tu strach bokiem przemyka
miedzy chwilą a chwilą
ciszy usta zatyka
tu wstyd twarz swą zakrywa
czerwoną jak wino
między kolana łeb wpycha
to miejsce na mapie
tu gdzie kończy się papier
gdzie farba się zmywa
Polska się nazywa
znasz to z opowieści mych
te stare bramy w które nie włazi nikt
miejsca na których świat zdaje się oszczędzać
te same zbrodnie motywy trochę różne narzędzia
my dzieci dekadentów
córki synowie rozpusty
alkohol mamy od zawsze we krwi
rozum genetycznie struty
raczej nie życzymy nikomu źle
raczej nikomu dobrze
raczej siedzimy na dachach
bawimy się w powietrze
jak minął dzień
nie pytam i tak widzimy sie rzadko
to już chyba rok
odkąd na ciebie nie patrzę
raczej nie podajemy sobie rąk
raczej nie pokazujemy palcem
raczej mało obchodzimy sie nawzajem