 |
|
[2]w końcu to jest niegrzeczne. przyłóż swoją ciepłą dłoń do mojej zimnej, bladej klatki piersiowej. czujesz? już nie bije, nie uderza dla Ciebie jak szalone bo postanowiłaś odejść do aniołów. ale pamiętasz, że ja zawsze lubiłem wygrywać i robić coś pierwszy. w tym przypadku też tego chciałem, cholernie chciałem, nie mógłbym spojrzeć na Ciebie, wyglądałabyś tak jak ja teraz, taka bezradna. jestem całkiem bezwładny, siedzisz tak obok mnie i opowiadasz co chciałabyś jeszcze ze mną zrobić, a ja patrzę na Ciebie z góry i mam tak wielką ochotę przytulić Cię i obiecać, ze będzie dobrze i że nie oddam Cię już nigdy nikomu i nie pozwolę stąd odejść. a Ty uderzasz w moją klatkę piersiową płacząc i pytasz mnie gdzie jestem.. krzyczę, że jestem tu na górze, kochanie popatrz w górę. lecz mój krzyk jest niemy, próbuję Cię dotknąć, gładzę Cię po policzku, a Ty czujesz tylko delikatny powiew wiatru wdzierający się przez uchylone okno i nie podejrzewasz nawet, że to mogę być ja..
|
|
 |
|
[1]kiedy jestem sam, płaczę niemniej niż dwa razy dziennie, zamykam się sam w pokoju, zasłaniam okna, ale najpierw uderzam pięścią kilka razy w ścianę, by rozładować napięcie. oczy pełne nienawiści, a ręce pełne krwi. i próbuję na ręce napisać list do Ciebie. tak, żeby pozostał na wieki i byś mogła go przeczytać, gdy znajdziesz mnie już po czasie, gdzie będzie za późno, aby porozmawiać prosto w oczy.. krew zastygnie mi na rękach, a moje oczy zapadną się na dobre. lecz nie jestem pewien czy zmieści mi się wiadomość do Ciebie tylko na lewej ręce, więc szukaj na całym ciele. tylko jeśli zastaniesz mnie w fotelu bez ruchu to nie krzycz, powstrzymaj łzy i uśmiechnij się dla mnie, to będzie najpiękniejszy prezent do nowego mieszkania i na nową drogę życia. a potem usiądź obok mnie i opowiedz jak Ci minął dzień, czy spotkały Cię jakieś przykrości, czy był radosny, czy też nie działo się nic ciekawego. mimo wszystko ja wysłucham Cię do samego końca, nie będę Ci przerywał..
|
|
 |
|
Twoje oczy to moje okno na świat, widzę tą całą rzeczywistość w kolorach tęczy. Twoje ramiona to moje schronienie przed całym tym złem, które jest na świecie, nie boję się już niczego gdy mnie przytulasz. Twoje usta to smak prawdy, jak narkotyk, który zażywam milion razy dziennie, szczerość jeszcze nigdy nie smakowała tak dobrze. a Twoje serce to moje całe życie, jego uderzenia dostarczają mi tlenu niezbędnego do życia.
|
|
 |
|
[2] ja nadal nie umiem uwierzyć w te rzeczy, które robiliśmy sobie nawzajem, w te słowa raniące nasze serca niczym tysiące sztyletów, nie chcę nawet o tym myśleć, bo to już przeszłość, teraz będzie między nami tylko dobrze, wiesz? bo ja nie chcę nikogo innego, niestetyi, ale padło na Ciebie, więc z innej zrezygnuję, podziękuję. nie wmówisz mi, że jestem silny i bez Ciebie dam radę, bo zaczynam pić, przykro mi, a wszystko co robię nie ma sensu. muszę przyznać, że nie umiem czasami panować nad nerwami i często się mylę w wielu sprawach, a teraz jestem wysoko i nie chcę zejść, nie mam Ciebie, więc po co? przypomnij sobie te nasze głupie zabawy, nie chcę żeby zostały one tylko wspomnieniami, skoro może być więcej takich. nie, ja nie chcę nawet o tym myśleć, nie jestem wystarczająco silny by dać radę za nas oboje. nie wiem już co mam zrobić, ale wiesz, że kocham Cię. prosze po prostu zostań..
|
|
 |
|
[1]potrzebuję wiele czasu by dojrzeć do niektórych rzeczy, których obydwoje potrzebujemy. to wszystko co teraz czuję jest jak niespokojny ocean, a moje serce jak wiatr zapowiadający nocny sztorm, a Ty jak księżyć gdzieś nade mną. nie jest wszystko w porządku, ale obiecuję, że nie zostaniesz tej nocy sama. przy Tobie czuję jakbym poznawał świat od innej, lepszej strony, prz Tobie czuję coś nowego. więc zostań, proszę. nie spałem spokojnie odkąd ostatnim razem rozmawialiśmy, bo noce bez Ciebie nie są takie same, są bezsenne. ostatnio chciałaś być przy mnie, teraz nie mówisz nawet głupiego cześć. co to za dzień, noc, co to za życie skoro żyję w ten sposób. myślami unoszę się gdzieś nad chmurami, by zobaczyć co robisz, gdzieś daleko ode mnie, w zupełnie innym miejscu. przysięgnąłem, że Cię nie zawiodę.. ta miłość wciąż jest w nas, tylko nie umiemy jej dobrze wykorzystać, pora się nauczyć i zmienić ten męczący związek, w związek pełen porozumień, szczęścia i radości, czyż nie?
