 |
|
nie chcę być tym,kim jestem-chcę uciec.
|
|
 |
|
ciężko zrozumieć otaczający świat i ciężko dostrzec radość życia..spełnienie.ciężko z czystym sumieniem powiedzieć 'niczego mi nie brakuje,jestem szczęśliwa.' tak trudno oddychać,gdy każdy głębszy wdech zabija wszystko,co daje resztki prawdziwego,szczerego szczęścia.wymuszasz uśmiech,by nie dać poznać po sobie jak bardzo boli.. jak wszystko w Tobie umiera. Twoje serce straciło 'życie'-gnije. Twoja dusza z każdą sekundą ulatuje coraz wyżej-opuszcza ciało,które stało się marnym wrakiem człowieka.
|
|
 |
|
nie przepraszaj już za nic,bo wyrwanego serca wstawić nie można..
|
|
 |
|
nie chcę już pamiętać,jaki ból poczułam wyrywając mi serce.
|
|
 |
|
w te dni nic nie jest proste.
|
|
 |
|
nie obiecuję Tobie nic już, nic już nie jest pewne więc po co znów zawieść mam, nie obiecuję sobie nic już, nic już nie jest dla mnie logiczne jak kiedyś tak. / Primore Cru
|
|
 |
|
boję się tego,czego nie potrafi pojąć moje serce.
|
|
 |
|
jest dobrze,jest źle potem nie odzywasz się przez pare dni ale twierdzisz że wszystko naprawimy,ciągle mnie ranisz,powodujesz krótkie uśmiechy ale długie dni płaczu.trudno cię zrozumiec,trudno to pogodzic,trudno o naprawe /au
|
|
 |
|
z nim wszystko jest inne. chleb pieczony w piekarniku z ketchupem smakuje jak ambrozja, a kolejne wagary w tym miesiącu nie są niczym złym. co dziesięć minut odpalamy kolejnego szluga i śmiejemy się z głupot. oglądamy filmy, a ja zasypiam na jego kolanach. przez sen czuję jak głaszcze moje włosy i wyobrażam sobie, że spogląda na mnie z uśmiechem na ustach. zdaję sobie sprawę, iż robię coś nienormalnego, ale dla tych chwil mogłabym oddać wszystko. jego spojrzenie, jego głos, jego dotyk, gdy niby przypadkowo muska moją dłoń motywuje mnie do dalszej walki. do wojny o jego serce.
|
|
 |
|
byliśmy jednością. gdy ja zaczynałam zdanie, on potrafił je dokończyć. czytał w moich myślach. zawsze wiedział kiedy jestem smutna, w takich chwilach przytulał mnie z całej siły aż brakowało mi tchu. wytrzymywał mój obłęd. tolerował każdą wadę, kochał wszystkie zalety. był dla mnie największym wsparciem. zostawił swój cały dotychczasowy świat by nasz związek trwał. razem jaraliśmy szlugi. razem zataczaliśmy się, upojeni alkoholem i miłością. nagle pokochał mary, a ja poszłam w odstawkę. bujałam się z kąta w kąt. padałam przed nim na twarz. błagałam by wrócił. obiecywał zmianę, a ja wierzyłam mu bezgranicznie. ufałam mu po zdradzie, policzku i wyzwiskach. miałam nadzieję, która okazała się złudna. odszedł.
|
|
 |
|
dzwonię do Ciebie już dwudziesty piąty raz. nie odbierasz. znowu czuję się wydymana przez życie. przecież obiecywałeś, że będzie inaczej. miałeś się zmienić. gdzie jesteś? co teraz robisz? pewnie jarasz blanty z chłopakami. wpatrujesz się w jeden punkt, śmiejąc się z ich głupoty i nawet nie interesuje Cię to, że się zamartwiam. odpalam papierosa i włączam muzykę. jestem w innym świecie. łzy mimowolnie kapią po moich policzkach i rozmazują misterny makijaż. tak bardzo potrzebuję Twojej obecności. już wariuję. eksploduję. negatywne emocje rozrywają mi duszę. wracaj.
|
|
 |
|
gdziekolwiek byś nie był moje myśli Cie odnajdą,moje oczy zobaczą,a moja pamięć Cię nie zapomni.
|
|
|
|