 |
|
pytasz, czy mi go brakuje? hmmm , powinnam zaśmiać ci się prosto w twarz, założyć sztuczny uśmiech i dodać
'pojebało cię! mi jego ma brakować. hahaha nie w tym życiu. bez niego, hmm? jest lepiej!.' ale tak naprawdę tęsknie za drobiazgami. za jego zabójczo brązowymi oczami, boskim uśmiechem, perfumami. za dotykiem dłoni, kiedy niby spotykała się z moją. a najbardziej za tym jak wymawiał moje imię. nie to nie jest przyjaźń a tym bardziej nie miłość po prostu coś pomiędzy. \ ms.inlove
|
|
 |
|
jadąc do centrum ze znajomymi rozglądam się I widzę obce miasto do okoła mnie. słyszę tylko nasza muzę, czuje zapach papierosów I odrazu myślę o tobie. spoglądam na zegarek 13.13 wmawiam sobie 'myśli o mnie'. jadąc dalej udaje zainteresowaną, bo przecież trzeba trzymać fason.
\ ms.inlove
|
|
 |
|
rozdział drugi skończony. miłego czytania : *
|
|
 |
|
pamiętam jak kupiłam swój pierwszy profesjonalny aparat i razem to świętowaliśmy. "Będziesz kiedyś najbardziej pożądanym fotografem na świecie" - mówił. kiedy nie robiłam poważnych zdjęć, pstrykałam mu różne fotki. zamyślony, uśmiechnięty, z wystawionym językiem, z ustami złożonymi w dziubek. na każdym inaczej, na każdym jak wariat. mój wariat. często też robiliśmy sobie zdjęcia razem, z głupimi minami, w pocałunku. szczęśliwi, zakochani, uśmiechnięci. teraz siedzę pod kocem, w rękach dzierżąc odbitki tych zdjęć i wspominam. patrząc na każde, budzi się we mnie miliony myśli, uśmiech mieszany ze łzami. tylko te zdjęcia, dowodziły, że potrafię być szczęśliwa. że potrafiłam być szczęśliwa. / nieswiadomosc
|
|
 |
|
jeżeli teoria o drugiej połówce jest prawdziwa, to ja właśnie ją znalazłam. a więc cieszyłam się każdym dniem, każda godziną i minutą. każdym dotykiem, spojrzeniem i pocałunkiem. ale mimo odwlekania, nadszedł ten dzień. dzień wyjazdu. o tym, że dziś nasz ostatni dzień, powiedziałam Mu właśnie tego dnia, w ostatniej chwili, tuż po zachodzie słońca. patrzył na mnie, jakby pierwszy raz widział mnie na oczy. nie chciał uwierzyć. błagał, prosił, krzyczał, że muszę zostać, że beze mnie nie przeżyje, że mnie kocha. Jezu, powiedział, że mnie kocha. odpowiedziałam szybko tym samym. ale w końcu musieliśmy się pożegnać. łzy, ostatnie namiętne pocałunki, najmocniejsze objęcia i czułe słowa. było nam tak mało siebie. ale w końcu wróciłam do domu. zapłakana i ze złamanym sercem. nazajutrz wróciłam do Polski, zostawiając nas oboje z niespełnioną miłością, wspomnieniami, żalem i tysiącem pytań. do następnych wakacji zbierałam malutkie kawałeczki swojego serca do kupy./nieswiadomosc
|
|
 |
|
ciekawe ile tu stał, czekając aż "księżniczka" się obudzi. Boże, mam nadzieję że nie robiłam nic głupiego, chociaż wiem, że nie wyglądałam zachęcająco, rozgrzana i świecąca olejkiem. podniosłam się, gestem kazałam mu usiąść. zaczął coś mówić w swoim języku, ale widząc moją minę, przeszedł na angielski. mówił całkiem nieźle, rozumiałam prawie wszystko. jak żałowałam, że nie przykładałam się do tego przedmiotu w szkole. rozmawialiśmy jako tako, On płynnie, ja nieskładnymi zdaniami. był cudowny. ciągle łączy nasze spojrzenia. nigdy nie widziałam tak cudownie zielonych oczu. w ogóle nie znałam nikogo takiego. wakacje zaczęły być jeszcze lepsze, niż w snach. spędziliśmy razem cały dzień. jeden. drugi. trzeci. następny, następny, następny. cholera, zakochałam się. w obcokrajowcu. przecież za kilka dni miałam wracać do domu, co ja sobie wyobrażałam ? odsuwałam jednak wszelkie pognębiające myśli, spędzając z Nim każda, każdziutką chwilę. cz.2
