 |
|
pomyślałbyś, że to polubię? śnieg, zimę, mróz, czapkę i niewygodne rękawiczki? ba, zacznę to uwielbiać? pomyślałbyś, że zacznę śmiać się przy przewracaniu w zaspę i chętnie poprzestanę na wyjście na dwór w ten ziąb? pomyślałbyś, że będę lepić z Tobą bałwana, nie stukając przy tym nawet raz zębami z zimna? że będę się śmiać - kiedy trafię Cię kulką czy kiedy przestraszę się płatka śniegu opadającego mi na rzęsy? że będę, nie czując już ani nóg, ani rąk, zapewniać, iż jestem najszczęśliwsza, teraz, tak?
|
|
 |
|
Uśmiercam swoją rodzinę, Ciebie, siebie, uśmiercam swoją przyszłość, kota, którego nie mam i psa, którego mam od dawna. Uśmiercam każdą osobę, która miała zagrać epizod w moim życiu, ale została jeszcze na herbatę. Kawę. Kolację. I najczęściej na śniadanie. Uśmiercam je w trakcie zbierania swoich rzeczy, rzucania zimnych, obojętnych spojrzeń - wbijam im wtedy nóż w samo serce albo może nie, nie, inaczej, wbijam im nóż w plecy. jeden, drugi, trzeci. Kto powiedział, że noże ze słów nie ranią śmiertelnie? Ostatniej nocy zrobiłam krok dalej. Ożywiłam zmarłego. Pozwoliłam mu niszczyć jego i moje życie tak, jak było nam pisane.
|
|
 |
|
liczba wskazująca na wzrost, wciąż powiększała cyferki. waga wahała się. ludzie przychodzili, odchodzili, śmieli się, kochali, ranili również. życie pomagało mi się wspinać, żeby tuż potem zepchnąć mnie na samo dno. uczucia się mieszały, poglądy się kształciły. jedno, przez te wszystkie lata, pozostawało niezmienne. przyjaźń.
|
|
 |
|
Moja mama ma zajebiste dziecko, nie wiem czy chce, ale ma.
|
|
 |
|
- Mówiłeś, że wszyscy kłamią.
- Kłamałem..
|
|
 |
|
W GÓRĘ SZKŁO, WYPIJMY ZA BŁĘDY.
|
|
 |
|
Jebać bzdury, tłumaczyć się przed nikim nie muszę.
Idę przed życie ze środkowym palcem uniesionym w górze.
|
|
 |
|
No to co, ruchasz się, czy trzeba z tobą chodzić?
|
|
 |
|
Nie wszystko ganja co się pali, tak jak nie wszystko złoto co się świeci.
|
|
 |
|
Najgorsze było, kiedy wszyscy o niego pytali, a ja nie byłam w stanie oznajmić im, że to wszystko jest już skończone.
|
|
 |
|
Trzeba z dnia na dzień żyć, kiedyś przyjdą lepsze czasy.
|
|
 |
|
To nie żadne fifirifi tylko miłość, frajerska pało.
|
|
|
|