 |
|
pozwól, że opowiem ci o znajomości która trwa chociaż nie jest pewna swojej przyszłości
|
|
 |
|
Głupiec, który zdefiniował miłość jako coś pięknego. Coś co istnieje jest w błędzie. Miłości nie ma. Cała ta magiczna otoczka. Te puste słowa, że ktoś kogoś kocha. To wszystko iluzja. Marna mieszająca w głowie i raniąca serce iluzja. Nic po za tym. Miłości nie ma.
|
|
 |
|
Byłam najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Byłam. To dobre określenie. Teraz leże na dnie i nie mogę wstać z przygniatającego mnie bólu. Nie mam nikogo. Niczyja. Piętno, które znów musiało do mnie wrócić. Bez przyjaciela. Bez nikogo. Fajki, alkohol i muzyka mają pomóc mi się otrząsnąć? Mają pomóc wstać i iść dalej? Misja wręcz nie możliwa. Mam dość. Po raz kolejny życie pokazało, że miesiąc to wystarczająco dużo czasu by się nacieszyć szczęściem. Koniec.
|
|
 |
|
wiesz co? zadajesz mi bardzo głupie pytania. nie wiesz kim dla mnie jesteś? jesteś dla mnie niebem, gwiazdką na tym niebie. jesteś dla mnie wschodzącym słoneczkiem. no i zachodzącym też. jesteś dla mnie ołówkiem w piórniku. pomidorem na kanapce. cieplutką pościelą... i tym uczuciem które gości w moim brzuszku kiedy o Tobie pomyśle. a wiesz? Ty to wszystkim dla mnie jesteś..
|
|
 |
|
jak kiedyś spotkam amora, to złamie mu ten łuk i wsadzę go w dupę.
|
|
 |
|
każda kobieta, uśmiecha sie, gdy chce krzyczeć, śpiewa gdy chce jej sie płakac, płacze gdy sie cieszy, śmieje sie, gdy sie boi.. a jedyna nie słuszna, w niej rzecz to to, że tak często zapomina ile jest warta.
|
|
 |
|
potrafię widzieć to , czego inni nie dostrzegają , bo skupiam się na drobiazgach , a nie na całości .
|
|
 |
|
i z przyzwyczajenia każdego dnia przychodzę w nasze miejsce, dokładnie o 18.00- tak jak zawsze. nie ma cie. rozmawiam z powietrzem gapiąc się w jedną z miliona gwiazd. wiatr szepcze mi do ucha, że mnie kocha, a szelest liści robi za wspaniałą melodię. sok malinowy, zastępuje mi tanie wino, a zapach twojej perfumy dym z papierosa. jest niemalże idealnie.
|
|
 |
|
odchodziłeś, krok po kroku oddalałeś się zostawiając mnie samą w tym cholernym parku, który kiedyś był najcudowniejszym parkiem. stałam jak słup bez uczuć, bez myśli. czułam tylko jak moje buty wbijają się coraz głębiej w śnieg, jak uginają mi się kolana pod wpływem szoku. nigdy nie przypuszczałam, że odejdziesz beze mnie. przecież wiedziałeś doskonale, jak kochałam trzymać cię za ręce, czesać i prostować twoje długie, blond włosy, jak kochałam twoje oczy. ale ty odchodząc nie myślałeś o mnie, o moich uczuciach. myślałeś o niej. i to właśnie bolało najbardziej.
|
|
 |
|
"I patrzę jak odchodzisz, Ty nigdy się nie obracasz i znam cię lepiej niż siebie. Nie mam do czego tam wracać.
Stajesz przede mną, a ja znowu stoję jak słup.
Chcę Ci powiedzieć, że wiesz co, ale nie mogę wydusić słów. Więc spuszczam wzrok, a to jest zwyczajnie dziecinne i samej mi siebie żal, może po prostu gdzieś wyjdę.
Trafia mnie szlak jak myślę, że miałabym przestać. Nie potrafię dłużej tak świat w twojej osobie się streszcza.
Kocham wszystko w tobie, bo wszystko jest inne niż myślę. A moje oczy błądzą tam, błądzą po twoim umyśle. Przepraszam, że dzisiaj pewnie znowu Cię wymyślę, to przekracza wszystkie granice." Zyga- kłamią tu.
|
|
|
|