 |
|
Martwisz się. Martwisz się bezrobociem i cenami paliw, myślisz o ciemiężonych muzułmankach i dżihadzie, przeżywasz załamania na giełdzie i globalne ocieplenie, martwisz się chłopcze rzeczami z którymi w rzeczywistości nie masz styczności, ale nie martwisz się o mnie, w ogóle nie obchodzi Cię to, że niedługo będziesz spędzał noce w pustym łóżku.
|
|
 |
|
Popatrz. Tyle par, które powinny być razem, ale nie są, tyle zajebiście dobrych i porządnych osób spędzających samotnie kolejne wieczory, tylu zajebistych ludzi męczących się z chujowymi czy patologicznymi rodzinami, wreszcie tylu skurwieli mających kwitnące życie towarzyskie i kogoś kto na prawdę ich kocha, zamknij się i po prostu popatrz, zanim jeszcze raz powiesz, że wszystko ma jakiś sens.
|
|
 |
|
miłość, której musimy pozwolić odejść.
|
|
 |
|
pozwól, że umrę tutaj sama, zostaw mnie, niech ból wyszarpie ze mnie serce, wydrapie pazurami resztki sił, nie będę się bronić, nie jestem w stanie i nie chcę, żebyś na to patrzył.
|
|
 |
|
jestem w pułapce własnych uczuć, mam związane ręce grubym, szorstkim sznurem psychiki, duszę się brakiem wytchnienia, brakiem poczucia spokoju, brakiem miejsca, gdzie będę mogła odpocząć, gdzie wyrzuty sumienia mnie nie zauważa, nie znajdą, nie zaczną biczować, jak codziennie.
|
|
 |
|
krwawi mi dusza, topię się w falach własnego lęku, strachu, żalu. nie radzę sobie.
|
|
 |
|
odpierdol się od niego albo uno momento wpierdolento.
|
|
 |
|
nie patrzę w lustro, nie mam odwagi tam spojrzeć, wolę nie widzieć.
|
|
 |
|
Trzymał za rękę tak jakby bał się, że ucieknę. Objął tak, że zrozumiałam, że nie chce odchodzić.
|
|
 |
|
nie wiem, czemu to wszystko tak nade mną panuje, czemu po raz kolejny rzuca mnie na mokry i zimny beton balkonu. dlaczego jęczę z bólu, wyginam usta w krzyku i chociaż wbijam paznokcie z całej siły w skórę, to nie czuję nic. zupełnie nic, tylko palącą się psychikę. granice rozsądku zamieniającą się w popiół, rozpacz rozrywającą wszystko na strzępy.
|
|
 |
|
zależy mi, bo ten głupek dał mi milion powodów żeby tak się stało.
|
|
 |
|
Ich palce pasowały do siebie idealnie - splecione bez wysiłku jak dwie komplementarne części.
|
|
|
|