 |
|
Błękitem swoich oczu zawstydzasz nawet Niebo .
|
|
 |
|
C.D.2.~ Gdy się odwróciłam, złapał mnie delikatnie za rękę. -Proszę... Daj mi wszystko wyjaśnić. Daj mi chwilę, chcę porozmawiać z Tobą...-urwałam mu jednak w połowie niedokończonego zdania -Kurwa, ale my już nie mamy o czym ze sobą rozmawiać.-wyrwałam rękę z uścisku. -wszystko skończone, z resztą tak jak sam chciałeś. więc nie zawracaj mi teraz głowy. miałeś swoją szansę, spieprzyłeś, więc nie każ mi teraz Cię słuchać, bo serio nie uważam, abyś miał coś ciekawego do powiedzenia, po 4 latach milczenia. Wiem, już wszystko rozumiem. To nie byłam ja, ok. Więc proszę Cię, daj mi teraz święty spokój, nie musisz mi niczego wyjaśniać.- i w tym momencie zobaczyłam Pana P. idącego w naszą stronę. Mój strach w oczach i zdenerwowanie dało się od razu zauważyć. Podszedł do nas z przymrużonymi oczami, jakby niczego nie rozumiał. -yyy, cześć? Skarbie co Ty tu robisz? wszędzie Cię szukam. Chodź już, podają właśnie gorące dania.-rzekł Pan P. nawet nie patrząc na NIEGO. złapał za moją rękę...
|
|
 |
|
C.D.1.~ Odruchowo odwróciłam się, tracąc przy tym równowagę. Omal nie upadłam, ale złapał mnie za rękę, zapobiegając upadkowi. -co... co Ty tu robisz?-powiedziałam z przerażeniem. -Ciebie też miło widzieć-odpowiedział. -To nie jest śmieszne! naprawdę się pytam co tu robisz?! -zaczęłam wrzeszczeć ze zdenerwowania. to nie mógł być ON. Nie dzisiaj, nie teraz, NIE nigdy! -Jestem kuzynem Mateusza.-odparł lekko zdziwiony-ale naprawdę miło Cię w końcu zobaczyć. Świetnie wyglądasz, wydoroślałaś. Ile to już minęło? a no tak, 4 lata. Sporo się zmieniłaś, ale te rysy... ich nie da się zapomnieć. Wiesz... -i nagle mu przerwałam, mówiąc: -przepraszam, ale nie mogę w tym momencie z Tobą rozmawiać. Nie po tym wszystkim co się stało. -Ej, biedroneczko... -Nigdy tak więcej do mnie nie mów. Już nie jestem Twoją pieprzoną Biedroneczką. Już nie pamiętasz?! - odparsknęłam ze złością w głosie. W tym momencie ON posmutniał. Chwilę milczał, więc postanowiłam wracać z powrotem.
|
|
 |
|
Niedawno byliśmy z moim Panem P. na weselu u jego znajomego. wyglądaliśmy cudnie, ja w czerwonej sukience podkreślającej talię i czarnych szpilkach, a Pan P. miał na sobie idealnie dopasowany garnitur. wyszliśmy z Kościoła po ceremonii zaślubin no i zrobiła się wielka kolejka do Państwa Młodych, aby złożyć im życzenia : "powodzenia na nowej drodze życia, szczęścia, miłości" bla bla bla... po wszystkim pojechaliśmy samochodem na przyjęcie weselne. Pierwszy taniec miał już się zacząć lada chwila, gdy nagle osłupiałam. ON tam był, stał, gapił się na mnie z tym swoim uśmieszkiem. Postanowiłam jak najszybciej wyjść stamtąd, aby pozbierać myśli, Panu P. mówiąc, że idę zapalić na zewnątrz i że zaraz wrócę. Poszłam na krótki spacer po drodze zbierając myśli. "Przecież to niemożliwe. To nie może być prawda. Chyba mam jakieś zwidy. Nie, na pewno musiało mi się to przewidzieć..." mówiłam do siebie gdy nagle usłyszałam męski głos dobiegający zza moich pleców: "Cześć"-powiedział...
|
|
 |
|
Jest taki pewien rodzaj smutku, od którego można się uzależnić.
