 |
Jesteś moim ostatnim promieniem. Choć skrawek łąki zieleni się i błyszczy. Choć jeden ptak dryfuje w blasku szukając ciepła. Nie znikaj, nie odchodź kiedy mrugnę. Rozerwij chmury, powędruj w moją stronę, niech poczuje choć raz jak zaskakuje mnie szczęście
|
|
 |
Ty widzisz tylko mięśnie, bezczelny uśmiech, słowa które powodują Twój śmiech. A w środku melodia, która nutami kłuje serce. Nigdy nie cofniemy czasu, nie zmienimy pogody.
|
|
 |
Boże jak ta klatka mnie wkurwia, mam już dosyć, wyciągam rękę przez szczeble i dotykam dłoni, które za mną tęsknią, a tu, tutaj podaje ciągle dłoń na zgodę tracąc się kawałek po kawałku dla świętego spokoju.
|
|
 |
Tak, można uśmiechać się i umierać w środku.
|
|
 |
Jak można to udźwignąć, jak żegnać się ze szczęściem na wyciągnięcie ręki? Patrzymy na siebie przez szybę, jesteśmy tu prawdziwsi niż dla tych co potrafią nas dotknąć, odejdziemy zostawiając odcisk dłoni na szkle.
|
|
 |
Czasem cisza mówi więc niż Twoje słowa obawy. Wiem że czujesz to co ja a potem zaprzeczasz ze strachu. Ekscytujące.
|
|
 |
Pozostało tylko poznawać, zrozumieć, wyłączyłem uczucia, przynajmniej dziś, kiedy nie widać nikogo kto by ich chciał.
|
|
 |
Obrałem wszystko ze złudzeń, niewiele zostało.
|
|
 |
Chcesz żebym był zdrowy, ale ból tworzy, moja gitara kocha ból, nie porzucę jej dla udawanego szczescia. Tylko ona mnie rozumie.
|
|
 |
Nie wiesz jak to jest gdy światła gasną, gdy cisza dźwięczy nieubłaganie a w środku szczęście zmienia się w koszmar tej nocy przede mną.
|
|
 |
Mówię prawdę a Ty ulegasz, ulegasz chwili, czy to miłość czy to zew. Chciałbym rozmienić to jednak na każdy następny dzień.
|
|
 |
Chowam mój ból za uśmiechem, za żartami, za zachwytami i już wierzysz, że jestem mocarzem, że zawsze świeci mi słońce a wieczorami ogłuszam się muzyką aby przełknąć żal.
|
|
|
|