 |
|
ostre jak sztylety wspomnienia,przytępione przez czas.
|
|
 |
|
Pójdziemy. Usiądziemy. Kupimy. Zjemy. Zapalimy. Zaśniemy. Ta cholernie słodka liczba mnoga, której tak nienawidze odkąd nie moge jej uzyc, mówiąc o Nas.
|
|
 |
|
I niby wszystko jest dobrze.Podobno znów sie zmieniłam. Chodzą pogłoski, ze zaczynam znowu cieszyc sie zyciem i wszyscy uwazają, ze to jego zasługa. Uwazają, ze znalazłam Tego, którego powinnam znaleźc juz tak dawno temu, Tego, który powinnien zastapic Cie jeszcze zanim mogłam Cie poznac. Uwazają, ze znalazłam szczescie. Ale nic sie nie zmieniło. Nic nie znalazłam.
|
|
 |
|
najtrudniej jest być piękną dla samej siebie. oszukać się, że jest się szczęśliwą, a ten pulsujący punkt w skroniach, wcale nie oznacza niepokoju, spowodowanego strachem. najtrudniej, jest wstać rano z łóżka i spojrzeć Ci w oczy, wiedząc, że znowu zrobisz mi awanturę o to, że zapomniałam uśmiechu. najtrudniej jest zaakceptować to, że kawa stygnie. czekolada tuczy, papierosy uzależniają, a mężczyźni, odchodzą.
|
|
 |
|
stojąc przed nim niemal naga, czuła się nie tylko obdarta z ubrań, ale i z uczuć. w kominku, palił się ogień, a oni stali na przeciwko siebie. podszedł do niej, delikatnie osuwając jej ramiączko, zaczął całować ją po szyi. zagryzała wargi, delikatnie odchylając głowę. w jego oczach mieniły się iskry, odbijające się z kominka. 'nie mogę' - wyszeptała. 'nie potrafię'. - ale coś nie tak? - spytał zdziwiony, nie przestając jej całować. - nie kocham Cię. - odpowiedziała, zaciskając powieki w obawie, przed wybuchnięciem spazmatycznym płaczem. - to nie ma żadnego znaczenia. - powiedział, rozpinając ostatni element jej garderoby. odepchnęła go gwałtownie. - jeżeli to co do Ciebie czuje, nie ma dla Ciebie znaczenia, fakt, że dzisiaj sam będziesz musiał się zadowolić, też nie powinien go mieć. - odpowiedziała z goryczą w głosie. zebrała rozrzucone po podłodze ubrania i wyszła, wysyłając mu gardzące spojrzenie. pozostawiła go z jej subtelnym zapachem na Jego męskich dłoniach.
|
|
 |
|
przejdźmy się razem na drugą stronę lustra i mówiąc sobie nawzajem, jacy jesteśmy wspaniali, urządźmy festiwal hipokryzji.
|
|
 |
|
już dawno się przekonała , że można na coś patrzeć i nie wiedzieć co kryję się pod powierzchnią.
|
|
 |
|
Prawdziwa miłość jest jak duchy, o których wszyscy mówią, ale mało kto je widzi.
|
|
|
|