 |
|
Nie ma to jak mama, która wraca z imprezy, siedzi ponad godzinę na skypie z facetem, wchodzi pod prysznic i zaczyna śpiewać " jaki piękny świat, gdy się ma 20 lat". Kocham się z niej nabijać, mówiąc, że dwadzieścia lat to ona miała 7 wieków temu, kocham jej minę i naszą kłótnię. Kocham, gdy ma tak dobry humor i zgadza się na wszystko, więc proszę ją o wszystko, oczywiście to nagrywając, żeby nie było, że nie mam dowodów. Tak, kocham moją mamę. Jak się postara, to może być miła. Nawet bardzo.
|
|
 |
|
Pisałam sms z kolegą, gadając przy tym na dworze z koleżankami. Była zimna zima, padał śnieg, lampy się paliły. Dostałam kolejnego sms od niego, z jakimś śmiesznym tekstem, odpisałam coś w stylu 'buahahaha' i zajęłam się rozmową z laskami. Dźwięk sms, odbieram, patrzę, a tam " szczego beka ?? " Padłam, nie powiem, że nie. Dosłownie. Leżałam na ziemi, na tym śniegu, koleżanki pół godziny mnie zbierały, a ja co chwilę przypominałam sobie tego sms i na nowo zataczałam się w śniegu. Tak, za takimi esami przede wszystkim będę tęsknić.
|
|
 |
|
Wracałam z długiego spaceru z psem, cała zajarana. Z kumpelą śmiałyśmy się na maksa. Po chwili usłyszałam jakąś muzykę niedaleko, wytężyłam słuch i uciszyłam przyjaciółkę. Wybuchłam śmiechem, gdy usłyszałam, że to leci love system-Agata. Poszłam tam, gdzie leciała owa muzyka i zaczęłam śpiewać, nie ogarniając kto tam jest. Kolesie spojrzeli się na mnie i muzyka ucichła. Dopiero wtedy zajarzyłam, że to stałeś Ty z kumplem. Nie wiem, czy zrobiło Ci się wstyd, czy co, ale trudno było Ci się na mnie spojrzeć. 'No siema wam. Dzięki za tę piosenkę' Powiedziałam uchachana, w końcu to piosenka o mnie. 'He, spoko.' Odpowiedziałeś, a ja wybuchłam śmiechem. 'Spokojnie, to nawet miłe. No wiecie. Że stoi dwóch kolesi, jeden to jeden z lepszych kumpli, a drugi, to mój eks , którego w chuj mocno kochałam i puszczają sobie piosenkę o mnie, słodko, nie ma co!' Puściłam do nich oczko i poszłam sobie. 'Skąd wiesz, że o Tobie?' Usłyszałam. 'Jak nie do mnie, to po co stoicie pod moim oknem z tą piosenką?'
|
|
 |
|
[ CZ2. ] 'Nie jestem mała!' Złapałam się pod boki. 'Jasne. Ładnie pachnie, dla mnie też robisz?' Zapytał i musnął palcem o sos. 'Spadaj! Ktoś mi kazał zrobić więcej makaronu, nie wiedzieć czemu.' Spojrzałam znacząco na brata. Usiadłszy do stołu, wpierw zadawałam pełno pytań nowo przybyłemu, a później sama otrzymałam dużo, niekiedy niezręcznych pytań. 'Słyszałem, że było niedobrze.' Wbiłam wzrok w brata. Ten się uśmiechnął od ucha do ucha. 'Jak będziesz chciała, to koleś nie będzie rozróżniał, gdzie ma dupę a gdzie twarz.' Wybuchłam śmiechem. 'Serio mówię. Od zawsze byłaś moją małą siostrą, wiesz.' Uśmiechnęłam się szeroko. 'To dlaczego tak zniknąłeś? Wiesz, jak to zabolało?' Zapytałam, udając smutek, chociaż nie musiałam mocno grać. 'Za dziewczyną wyjechałem. Ale mnie olała. No, ale do siostry wróciłem, więc na razie nie wyjeżdżam nigdzie. A następną laskę, to pierw poznam z Tobą i Ty ją ocenisz.' Zajarałam się. 'Mam dwóch starszych braci, którzy liczą się z moim zdaniem, cudowne.'
|
|
 |
|
[ CZ1. ] Stałam w kuchni, ubrana w jakiś stary dres brudny od farby i robiłam spaghetti. Po chwili usłyszałam, że drzwi się otwierają, a brat rozmawia z jakimś chłopakiem. 'Ja pierdole.' Powiedziałam cicho, zauważając, jak jestem ubrana i niewymalowana. Przymknęłam niezauważalnie drzwi do kuchni i robiłam swoje. Po chwili drzwi się otworzyły. 'Cześć Mała' Powiedział ten chłopak. 'Cześć.' Bąknęłam, nawet na niego nie patrząc. Koleś się zaśmiał, a ja, zniesmaczona, spojrzałam na niego i bęc. Widelec, który trzymałam w ręce spadł mi na podłogę. 'To Ty?!' Zapytałam zdziwiona. 'No jak pytasz o mnie, to raczej ja. Chociaż pewien być nie mogę. Jak Ty się zmieniłaś przez te parę lat. Wyładniałaś, w ogóle się wyrobiłaś.' Powiedział stary kumpel mojego brata, bywał u nas często dobrych parę lat temu, uważałam go za brata, a potem, tak nagle, zniknął. 'Widzisz, z małej dziewczynki wyrosła duża kobitka' Powiedziałam zajarana. 'No jeszcze jesteś młoda. i mała.' Dodał, przytulając mnie.
