 |
|
budzę się następnego ranka i nie pamiętam co się stało
w mojej głowie tylko szum, to niewyobrażalny chaos
wstaje z łóżka i zaciągam się tym dymem samotności
już nie jeden z nas wykitował, odgłos łamanych kości
ten człowiek już skończył pościg za swoim szczęściem
ten głupiec popełnił samobójstwo z myślą o zemście
chciał odegrać się na Bogu, dlatego, że dawniej on mu
nie pomógł, nie powiedział nic z zasznurowanych ust
gdy ten błagał go o pomoc, wycelował w Boga spust
lecz on milczał, a w okół człowieka krażyło kilka dusz
siadam na parapacie, w ręku trzymając niedopalonego
papierosa i gorącą kawę i słucham jak oni tam bredzą
patrzę z okna, na te rozmazane postacie, te twarze
z których wycieka sens życia, każdy z nich to błazen
ośmieszają się na każdym kroku, nie wierząc że Bóg
istenieje, od strony stworzyciela powiał okropny chłód.
|
|
 |
|
głowa na poduszce i usilne utrzymywanie się na powierzchni tego świata. nieobecny wzrok i próby złożenia składnego zdania na zadawane mi pytania. z nim nie było lepiej; desperackie wygrzebywanie wszelkich oszczędności, by wyjść i zachlać się, choć przez jedną noc nie pamiętać. uczucie wciąż było namacalne. stykające się opuszki palców...
|
|
 |
|
lubię ten subtelny dotyk, oczywiście, że lubię - jak każdy inny w jego wykonaniu. ale nie on oddziałuje na mnie najbardziej. kocham, gdy mocno zaciska swoje palce na moich - jakby ze świadectwem tego, że jeszcze dużo dotyku zostało, jest i będzie, choć z czasem stopniowo zacznie się wyczerpywać, aż w końcu ustanie przy ostatnim pożegnaniu.
|
|
 |
|
nie trzyma mnie tu zemsta czy pozytywne relacje. ciekawość - nęka mnie to cholerne zastanowienie, co jeszcze idiotycznego życie obmyśla, by bolało mocniej.
|
|
 |
|
dziś, gdy zapytali mnie o przeszłość, o tamten odcinek, nie wiedziałam. na pytanie o datę, udzieliłam błędnej odpowiedzi. minęły prawie trzy lata i dopiero teraz mogę stwierdzić, że nie przywołam tamtych obrazów, jak wczorajszych sytuacji. zatarły się na przestrzeni czasu. nie zapomniałam. wciąż widując go, moje serce zaczyna mocniej kołatać ze strachu. nie kocha go, ale boi się kolejnej próby wymierzenia ciosu.
|
|
 |
|
z szerokim uśmiechem wyobraża sobie to wszystko. kilka wspólnych lat zapakowanych już do pudła przeszłości. tą teraźniejszość, która ma powstać. irracjonalne detale w postaci wspólnego mieszkania i spalonych naleśników podanych na śniadanie do łóżka. dom, syn i wieczory spędzone przy lampce białego wina i drewnie pękającym w kominku. jedyne przed czym protestuje to oddzielnie brana kąpiel, argumentując to tym, że dwadzieścia minut każdego dnia beze mnie kiedyś będzie nie do zniesienia.
|
|
 |
|
pobielałe kostki na rękach od zaciskania ich na jego dłoniach. odpowiedź upartego wzroku z domieszką czułości, dopicie piwa i inne ramiona odciągające mnie na bok z krótkim 'nie patrz, idziemy'. dudniące w uszach zapewnienie, że robi to dla mnie, że ten typ nigdy więcej mnie nie tknie. zero odpowiedzi na to, iż ja nie chcę. potem te ramiona wracają zawsze, z krótkim 'mówiłem, że nie masz się o co martwić', a mimo wszystko, za każdym razem zagryzam z nerwów wargę i nie zapowiada się na razie na zmianę.