Jak pogodzenie się z końcem .
|
|
 |
|
Co jakiś czas myślę o czasach, gdy byliśmy razem.
Jak wtedy powiedziałaś, że jesteś tak szczęśliwa, iż mogłabyś umrzeć.
Wmawiałem sobie, że to właśnie ty jesteś mi przeznaczona.
Jednak czułem się taki samotny w twoim towarzystwie.
Ale to była miłość a jej ból wciąż pamiętam.
|
|
 |
|
Gdzie i kiedy znów Cię spotkam? Powiedz, miły mój czy nie dosyć masz tych rozstań? To był wybór Twój. Kiedy obie drogi życia w jedną złączą się wiele mamy do zdobycia. Trzeba tylko chcieć.
|
|
 |
|
Zostawimy gdzieś za nami życia szare dni. Odnajdziemy miłość nową, wspólny, jasny świt. Zapomnimy trudne chwile. Smutek zatrze czas. Zapomnimy o tym wszystkim co dzieliło nas.
|
|
 |
|
Jeśli to ostatni w życiu dzień.
Jeśli jutra nie ma być na pewno.
Z każdym łykiem żal mi coraz mniej.
Jest mi doskonale wszystko jedno.
Jeśli to ostatni w życiu dzień.
Jeśli jutra nie ma być na pewno.
Z każdym łykiem żal mi coraz mniej.
Wiem, że dzisiaj tańczysz tylko ze mną.
|
|
 |
|
`Potrzeba drugiego człowieka , który pomoże, ostrzeże, upomni w imię dobra, życzliwości. Potrzeba drugiego człowieka, który uratuje od rozpaczy. Potrzeba człowieka wiernego, który nie zdradzi nie odejdzie, nie opuści, nie zdarzy się czas próby, niepowodzeń, klęsk, katastrof życiowych, gdy wszyscy się odsuną, potępią, zapomną, który pocieszy, podeprze, poda rękę, pozwoli uwierzyć siebie, przyniesie nadzieję i radość. Bo miłość to bycie do dyspozycji, to gotowość do tego, by usłużyć, pomóc, przydać się, zaopiekować się. To chęć, by być potrzebnym. Czas jest zawsze tym egzaminatorem, przed którym nie ostanie się żadna złuda, zaślepienie. / M. Maliński
|
|
 |
|
i najgorsze w życiu są te chwile, kiedy siedzisz sama w domu, rozmyślając nad swoim życiem, nad problemami, które się nawarstwiają. wspominając dobre czasy. lata spędzone ze znajomymi, z eksami i wiele wiele innych. ale takie naprawdę najgorsze z najgorszych chwil to takie, kiedy osoba którą kochasz nad życie i wydaje Ci się, że znacie się na wylot, nie zauważa, że w ostatnich dniach jesteś smutna, przygnębiona. że w Twoich oczach nie widać już blasku, a uśmiech coraz rzadziej pojawia się na ustach. że nie ma czasu lub siły na szczerą rozmowę o tym czego się boisz, a czego oczekujesz. że nie znajdujesz już w nim takiego oparcia jak kiedyś. i z tego wszystkiego, to przygnębia najbardziej. świadomość, że tak naprawdę to nikogo nie interesuje to jakie zmartwienia czy problemy posiadasz. a czasem po prostu dobrze jest się komuś wygadać i podzielić się swoimi troskami, by poczuć choć przez chwilę, że nie jesteś z tym wszystkim sama.
|
|
 |
|
przychodzi w życiu taki moment, że osoba bardzo Ci bliska odchodzi z tego świata. i to przykry i bardzo bolesny moment. jednak uwierz mi. niemożliwość pożegnania się z tą osobą boli najbardziej.
|
|
|
|