 |
|
mieć marzenia mieć cichą nadzieje w końcu
|
|
 |
|
móc
płynąc po bicie jak po oceanie słów znów
|
|
 |
|
mieliśmy wszystko, teraz nie mamy nic.
byliśmy wtedy blisko, a tak daleko dziś
|
|
 |
|
i znowu wszyscy mnie o ciebie pytają,
a ja nadal nie wiem czemu, czemu ludzie się rozstają
|
|
 |
|
tak dobrze jest mieć ciebie obok,
tak przy tym trudno jest być z tobą
|
|
 |
|
w każdym uśmiechu widzę, że oddalamy się. w każdym oddechu czuję, że wszystko znika gdzieś.
z każdym twoim krokiem, gestem, dźwiękiem, słowem zbliża się koniec.
|
|
 |
|
Na tą chwile wole mieć obok siebie flaszke, wybacz kochanie.
|
|
 |
|
Przejściowe pory roku nie są dla mnie najlepsze. Dla nikogo takiego jak ja. Obłęd lubi wracać jesienią lub przedwiośniem. Lubi niż, mgłę, ołowiane zachmurzone niebo. Budzisz się rano i masz do dyspozycji albo nieokreślony lęk, albo smutek. A czasami jedno i drugie. Chciałbym obudzić się pogodnym i uśmiechniętym lub przynajmniej obojętnym, ale jedyne, na co mogę liczyć, to wybór między trwogą a rozpaczą oraz nadzieja, że nie zwariuję do reszty.
|
|
 |
|
Oddycham, bo muszę. Już nie oddycham, bo chcę. Coraz ciężej tlen trafia do moich płuc. Za każdym razem mu to utrudniam. Chcę mu przeszkodzić. Na razie jest silniejszy. Ale w końcu zbiorę w sobie siłę i mu przeszkodzę. Nie pozwolę mu robić tego, czego nie chcę. A wiem czego nie chcę. Nie chcę tlenu.
|
|
 |
|
tak bardzo nie istniejesz.
|
|
 |
|
kiedy otarłem łzy już byłem innym człowiekiem.
|
|
|
|