|
|
 |
|
zawsze marzyłam o spędzeniu wakacji w jakimś ciepłym kraju. już nie mogłam doczekać się wyjścia na plażę. kiedy wreszcie zmęczona po podróży zasnęłam, noc minęła w oka mgnieniu. obudziłam się wypoczęta i pełna energii. nic nie leżało mi na duszy, byłam wolna i szczęśliwa. złapałam torbę i w stroju, na którym miałam zwiewną sukienkę, poszłam na plażę. opalałam się chyba z godzinę, może dłużej, potem pierwszy raz weszłam do oceanu. było setki razy lepiej niż moich marzeniach. żyć nie umierać. kiedy suszyłam się na gorącym piasku, dostrzegłam przechodzącą obok grupkę chłopaków. chyba tutejsi. nie wiedziałam w ogóle, jakim językiem się tu posługiwano. uśmiechnęłam się do nich, a raczej do jednego z nich, wysokiego bruneta o oliwkowej cerze. istne ciacho z okładki. kiedy odeszli, przymknęłam oczy i oddałam się marzeniom o nieznanym cudzoziemcu. kiedy słońce dawało mi się już we znaki, postanowiłam popływać. uchyliłam powieki i zobaczyłam Go. stał nade mną i uśmiechał się czarująco. cz1
|
|
 |
|
robił to co zwykle, tak samo się uśmiechał, tak samo żartował i mówił. pocałunki były te same, może mniej namiętne niż kiedyś, ale wciąż czułe. identycznie trzymał jej dłoń, przytulał i szeptał do ucha. tym samym głosem mówił 'Kocham Cię'. zachowywał się jak zawsze. był dobrym aktorem. tak dobrym, że nawet nie zauważyła kiedy Jego uczucie do niej wygasło, a zapłonęło do innej. / nieswiadomosc
|
|
 |
|
- Dobranoc - NIE BĘDZIESZ MI KURWA MÓWIŁ CO JEST DOBRE, A CO ZŁE.
|
|
 |
|
odgarnął mokre włosy z jej zakrwawionej twarzy. - jestem tutaj, zaraz przyjedzie karetka, wytrzymaj. - to już koniec, czuję to... - z trudem wyszeptała. ułożył jej głowę na swoich kolanach i delikatnie gładził brudny policzek. - ciii... wszystko będzie dobrze, będzie dobrze, dobrze... - powtarzał przez łzy, już nie tyle do niej, co do samego siebie. ścisnął mocniej jej dłoń. "musza zdążyć, uratują ją, na pewno" myślał, będąc już na skraju rozpaczy. z daleka usłyszał dźwięk pogotowia. nadjeżdżali. - już są, kochanie. zaraz pojedziesz do szpitala. - mówił do niej wręcz szczęśliwy, kiedy spostrzegł, że jakby skurczyła się w jego ramionach, jej klatka piersiowa zapadła się, głowa bezwładnie opadła na jego ramię. nim dotarło do niego, że stracił wszystko, zjawili się sanitariusze. ale za późno. jej serce przestało bić./nieswiadomosc
|
|
 |
|
- witaj przyjaciółko, zajmuj się nadal swoimi sprawami, a ja tak sobie posiedzę i popłaczę w samotności. na pewno będzie mi lżej, nie przejmuj się. idź na te zakupy, nie ma powodu siedzieć ze mną, kiedy jestem w takim stanie. jak będę uśmiechnięta i szczęśliwa to się zgłoszę. nie zawracaj sobie mną głowy, na prawdę. przecież poradzę sobie bez ciebie, jak zawsze zresztą. / nieswiadomosc
|
|
|
|