 |
|
i niedobrze mi się robi, kiedy odgrywacie to całe love story na środku korytarza. kiedy wkładasz Jej język do ust, a Ona subtelnie kładzie Ci dłoń na biodrze.
|
|
 |
|
dotykaj mnie. całuj. przytulaj. pieprz. stwierdzisz, że się nie szanuję, bo rozpinam Ci spodnie na trzecim spotkaniu. uznasz mnie za szmatę, ale będę w tym tak dobra, że się uzależnisz. stanę się nieodłączną częścią Twojego młodego życia, będziesz mnie pragnął każdym skrawkiem Twojego ciała. a wtedy, Cię rzucę, pełna satysfakcji. musisz cierpieć, ponosić odpowiedzialność za podłość, która drzemie w każdym facecie.
|
|
 |
|
nie porównuj mnie do innych. to, że odurza mnie Twój uśmiech, wcale nie oznacza, że jestem naiwna. że tak jak reszta wskoczę Ci do łóżka, wierząc, że mnie kochasz.
|
|
 |
|
moja kolej. tym razem ja wyrzucam szóstkę. zniszczę Cię, tym jednym ruchem.
|
|
 |
|
wybacz, ale ranienie stało się moją pasją. wykończenie Cię, życiowym celem.
|
|
 |
|
'źle wyjdziesz na tym, że zadajesz się z tymi ludźmi. to kretyni, bez ambicji, planów', nadal w głowie odtwarzało się wspomnienie tych słów nauczycielki. jak dobrze, że Jej nie posłuchała. zaufała sobie, swoim uczuciom, intuicji. to właśnie dzięki tym ludziom znalazła się na wymarzonych koncertach, poznała smak prawdziwego melanżu i uczucie euforii, przy gorących pocałunkach. to Oni pokazali jej czym jest jedna z najważniejszych wartości w życiu - przyjaźń.
|
|
 |
|
jeszcze raz pocałujesz mnie na tym mrozie - kupujesz mi pomadkę.
|
|
 |
|
może i jestem suką, totalnie wredną, nieuprzejmą, stworzoną do ranienia.
|
|
 |
|
On ubiera się cieplutko, wychodzi na zewnątrz i rusza w stronę najbliższej łąki. Tam zaczyna biegać wkoło, skakać, śmiać się w głos, śpiewać piosenki o charakterze pozytywnym, robić aniołki, fikołki, turlać się po śniegu, a także krzyczeć, ile sił w płucach. Robi tak póki starcza mu sił. Tak co wieczór. Ale dlaczego? Przecież to chore tak samemu wychodzić na dwór w taką pogodę i zachowywać się jak dziecko. Może dla Ciebie i jest to chore. On jednak czerpie z tego same korzyści. Jakie niby? Tłumi ból, który rozszarpuje go od środa. Czuje się wolny. Niezależny. Ważny. Bo jak wiesz nikt się o niego nie troszczy. A w tym jego wykreowanym świecie jest tylko on. On jest dla siebie osobą, na której cholernie mu zależy. Jest taką osobą, którą w rzeczywistości chce się stać.
|
|
 |
|
Ubrał się w najcieplejszą kurtkę jaką posiadał w szafie. Założył najgrubszą czapkę z obciachowym pimponkiem, którego tak kochał. Jednopaluchowe rękawiczki, zrobione przez jego babcię, dawały mu satysfakcję z tego, że paluszki mu nie zmarzną. Szyję swą oplótł kilometrowym szalem ozdobionym reniferkami i śnieżynkami. Kiedy był już gotowy do wyjścia, na gryzący w nochalki i szczypiący w oczka mróz, otarł łzę spływającą z jego oka o brązowej tęczówce. Wyszedł w końcu. Było tak cholernie zimno, a zarazem tak pięknie, że jego serce wypełniła radość z tego co zamierza zrobić. Każdy normalny nastolatek siedzi w takie dni przed komputerem i grzeje się kubkiem herbaty z dodatkiem soku malinowego. Ale nie on. cdn
|
|
|
|