 |
|
i jeśli nic ma już nie być tak, jak dawniej
spróbujesz złapać gwiazdę, czy poczekasz, aż zgaśnie?
|
|
 |
|
on, ani ona widzieć nie chcą zrozumienia
bo lepiej wierzyć, że to koniec z tą drogą
choć bolą was te myśli, niż próbować całym sobą?
|
|
 |
|
serce woła, żeby zrobić coś teraz
ale on, ani ona widzieć nie chcą zrozumienia
|
|
 |
|
samemu szybciej iść jest, ale razem jest łatwiej
|
|
 |
|
Telefony milczą, uczucia uciekają wam przez palce
bo ta miłość zgasła, jak latarnie
|
|
 |
|
z dnia na dzień możesz tylko patrzeć wstecz
nie wiesz sam, jak zniknął i też, gdzie jest
ten czas i czar
|
|
 |
|
i nie widzę, jak niektórzy mają żyć dalej
iść dalej, kiedy nie ma nic, co iść miało z planem
co było kłamstwem, a co było naprawdę ....
|
|
 |
|
czasem miłość jest taka, jak ta w kinie
jak to skończy się wszystko, zapomnisz, jak mam na imię
|
|
 |
|
dziś nie ma nic, co by mogło wam przypomnieć
to uczucie tamtych chwil i tę magię waszych wspomnień
|
|
 |
|
Miłość trzeba budować, odkryć ją to za mało.
|
|
 |
|
kiedyś dotrze do Ciebie, że pozbawiłeś się czegoś naprawdę pięknego. że zabiłeś coś, co mogło nazywać się Naszym wspólnym życiem. oszukałeś tą miłość, by móc się przez chwilę zabawić. ale nadejdzie w końcu ten dzień, gdy przeglądając listę kontaktów w telefonie, gdzieś pomiędzy panną 24, a panną 26 przeczytasz Moje imię. wspomnisz kim dla Ciebie byłam i jak wiele zrobiłam. przypomnisz sobie, że kochałam, a Ty bezpodstawnie zburzyłeś to uczucie. będziesz żałował i zapijał wspomnienia. ale to Ci nie pomoże. w końcu przeszłość kiedyś każdego dopada. [ yezoo ]
|
|
 |
|
-masz.-syknęłam rzucając Mu na stolik biały proszek.spojrzał się na Mnie,jak na zbawiciela,a zarazem zdziwił się,dlaczego to robię.-nie musisz dziękować.-dodałam siadając na fotelu naprzeciwko Niego.pospiesznie rozsypał wszystko układając w nierówne kreski.już zabrał się do wciągnięcia tego świństwa,gdy po pokoju rozbrzmiał się Mój sarkastyczny śmiech.-wiedziałam.cholera,wiedziałam!-krzyknęłam.-gdy Ja potrzebowałam byś był obok,byś wysłuchał,pomógł,albo wspólnie pomilczał,nigdy nie miałeś czasu.odmawiałeś Mi,albo zlewałeś każdy Mój telefon.-krzyczałam,czując jak po policzkach powoli spływają łzy.-teraz,dostając to gówno cieszysz się,jak idiota,któremu udało się obrabować bank bez żadnego przypału.masz to, co chciałeś.chyba oboje wiemy, co bardziej kochasz.-przerwałam próbując złapać oddech.-ale kochanie..-zaczął.-Twoje kochanie jest tam.-rzuciłam wskazując na proszek i w nadziei,że jeszcze zmieni zdanie,powoli opuszczałam Jego pokój. na marne. już Mu nie zależało. [ yezoo ]
|
|
|
|