|
|
 |
|
przyłóż dłoń do mojej klatki piersiowej i poczuj jak mocno bije mi serce, każde z jego uderzeń, jest przeznaczone tylko dla Ciebie. jeśli będziesz przy mnie nigdy nie umrze, zawsze będzie uderzało jak szalone. za Twą miłość zapłacę każdą cenę, nie jestem zaślepiony miłością, po prostu wiem czego naprawdę chcę. gdybym mógł oddał bym Ci moje serce na dłoni, żebyś je miała na wyłączność o każdej porze dnia i nocy i żeby biło Ci w rękach. gdy zamykam oczy, widzę nas dwoje w naszym ulubionym miejscu, a w oddali leci nasza piosenka.
|
|
 |
|
teraz stoję na dachu kolejnego wieżowca.
i wiesz co? wszystko się wokół zmienia,
nie mam już ochoty nawet na zimnego browca
i patrzę ja wiruje ta nasza matka Ziemia.
dziś nawet moja żona staje mi się obca,
w tym świecie, w którym wartości tracą kontury.
dziś tylko podtrzymuje się na łokciach,
bezsilny jak doświadczalny królik,
patrzę na dół i ludzie rozpływają się
na ulicy jak na kartce atrament.
a teraz ja wypijam z termometru rtęć
i spadam na dół, jakbym padał na ścianę.
mój świat pękł, huk łamanych szczęk,
z nosa leci krew, wyblakłe tęczówki,
a ty zachowujesz się jak jakiś sęp,
bo nie jesteś już ani trochę ludzki.
|
|
 |
|
- rób jak uważasz. ja dam radę, jak zawsze - będzie dobrze, zobaczysz - co masz teraz na myśli? - zgadnij - nie wiem... już się w tym gubię - kocham Cię.
|
|
 |
|
perspektywa zakończenia całej tej farsy. kartka, ołówek, wódka i prochy. pisanie tych ostatnich liter, zapijając leki, odpływając. żegnanie się. przelanie na ten skrawek papieru tych najistotniejszych teraz słów. przeprosin do przyjaciółki za to, że nie zdążyła zrobić mi naleśników z nutellą, co planowałyśmy, że nie założyłyśmy albumu z wakacyjnymi zdjęciami, nie pojechałyśmy na obiecany basen, nie odwiedziłyśmy Mielna i Australii. zdania do Niego z podziękowaniem za tą niewielką ilość cudownych chwil, których miało być więcej i zapewnieniem, że to dla ułatwienia wyboru dalszego działania. do mamy - przeprosiny za ostatnią spinę i za to, że zostawiam bałagan w pokoju. i ostatni akapit do Niej o tym, że już nie musi krwawić, że nie musi się zabijać, bo ja zrobię to za nią.
|
|
 |
|
martwię się. zaczynając od tego, że największą obawą napawa mnie to przywiązanie, moja odpowiedzialność za to jak je utrwalam i za niego, za jego serce, które trzymam w dłoniach, a przy upuszczeniu będzie równoznaczne z jego całkowitym upadkiem - nie tylko jednego mięśnia. przeraża mnie ożywienie i gotowość w jego oczach, gdy odbiera telefon od któregoś z kumpli z informacją o kolejnej spinie; zaciskam, z cholernego strachu o niego, wargę, a on wraca po godzinie i łapiąc mnie za dłonie, zapewnia, że nic się nie dzieje, by nieświadomy tego, że słyszę, kilka minut później opowiadał znajomemu, że w starciu na jego gołe ręce, przeciwnik wyciągał łom. mogłabym tłumaczyć to tym, że prawie się nie znaliśmy, gdy się w to pakowałam, ale nie przejdzie mi to przez gardło. wciąż wydaje mi się, że po prostu warto jest w tym tkwić.
|
|
 |
|
on mnie nie ogranicza, a ja nie robię nic, by musiał się martwić. patrzy na mnie z troską w oczach i zdarza mu się pytać czy wszystko w porządku, lecz nie zakazuje mi niczego. noszę na nadgarstku opaskę jego ulubionego piłkarskiego klubu od kilku dni, podobnie jak on wcisnął sobie na nos moje okulary przeciwsłoneczne. spędzamy razem całe dnie, a pół godziny po pożegnaniu już wspomina o tym, jak tęskni. pisze mega słodkie wiadomości na dobranoc i oboje udajemy, że już się kładziemy, że zasypiamy bez problemu nie zaprzątnięci żadnymi myślami. między pocałunkami obiecał mi, iż nie będzie wymagał ode mnie wyznań i za to mu dziękuję, bo moje serce się po prostu gubi.
|
|
 |
|
patrzyłam na niego z boku. widziałam tą maskę przylegającą do jego twarzy. ten teatr w którym występował oraz całą publikę. jego wytrenowany uśmiech, głos. obserwował mnie kątem oka z bólem w źrenicach, bo wiedział już, że nie ma odwrotu, że widzę-rany, które oszpeciły całą duszę, cierpienie, brak sensu, kumulujący się niesmak do życia.
|
|
|
|