 |
|
leki na kaszel, leki na kolana, kilka tabletek nasennych, ciepła zielona herbata. nie dbam o to, że nie powinnam mieszać tych tabletek. zamierzam zrobić wszystko, aby dziś zasnąć.
|
|
 |
|
to jeden z tych dni, w którym czuję się jak skończona idiotka.
|
|
 |
|
nie myśl o tym za dużo, bo ponownie się zagubisz. to przecież nic nie znaczyło. nie było żadnych deklaracji, nic przez co mogłabyś się teraz zadręczać i robić głupie nadzieje. spędziliście trochę czasu razem, potrzymaliście się za ręce, kilka razy wasze usta się złączyły, nawet ślady na ciele zaczynają znikać. to nic nie znaczy, więc o co ci chodzi?
|
|
 |
|
nauka? nie mam na to siły. mój umysł całkowicie odmawia wobec niej posłuszeństwa. nieprzespane noce dają po sobie znać. nerwowo spoglądam co po chwilę na zegarek wyczekując końca tego cholernego weekendu. nie dbam o ilość pracy od jutra. niech tylko nowy dzień nadejdzie jak najszybciej, bo oszaleję.
|
|
 |
|
budząc się szybko pobiegłam do łazienki. nadal są, więc to nie był sen.
|
|
 |
|
nie mam żadnej pewności, że jutro to wszystko nie zniknie.
|
|
 |
|
trzymając go za rękę oczami wyobraźni wracałam do tamtych czasów. wyobraziłam sobie, że to właśnie z nim idę, uśmiechając się od ucha do ucha, drocząc się o najmniejszą rzecz. powróciłam dopiero przechodząc przez to najważniejsze miejsce. mocniej ścisnęłam trzymającą mnie dłoń, z całych sił powstrzymując wybuch płaczu. wciąż to we mnie siedzi. nie, to nie było głupie zauroczenie i mimo, że mówię, że już dawno mi przeszło, to tak wcale nie jest. po prostu ta odpowiedź jest łatwiejsza i mniej bolesna.
|
|
 |
|
nie kłam, chociaż ten jeden raz kurwa nie kłam. chwaliłaś się mną? pokładałaś we mnie nadzieje? uważałaś za najcudowniejsze dziecko? nie pierdol. wiem co o mnie mówisz innym, wiem że jestem dla ciebie nikim. masz problem, bo piję i palę? proszę, nie dbam o to. poczuj tą jebaną bezsilność. przegapiłaś swój czas. po tylu latach nie masz prawa bawić się w cudowną, opiekuńczą, dumną ze swojego dziecka matkę. a wiesz co jest w tym wszystkim najlepsze? dopiero teraz to zauważyłam. przez tą wieczną samotność, krytykę, odrzucenie, po prostu się boję. nie potrafię zaufać ludziom. nie potrafię pokochać. nie potrafię normalnie funkcjonować. za każdym razem, gdy cały dzień uśmiech nie schodzi mi z ust, jednym słowem potrafisz wszystko zamienić w paniczny szloch. więc teraz odpuść sobie robienie mi wyrzutów sumienia i najnormalniej się odpierdol.
|
|
 |
|
"boże, gdzie ty masz serce? nie czuję go"
|
|
 |
|
i znowu w mojej głowie pojawia się stanowczo zbyt dużo pytań.
|
|
 |
|
Jestem Twoją utratą czasu, zmarnowałam się, mój kręgosłup jest kruchy, nie śpię w nocy, mam okropne sny, znów będę naćpana i będę powodowała wypadki, powinieneś mnie od tego uchronić, jestem obłąkana, napycham się prochami i antydeprechami, jestem chodzącą autodestrukcją, nie chcę Cię częstować śmiercią więc, stój osiem metrów dalej, ale najbardziej nienawidzę siebie, ponieważ nie obchodzi mnie co sobie zrobiłam.
|
|
|
|