|
|
 |
|
dla świata możesz być nikim, dla kogoś całym światem.
|
|
 |
|
Będąc z psem na spacerze, spuściłam go ze smyczy, a sama szłam zamyślona. W końcu dotarłam na jakąś wielką górkę, u dołu której była droga i jeździło pełno aut. Pies był szczęśliwy, biegał, szczekał, latał za motylami. Gdy zbiegł na dół za jednym z nich, zaczęłam go wołać. Zatrzymał się przed jezdnią, ulżyło mi, lecz nie na długo. Jakieś auto zatrzymało się, ktoś zawołał mojego psa, ten do nich wskoczył i odjechali. Zaczęłam biec za tym autem i krzyczeć, że to jest mój pies, lecz nie pomogło to w żadnym stopniu. W końcu, cała zaryczana, ruszyłam w kierunku domu. Gdy dochodziłam, zauważyłam to auto, które zabrało mi psa. Podbiegłam do niego, otworzyłam pierwsze lepsze drzwi i jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam tam Ciebie i Twoich kumpli. 'Mój pies.' Warknęłam. 'Płakałaś?' Odpowiedziałeś. 'Nie kurwa, śmiesznie, zabawnie było. Chodź misiu.' Zawołałam psa, a gdy ten wyszedł zatrzasnęłam drzwi. 'Ej, spokojnie. Chcieliśmy dobrze. Poza tym wrócił.' Tak, kocham te ich zabawy i żarty.
|
|
 |
|
Będzie mi brakować tych spacerów po szlugi o pierwszej w nocy, tych szczerych rozmów na każdy temat, tego żalenia się, co do naszego obiektu westchnień, tych rozmów do pierwszej w nocy przez komórkę, tych akcji, z rozjebaną petardą na środku korytarza, tego braku prądu z jego winy, tych spojrzeń na każdej przerwie, tych otwieranych drzwi w środku lekcji i mówienia " o, przepraszam, pomyliłem klasy", tych wiadomości, że mam przyjść na łącznik, tych kłótni o każde słowo, tej różnicy wzrostu, gdzie ja musiałam patrzeć jak na niebo, żeby spojrzeć na niego, tego dopingowania mnie, gdy mieliśmy razem wf, tego szoku, gdy powiedział mi, że jest ojcem, tych jego słabych, mocnych żartów, tego wypatrywania siebie nawzajem na każdej przerwie. Będzie mi brakować jego osoby, jego wyjebanego w kosmos charakteru, jego śmiechu, zapachu, oczu, włosów, twarzy, skóry, sposobu poruszania się. Trzymanie się z kolesiem, który ma najlepsze akcje w szkole, to normalnie zaszczyt. Tak w chuja mocno będę tęsknić!
|
|
 |
|
'Widzę, że masz wyjebane. No spoko, zmuszać Cię do niczego nie mogę.' Powiedziałam i poszłam pod swoją salę. 'Czekaj.' Usłyszałam. 'No co? Zależy mi na Tobie, no ale jak Ty masz wylane, to co mam poradzić?' Podniosłeś wzrok na mnie. 'Mi też na Tobie zależy.' Brzuch zaczął mnie boleć. 'Na pewno nie tak, jak mi na Tobie.' Odpowiedziałam. 'Może i nie, ale jesteś ważniejsza, niż te wszystkie panny z tej szkoły razem wzięte. Może to miłość jeszcze nie jest, ale będzie. Jak dasz mi szanse. Nie mogę przestać o Tobie myśleć, nie mogę się skupić na niczym innym, prócz Ciebie. Jesteś tak ważna, że gdybym Cię stracił, to nie wiem, co bym zrobił. Mam nadzieję, że rozumiesz.' Dałeś mi buziaka w kącik ust i poszedłeś pod swoją salę, zostawiając mnie samą na środku korytarza. Gdyby nie nauczycielka, która kazała mi iść na lekcje, myślę, że przestałabym tak całą lekcję.
|
|
 |
|
Godzina dziewiąta, ktoś dzwoni do drzwi. Dziwiąc się samej sobie, otworzyłam je, będąc mega zaspaną. Zobaczyłam wielkie coś. 'To jest paczka dla Ciebie.' Przetarłam oczy i wytężyłam wzrok. 'Miś?!' Zapytałam zdziwiona. 'No tak.' Zaśmiałam się. 'Ale walentynek jeszcze nie ma.' Tym razem koleś się zaśmiał. 'Ja nic nie poradzę. Miałem dostarczyć, to dostarczyłem.' Przyjrzałam się misiowi. 'To od kogo to jest?' Koleś wzruszył ramionami i odszedł. Wzięłam tego wielkiego misia i zaniosłam do pokoju. Usiadłam na łóżku i oglądałam go. Z metr pięćdziesiąt miał, włochaty, biały, z wielką, różową kokardą, pomiędzy którą był liścik. 'Przepraszam, nie powinienem się zachowywać tak, jak ostatnimi czasy. Zależy mi na Tobie i nie powinnaś mieć żadnych wątpliwości co do tego. Kocham Cię, chociaż rzadko Ci to mówię. Bez Ciebie się duszę, nie mogę Cię stracić. Wybacz mi.' Już nie miałam wątpliwości od kogo to. Automatycznie zakochałam się w Suprajsie, wybaczając przy tym wszystko, co złe.
|
|
|
|