 |
|
Zanim coś komuś obiecasz. Zanim coś komuś powiesz zastanów się czy na prawdę tak jest. Słowa znaczą wiele. Parę nieprzemyślanych zdań a narobisz komuś nadziei.Czego następstwem jest płacz i cierpienie. Nie rzucaj słów na wiatr. One na prawdę mają znaczenie.
|
|
 |
|
-Wiesz, widziałam ostatnio artykuł na takiej stronie, groszki.pl ...
-jakiej stronie ?
-groszki.pl .
-to o groszkach ?
-nie, to nie jest o groszkach .
-bo wiesz, jest taka strona, google.pl, ale nie jest o goglach .
|
|
 |
|
powiedz mi tylko na czym stoję. chcę po prostu wiedzieć czy mnie kochasz czy byłam tylko kolejną panienką do 'zaliczenia'. nie chcę dłużej żyć w takiej niewiedzy. to mnie cholernie boli. z każdym dniem nawet nieświadomie mnie ranisz. / nfrej
|
|
 |
|
'szczęśliwy nie jest ten kto ma wszystko, szczęśliwy jest ten, kto potrafi docenić to co ma.'
|
|
 |
|
ta historia, nie była jak z bajki - on, młody Bóg, wyglądający jak syn Iglesiasa, ja - mała, zakompleksiona, szara myszka. przytulaliśmy się za często, zabijał mnie, swymi uśmiechniętymi, czekoladowymi oczętami. pisaliśmy godzinami, słuchaliśmy reggae, nazywał mnie nawet - dancehall queen. paliliśmy marihuanę, piliśmy kolorowe drinki. nie przeklinaliśmy. nazywałam go braciszkiem, on mnie siostrzyczką. dziś nie wyobrażam sobie, życia bez niego. ale muszę. już niedługo będziemy oddzielnie, ja tam, a on daleko, bardzo daleko.
|
|
 |
|
kochałam wrażliwość, która kryła się, w 180-centymetrowym ciele, mego kochanka. nie mogłam powtrzymać, walącego, wariackiego serca. mimo tego, iż byłam zajęta, pragnęłam całować go, namiętnie, ale zarazem delikatnie i zasypiać, obejmowana, chudymi rękoma. przeżywałam, pewien rodzaj, mocnego zauroczenia, umocniało się ono, z dnia na dzień, z sekundy na sekundę. chorowałam, bez czekoladowych patrzałek i powiększonych źrenic, mego adoratora. bo właściwie, on, podły drań, bez serca, czuł podobnie. też tęsknił.
|
|
 |
|
zapaliliśmy waniliowego papierosa i wypiliśmy po drinku. nieświadomie musnęłam dłoń, mojego towarzysza, tak delikatną, miękką. on, chyba w gwiazdkowym prezencie, złapał mnie za nią. spojrzałam w czekoladowe tęczówki, faceta, który, zupełnie nieświadomie, wywoływał palpitacje, mego serca. 'oddaj mi te cudowne oczy!' - poprosiłam, setny raz tego dnia. - 'z chęcią, ale jak.' - odrzekł. - 'maaaam! telepatycznie!' - ' łap' - 'dziękuję, mam.' mimo końca, magicznej wymiany, nie przestaliśmy wpatrywać się w siebie, jak wariaci.
|
|
 |
|
cierpię z powodu ludzi, miłości i nienawiści. zbyt dużo razy widziałam jak umiera miłość, jak płaczesz, jak ludzie płaczą. zbyt mocno czuje, by być szczęśliwą w tym świecie, w tym życiu. nie potrafię już udawać, że tego nie widzę, to naprawdę nie moja wina. blizny nie znikają, a życie przemija.
|
|
 |
|
'jeśli zwątpisz choć raz, to choćbyś z pistoletem zaszedł mi drogę - powrotów nie będzie'
|
|
 |
|
kiedy odpuszczałam już sobie nas, dotknąłeś mnie, poczułam twój dotyk na moim policzku, twoje usta na moich, twoją dłoń w mojej, słowa w moich uszach wypowiadane z twoich ust, poczułam, że jeszcze warto walczyć o tą miłość. walczyłam. nie wyszło. przestałam czuć, słyszeć.. kochać... i żyć. przestałam istnieć.
|
|
|
|