|
|
 |
|
[2]jeszcze nie teraz. dlaczego to przytrafiło się własnie mnie, niektórzy umierają nie przeżywając niczego, a ja wciąż żyję i przeżywam zbyt wiele, zbyt dużo na moje serce i umysł. kochasz a niszczysz i tracisz na swojej drodze wszystko, bo nie potrafisz żyć odpowiednio, nie jesteś w stanie walczyć, więc nie płacz, jeśli to jest tylko Twój wybór. widzę w Twoich zapłakanych oczach, że to koniec, nie potrafisz mi tego powiedzieć wprost, więc uciekasz tak jak zawsze, trzaskając drzwiami, bym czuł się winny, lecz tym razem nie zawiniłem niczym. może Ty pragniesz zbyt wiele, oczekujesz czegoś niemożliwego sama nie dając mi nic, to nie jest czysta gra. wmawiasz sobie, że jest dobrze, mówisz wiele słów, w czym pada, że Ci zależy, choć chyba skryłaś to za potężnym murem, bo nie widać tego wcale. czasami walczymy, często odchodzimy, zawsze tak robimy. spróbuj zapanować nad własnymi uczuciami i sercem, spróbuj zdecydować czego chcesz. zrobię to dla Ciebie i wysłucham do końca.
|
|
 |
|
[1]teraz żyję na własną rękę, staram się zrozumieć sam siebie, co czuję, czego chcę i czego tak naprawdę potrzebuję. nie mogę uwierzyć w to wszystko co dzieje się w okół mnie, to jest zbyt skomplikowane, próbuję nie okazywać emocji, ukryć wszystko głęboko w sobie, ale nie potrafię, zbyt często płaczę. nie umiem udawać, że wszystko jest okej, kiedy za plecami wali mi się cały świat, ale nie uciekam w kieliszek napełniony wódki, niby trzeba się bawić, bo świat jest krótki, ale ja zdecydowanie wolę wylać tysiąc łez w jednej minucie niż napierdolić się jak świnia i cieszyć się życiem tylko do chwili wytrzeźwienia. mówisz pewne rzeczy w dzień, a w nocy już Cię nie ma, uciekasz w swój świat, zapominając o mnie, o każdej obietnicy, oboje wiemy, że to jest nie w porządku. uśmiercasz mnie z każdym złym ruchem. tracę już nadzieję, że będę gotowy wybrać odpowiednią drogę, bo łzy nie umieją mi podpowiedzieć jak będzie lepiej. z jednej strony niebo, a z drugiej piekło, nie potrafię wybrać..
|
|
 |
|
[2] wyszeptałem na ucho, że kocham ją od zawsze, na zawsze i nikt nie jest w stanie tego zmienić. po jej policzku spłynęła jedna łza, bo wszystkie już wylała i została tylko ta jedyna, bym mógł ją ujrzeć i uświadomić sobie jakim jestem skurwielem i co potrafię zrobić z człowiekiem. pocałowałem ją najczulej i najdłużej jak się dało i odszedłem wymazując z jej umysłu mnie i każdą naszą wspólną chwilę, by mogła w końcu zaznać odrobinę szczęścia..
|
|
 |
|
[1]poszliśmy razem na spacer, pierwszy raz od długiego czasu, bo nie widywaliśmy się praktycznie wcale. miło było znów zobaczyć jej twarz pełną cichego uśmiechu, który próbowała ukrywać pod tą maską pełną smutku i niechęci do życia. widziałem, że w głębi duszy cieszy się z tego spotkania. nie raz próbowałem jej powiedzieć, że tęsknię i że czekam gdzieś na nią, że pragnę by przyszła, bo jestem sam i dobija mnie już ta samotność. znienacka chwyciłem ją za rękę, ścisnąłem najmocniej jak tylko byłem wstanie, nie chciałem jej już więcej ranić. nie chciałem więcej widzieć jej łez i widzieć jak umiera z dnia na dzień. objąłem ją tak jak kiedyś i do ucha wyszeptałem, że będzie już dobrze, że nie pozwolę jej nigdy więcej skrzywdzić. pocałowałem ją delikatnie w kark, poczym wziąłem na ręce i niosełem tak przez cały świat, pokazujące, że nasze serca biją jednakowym rytmem i to nigdy się nie zmieni. postawiłem ją na chodniku tuż przed jej domem, popatrzyłem w oczy..
|
|
 |
|
[3] zrobiłem to wszystko dla nas, musiałem się zabić byś Ty mogła żyć dalej, wiedząc, że nad Tobą czuwam i pilnuję byś odnalazła swe szczęście.. szepcze Ci na ucho, że jesteś kobietą mojego życia i że kocham Cię ponad wszystko, ponad życie, co dziś w nocy Ci udowodniłem.. i odchodzę już od Ciebie schodami do góry, by opiekować się Tobą z nieba. a Ty patrzysz na moje podcięte żyły i nadal nie możesz uwierzyć własnym oczom, że to wszystko stało się tak nagle, bo przecież scenariusz tego życia miał wyglądać inaczej..
|
|
|
|