 |
|
Z muzyką uleciały myśli, z łykiem wina zaśpiewały uczucia, z późną godziną zatańczyły tęsknoty. Patrzę w gwiazdy jak na miliardy szans, jak w odbicia żyć, które szukają swojego miejsca, jak ja. Mrugają do mnie ale już nie wierzę, że nie spadną, nie zmienią się w pył, szarą chmurę bez blasku.
|
|
 |
|
Za oknem czarności czar, cały świat ciemnym płótnem a ja maluję myślami, zaklinam sercem rzeczywistość. W głębinach nieznanych czekasz na mnie, otwierasz oczy aby szukać tych samych zachwytów, otwierasz dłoń czekając dotyku kogoś o dobrym sercu. W świetle okrutnych dni rozpływasz się w oparach rozczarowań, a ja próbuję znaleźć lek na kac naiwnych nadziei.
|
|
 |
|
Są takie dni, kiedy przeszłość jest wyraźniejsza niż kubek herbaty w dłoniach, są dni, kiedy znów całuję cię i czuję ciepło szczęścia, bardziej niż łyk herbaty, są takie dni.
|
|
 |
|
Jechałem dziś tak przytłoczony niespełnionymi oczekiwaniami, przeklinałem cie, trąbiłem, karciłem wzrokiem, chciałem wyjść wykrzyczeć jak jesteś głupia. Przepraszam, pewnie nie masz lekko jak każdy z nas, budzisz się rano i żałujesz, patrzysz na to co masz i nie wiesz po co, jedziesz myśląc o tym jak bardzo ktoś cie zawiódł albo jak pokonać samą siebie by dać radę w pracy kolejny dzień. A ja byłem kolejną niemiłą dziś osobą, tak nieistotną ale może przelała czarę goryczy. Może poczułaś się tak źle jak ja. Tylko po co. Nigdy nie usłyszysz jak bardzo chciałbym cofnąć czas, tak daleko aby móc uśmiechać się do wszystkich, albo nie spotkać nikogo.
|
|
 |
|
Zakochujemy się w człowieku który składa się w większości z naszych wyobrażeń a potem żałujemy, że mamy zbyt dobrą wyobraźnię.
|
|
 |
|
W zasadzie zawsze jesteśmy sobą, tylko światy w których w tej chwili jesteśmy się zmieniają.
|
|
 |
|
Nigdy nie chciałem umrzeć zawsze chciałem śnić, aż nauczyłem się tworzyć sny, kradnąc czas jawie. Możesz do nich zajrzeć jeśli chcesz, możesz do mnie zajrzeć. Może w którymś rozdziale będę czekał na ciebie.
|
|
 |
|
Siedziała, opierając się o mnie. Czułem ciepło jej ciała, przez koszulkę. Im mocniej padało i grzmiało tym bardziej drżała. Okryłem ją ramionami choć nie była moja, choć wcześniej była mi wrogiem. Bała się a ja zachciałem być jej schronieniem. Wybrała jego, a mnie przecież nie znosiła, a jednak odwróciła się i schowała głowę na mojej piersi. Wtulona, jakby szukała właśnie mnie dłużej niż trwała burza. "Nie, przestań", karciłem się myślami, "to złudzenie podsuwane tęsknotą za nieuchwytnym". A potem, chwila przerodziła się w kilka, z każdym oddechem, każdym uderzeniem serca, które przekroczyło granice czasu dla zwykłego przypadku, rosło coś w nas, rezonowało uczuciem zaskoczenia nagłym szczęściem. Objęła mnie jakbym chciał kiedyś odpuścić, nie wiedząc że w końcu byłem we właściwym miejscu. Deszcz zagłuszał odgłosy ale nie dudnienie w żyłach, nie szum buzyjącej nadziei, że po burzy będziemy potrafili stać tak już zawsze. Parująca ulica zmieszała się z jej zapachem, z moją pamięcią.
|
|
 |
|
Nie wierz mi, to zmęczenie sypie frazesami, to umysł bełgocze coś przez sen, szukam zdań aby oddać ten stan, zupełnej bezsilności wobec przemijania z fanfarami porażek, z dudnieniem błędów. Nie potrafię, skasowałem zbyt wiele zdań aby się dalej oszukiwać, że można wyrazić pustkę będąc jej źródłem.
|
|
 |
|
Jeszcze wczoraj wierzyłem w dziś, ale dziś nie ma mnie z wczoraj, bo patrzę w jutro i nie widzę kim będę, skoro dziś jestem nikim.
|
|
 |
|
Mogę wszystko, zrobię wszystko, będę szeptał do ucha kiedy dreszczem biec będzie przyjemność po żyłach, wybuduję dom albo zrezygnuje jeszcze z czegoś co daje mi ostatnią radość ale zrozum, że już nie czuję nic kiedy na zewnątrz jest tak ciemno jak w tej puste we mnie.
|
|
 |
|
Jest zbyt ciemno, zimno aby otwierać żagle i dać się miotać wichrom, zbyt staro, poważnie aby śmiać się kiedy ocieram się o skały ostre jak śmierć, zbyt daleko, pusto by nie obrać celu i wierzyć, że przed nami tylko inne szczęścia niż te za nami.
|
|
|
|