 |
|
nie obiecuję Tobie nic już, nic już nie jest pewne więc po co znów zawieść mam, nie obiecuję sobie nic już, nic już nie jest dla mnie logiczne jak kiedyś tak. / Primore Cru
|
|
 |
|
Leżąc w łóżku nocą,
I myśląc o swoim życiu,
Chciałbyś być inny ?
|
|
 |
|
Zabrakło jego też, zabrakło jego ciepła,
Zabrakło jego dłoni – tego wszystkiego, pamiętasz?
Nie chcę pisać o miłości po przegranej walce.
Wiem jedno, bez niego też sobie poradzę.
Naprawdę dam rade, to tylko pozory.
Mylą nas na co dzień, psują nasze głowy.
Nie chcę spekulować więcej, tak jak większość z was.
Chce wziąć wszystko w swoje ręce, chociaż raz!
|
|
 |
|
Czemu rutyna zabija mi chwilę?
|
|
 |
|
Zapach dymu, zapach łez...
Wychodzę z domu – nie wiem gdzie, nie wiem, po co.
Wyszłam, a dzień stał się nocą...
|
|
 |
|
Zbyt cicho, monotonia.
Wyciągam papierosa, w kieszeni szukam ognia.
Kolejny buch w moje płuca.
Wypuszczam chmurę.
To wszystko mnie zabija gdzieś,
Zgubiłam dumę
Zgubiłam szczęście, które kiedyś miała w sobie.
Przykre że gaśnie we mnie waleczny ogień.
Emocje są i wciąż będą,
Wierzę że, wierzę że utrzymam gardę.
|
|
 |
|
-przepraszam że Cię zraniłem..
-Nie przepraszaj, spierdalaj.
|
|
 |
|
Jeden dzień jedna noc bez Ciebie, wokół łza tonę w niej.
Biegnie czas zmienia się, w cierpienia gorzki smak Twoich ust.
|
|
 |
|
Tego co do Ciebie czuję nie opiszą żadne słowa.
Pragnę dziś jednego, abyś był ze mną do końca.
Jesteś mi potrzebny do przetrwania jak tlen.
Przy Tobie każda chwila jest dla mnie jak sen.
Dzięki Tobie Skarbie w kolorach widzę wszystko.
Dziękuję że mam Ciebie tu wciąż blisko.
Jesteś przy mnie nawet wtedy gdy upadnę nisko.
Uwierz że tu z Tobą pragnę patrzeć w przyszłość.
|
|
 |
|
Życie w ciągłej złości nie tłumaczy mnie na pewno.
I wiem że nie raz zachowanie me potępią.
Wiem że w swoim życiu popełniam mnóstwo błędów.
Dziś przepraszam i już nie mam argumentów.
Przepraszam mych przyjaciół że nieraz ich raniłam.
Żałuję tego bardzo, co dzień pod presją żyłam.
Przepraszam was za wszystko, to w wyniku złości.
Strach i mój niepokój to są me słabości.
|
|
 |
|
Jeszcze tak nie dawno wszystko proste mi się wydawało.
Chciałam aby nic się wtedy nie zmieniało.
Wiedziałam, że nic nigdy nie trwa przecież wiecznie.
Wiarę w miłość no i w Ciebie nie straciłam jeszcze.
Miłość Twoja unosiła mnie zawsze wysoko.
Każda chwila razem uznam, że było spoko.
Mówiłeś, że mnie kochasz, że to nie na niby.
Obiecałeś, że nie zrobisz mi już nigdy krzywdy.
A ja Ci zaufałam, po tym już tylko cierpiałam,
że Cię pokochałam tego bardzo żałowałam.
Codzienne awantury, nieustanne kłótnie.
Proszę odejdź i nie stresuj więcej mnie.
|
|
 |
|
Zrozum, że krzywdziłeś mnie już dostatecznie.
Wiedziałam, że nie będzie trwać to nawet wiecznie.
Wiedziałeś, że nie lubię gdy piłeś i paliłeś.
No niestety drogę swoją sam teraz wybrałeś.
Nie wiem ile razy mnie wtedy przepraszałeś.
Mnóstwo szans dostałeś i je zmarnowałeś.
To był Twój wybór, Twoja też decyzja.
Nie sądziłam, że w Tobie jest taka hipokryzja.
Nie czuje nic więcej, oprócz tej niechęci.
Musze Cię zapomnieć, wymazać z mej pamięci.
Zdaje sobie sprawe, że za dużo było stresu.
Proszę odejdź bo i tak to nie ma sensu.
|
|
|
|