 |
|
i jak najwcześniej wierzyć w to że na serio warto
|
|
 |
|
na resztę brak słów, pierdolony ból doświadczeń
|
|
 |
|
powiesz mi weź się odmul, powiem Ci weź se odpuść
|
|
 |
|
niby wszyscy wolni, ale co z tego,
wtopieni w beton patrzymy w niebo
|
|
 |
|
zmarnowane dni przekreślają nadzieję
|
|
 |
|
poczekaj moment daj sobie chwile drugą po niej, czas upływa, godziny mijają nie uchronnie
|
|
 |
|
weź to rzuć jak masz już dość nie jest za późno,
spójrz na braci zamiast w kółko patrzeć w lustro
|
|
 |
|
raz bliżej, raz dalej Ty i ja, niczym ruchy planet wokół gwiazd po elipsach
|
|
 |
|
widziałem Cię po drugiej stronie mostu, zbliżamy się do siebie miniemy się gdzieś po środku
|
|
 |
|
pełni pogardy względem innych, nie jeden z nas wobec prawdy bywa bezsilny
|
|
 |
|
noce przechodzą w dnie, nawyki wchodzą w krew.
pośrodku tylu sytuacji, które rodzą gniew
|
|
 |
|
chcę Cię kochać, ale lepiej nie dotykać.
chcę Cię przytulać, ale moje zmysły
każą mi przestać.
chcę Cię całować, ale chcę tego za bardzo.
chcę Cię smakować, ale Twoje wargi są
jadowitą trucizną.
jesteś trucizną płynącą w moich żyłach.
jesteś trucizną.
|
|
|
|