 |
|
czasami mam wrażenie, że nie żyję. że moje życie jest jakąś denną kopią, kopii. stoję obok. słyszę, czuję. ale nie jestem w stanie wykrzesać z siebie żadnej reakcji. tak jakbym stała obok ciała. moja podświadomość ma włączony tryb czuwania, ten który nie pozwala mi na racjonalne myślenie. ten, który wyprał mnie z uczuć dokładnie tak jak pierze się swoje ulubione jeansy.
|
|
 |
|
kochaj mnie za inteligencje, poczucie humoru i wrodzoną subtelność. na moim tyłku kiedyś pojawią się rozstępy, a piersi w końcu przestaną się bronić przed grawitacją.
|
|
 |
|
przychodzi moment, kiedy przestajesz marzyć o siedzeniu na huśtawce podczas deszczu z różową wstążką we włosach. kiedy jedyne na co masz ochotę to filiżanką japońskiej herbaty, która pobudza każdy z Twoich zmysłów. nareszcie potrafisz rozdzielać ludzi którzy Cię ranią na tych, którzy nie, są Ciebie warci i tych dla których warto cierpieć. w końcu rozumiesz, że milczenie jest jedną z najbardziej perfidnych rodzai kłamstw. zaczynasz rozumieć, że musisz cierpieć w ciszy bo nikt nie będzie współczuł Twoim łzom, które zgotowałaś sobie na własne życzenie. dorastasz. machasz dzieciństwu dłonią na pożegnanie, mając świadomość że uciekło niemal bezpowrotnie.
|
|
 |
|
nie wymagam miłości. oczekuję jednak szacunku.
|
|
 |
|
i przyszedłeś, pierwszy raz od świąt. nie przeżyłbyś bez pokazania mi tego, że jesteś? nie możesz czasem darować sobie zastawiania mi przejścia, prawda? nie umiesz trzymać przy sobie łapek, które zawsze wędrują na mój tyłek? a Twój wzrok - czy na prawdę nie możesz mierzyć nim innych dziewczyn? mam dość tego stanu zahipnotyzowania. mam dość tych cholernych uczuć w stosunku do Twojej osoby. przejawów tęsknoty, będących przyczyną niemiłosiernego kłucia gdzieś tam, głęboko. mam dosyć Ciebie, tego, że istniejesz.
|
|
 |
|
znów nagle z dziesiątej zrobiła się pierwsza. a potem to moja wina, że zasypiam na ostatnich lekcjach. kurczę, ja tym wskazówkom tak zapierdalać nie kazałam!
|
|
 |
|
no dobrze, udawajmy, że się nie znamy. nigdy nic nas nie łączyło. nigdy nie całowałeś moich ust. nigdy nie splatałeś swoich palców z moimi. nigdy nie mierzwiłeś mi włosów. nigdy mnie nie przytulałeś. nigdy nie pozwalałeś mi zasypiać w swoich ramionach. nigdy nie pomagałeś mi w lekcjach. nigdy nie broniłeś mnie przed dostaniem wpierdolu. nigdy nie napisałeś mi 'dobranoc, maleńka' na dobranoc, czy 'dzieńdoberek, skarbie!' o szóstej nad ranem. NIGDY NIE POWIEDZIAŁEŚ MI TEGO CHOLERNEGO 'KOCHAM CIĘ'. skoro uważasz, że tak będzie dla Nas lepiej, łatwiej.
|
|
 |
|
dawniej wydawało mi się, że znam Cię jak własną kieszeń. obecnie z chwili na chwilę stajesz się dla mnie coraz większą tajemnicą. przestałeś być osobą, którą pokochałam, wiesz?
|
|
 |
|
zamknij moje dłonie w swoich. i nie puszczaj, już nigdy.
|
|
 |
|
cała ta miłość wywołuje w ludziach myśli, które normalnie nie przeszłyby przez ich głowy. i to nic, że jest się przez jakiś czas nieziemsko szczęśliwym, i można wręcz unosić się nad ziemią, a uśmiech za wszelką cenę nie chce zejść z twarzy. wszystkie te pozytywne aspekty rozmywają się przy późniejszym cierpieniu. bo potem, kiedy już wychodzisz ze złudzenia, że miłość to uczucie wieczne - boli. zajebiście boli.
|
|
 |
|
podstępnie niszczy sobie życie. łudzi się, że Jego spojrzenia skierowane w stronę Jej osoby coś znaczą. słówka, komplementy... 'ładnie dziś wyglądasz', 'ślicznie Ci w tym kolorze'. doprawdy, na pewno się zakochał. przelotne muśnięcia? szczyt marzeń. a potem zaprasza Ją na prywatną mszę, każe klękać - prawdziwy dowód miłości, czyż nie?
|
|
 |
|
- byłam z tatą w TESCO no i poszyliśmy obejrzeć ciuchy, a tu nagle różowa bluzka z Bieberem a tata do mnie 'kupić ci taką?' i jeszcze taka pani się na mnie spojrzała, takim dziwnym wzrokiem spojrzała jak chciałaby mi coś zrobić. :D - no a Ty jakbyś spojrzała gdybyś słyszała jak ktoś oferuje komuś kupno bluzki z Justinem? xd. - a myślisz, że pani która ma... wyglądała na 60 parę, wie kto to jest Bieber? - jej idol? xd./ kumpela&ja.
|
|
|
|