokój moich myśli, kłują mnie w oczy.
Swą wrednością rozdrapują naturalny obraz.
Ludzka pycha nigdy jednak, nie dosięgnie słońca.
|
|
 |
|
ledwo dotykam ziemi ledwo co czuję ją
i juz się modlę do spadających gwiazd
bo mi brakuje ciepła twoich rozchylonych warg
i tylko nie wiem czy mi starczy sił
bo serce mam ze szkła i jak nic
|
|
 |
|
I już do ciebie biegnę ile w płucach mam sił
chociaż patrzę przed siebie i nie widzę nic
chociaż nade mną tłusta parna noc
mocniej wytężam oczy i wydłużam krok
i już się modlę do spadających gwiazd
bo mi brakuje ciepła twych rozchylonych warg
i tylko nie wiem czy mi starczy sił
bo serce mam ze szkła i jak nic
|
|
 |
|
nie wiem nie mam recepty na szczęście
nie wiem ni licencji na inteligencję
nie mam lekarstwa na strach
na optymizm rzadko mnie stać
nie ogarniam siebie sam
|
|
 |
|
wszystkie pytania bez odpowiedzi znam
i wszystkie pytania te na które każda odpowiedź jest zła.
|
|
 |
|
potargana przez czas i przez miejsce
na tle białego kitla paskudny jest świat ze sztandarami na wiejskiej w tłumie rozwrzeszczanych koleżanek szła
|
|
 |
|
tutaj gdzie każda pora dnia jest zła.
|
|
 |
|
i ty tez nie mów nic, no może prócz tego, że zależy ci. nie planujmy lat wszystko byle nie tak.
|
|
 |
|
i pewnie gdyby wybrać mógł wolałby zapalenie płuc a nie nóż wycelowany w kark wszystko byle nie tak
|
|
|
|