 |
|
tak się niby lovciacie , koffacie i ohy ahy friends forever. Obrabiane dupy tez jest częścia tej frendzioszki?
|
|
 |
|
fajnie, że się odezwałeś. fajnie, że wiem co u ciebie. wręcz super, że masz mnie w dupie. / malynoowa.
|
|
 |
|
spójrz na to z innej strony. jestem z nim, kocha mnie i nie ogląda się za innymi. nadal twierdzisz, że nie pasuje do mnie, bo leci na kilka fronty. otóż on nie leci, a ty owszem. / malynoowa.
|
|
 |
|
uwierz, że mnie nie jara to jak pachniesz papierosowym dymem. nie mam wspaniałego nastroju, gdy dajesz mi buziaka, a ja czuję od ciebie alkohol. mnie nie kręci imprezowe życie. nie kręcą mnie chłopaki, którzy chcą w taki sposób imponować dziewczyną. przykro mi. / malynoowa.
|
|
 |
|
nie potrafię cię pocieszyć. nie potrafię sprawić, by na twojej twarzy pojawił się uśmiech, ale mogę zrobić wszystko byś nigdy nie był sam. uwierz to i tak wiele. / malynoowa.
|
|
 |
|
ja nie bluźnię. po prostu dla mnie, użycie słowa kurwa, oznacza kobietę z lekkimi obyczajami. a że takich nie trawię i mam obrzydzenie to ich obrażam, nic na to nie poradzę mamo. / malynoowa.
|
|
 |
|
rozumiem. masz swoje życie, w nim swoich kumpli, swoje laski i ostre melanże. ale nie wiem w czym jest problem, żeby napisać jednego głupiego sms, co tam. wiedziałabym, że kurwa chociaż pamiętasz. / malynoowa.
|
|
 |
|
staram się i to bardzo. staram się nie pamiętać przykrych chwil. staram się aby było dobrze. ale przecież tego też nie potrafisz docenić, tylko latasz do kumpli, bo z nimi wszystkie smutki utopisz w kieliszku wódki. wybieraj co chcesz, ja drugi raz nie potrafię zaufać, pamiętaj... / malynoowa.
|
|
 |
|
naprawdę nie wiedziałam, że mogę tak uzależnić się od drugiej osoby. nie widziałam cię wczoraj i umieram z tęsknoty. zrób coś z tym, bo nie wytrzymam... / malynoowa.
|
|
 |
|
[cz.1] - zamknij oczy. - powiedział stojąc za nią. zakrył jej powieki, rękoma. - co Ty wyprawiasz?! - spytała zaniepokojona. - mam dla Ciebie niespodziankę. tylko nie podglądaj! - przecież wiesz, że nienawidzę niespodzianek! - krzyknęła, starając się uciec z jego objęć. prowadził ją ostrożnie. nie wiedziała dokąd zmierzają. poczuła na twarzy lekki powiew wiatru. - jesteśmy. - wyszeptał. - możesz otworzyć oczy. podniosła delikatnie swoje błyszczące od niebieskiego cienia, powieki. przed oczyma ukazałoy jej się miliardy małych świecących punkcików. złapała ostrość. były to maleńkie, świecące w oddali budynki. miliardy małych samochodów. - o Boże! - wykrzyczała. stali na dachu jednego z wieżowców. na samym skraju dachu. - przecież wiesz, że mam lęk wysokości! - zabierz mnie stąd, natychmiast! - krzyczała. - spokojnie. - powiedział, trzymając ją kurczowo.
|
|
 |
|
[cz.2] - musisz pokonać swój lęk. - niby dlaczego? - spytała, cała się trzęsąc. - widzisz ... ja obawiałem się do Ciebie podejść. ale pokonałem lęk i teraz jestem szczęśliwy. Ty musisz zrobić to samo. przekroczyć własną granicę ku szczęściu. pocałował ją delikatnie w kark, niechybnie się nachylając. spadli. zginęli w swoich objęciach. przekraczając granicę. likwidując strach.
|
|
 |
|
będę chodzić z Tobą na mecze. zacznę pić piwo z Twoimi kolegami. będę na każde skinięcie Twojego palca. na każde Twoje zawołanie, choćby po to, aby podać Ci pilota. będę kokieteryjnie szeptać o tym jak Cię uwielbiam. obiecywać niestworzone rzeczy, łżąc o tym jak niesamowicie Cię pożądam. nakręcę Cię jak starą pozytywkę. a później zostawię Cię bezradnego na środku ulicy, tłumacząc, że dzisiaj jest Twój pechowy dzień. zrobię z Tobą dokładnie to samo co on zrobił ze mną. tak dla równowagi.
|
|
|
|