 |
|
jestem głodny myśli o nas
spragniony chwil dla których mógłbym żyć i skonać
|
|
 |
|
Boję się... Nie tego, że Cię zranie, ani tego że Ty złamiesz mi serce... Najgorzej boję się tego, że próbuje zastąpić Tobą, moją poprzednią miłość... Miłość która w tym momencie wydaje się nie do naprawienia, a jednak jakąś cholerną nadzieję w sercu mam... Jesteś wspaniałym facetem, jednak nie jesteś nim... Lubię gdy opiekujesz się mną, budzisz mnie rano, jednak nie jesteś nim. On nie opiekował się mną, nie budził mnie i nie robił wielu innych rzeczy, które Ty wykonujesz dla mnie... Nigdy tego nie zrozumiesz...
|
|
 |
|
nigdy nie posiadałam nic cudowniejszego niż świadomość, zniknięcia z tego brudnego świata. ucieczka i przeniesienie się w najcudowniejsze miejsce na ziemi. w Twoje ramiona, które są moim małym wehikułem, pomagających mi przez chwilę nie istnieć.
|
|
 |
|
i mogła leżeć na zimnej, marmurowej ziemi, cała potargana, umorusana w tuszu do rzęs. zaziębnięta, w sukience, która swoim wyglądem wcale jej nie przypominała. przechodni patrząc z góry, nie zwracali na nią uwagi. przecież w dłoni trzymała woreczek z białym proszkiem, co równoznaczne było z jej furiactwem, roztargnieniem i głupotą. nie zasługująca na krztę współczucia, przeniosła się na inny marmur. równie zimny. perfekcyjnie odsuwając znicze, ułożyła się płycie, układając głowę tuż przed nagrobkiem. wiedziała, że tylko na jego pomoc może liczyć. tylko on jest w stanie, dać jej ciepło, którego nie zaznała nigdy więcej, zaraz po tym, jak wyrwano go z jej objęć, zakopując 5 metrów pod ziemią.
|
|
 |
|
szept jest najbardziej podniecającą formą rozmowy. lubię kiedy szepczesz w moje usta. rozchylone, gotowe i zwarte do konwersacji. mimo sprzeciwów, zapełniające się Twoim oddechem zamiast słowami odpowiedzi.
|
|
 |
|
umierała. umierała chcąc pożegnać ten irracjonalny świat, który wywoływał w niej jedynie skrajne emocje, nazywane płaczem i strachem. na tyle przerażającym, że potrafił skruptulatnie przeszyć ją od środka, pozostawiając abstrakcyjne uczucie. silniejsze od fizycznego bólu. obrzydliwie niszczące jej wnętrze. wyżerające jej wnętrzności w sposób chory, straszny, sprawiający cierpienie równe bólowi całego świata. łączące każdą z łez wylanych na ziemi, każdy krzyk rozpaczy, rozdzierający usta, tłumiący błagania o pomoc, której nikt nie był w stanie, nawet sobie wyimaginować, o jej udzieleniu, chęci udzielenia - nie wspominając. pozostawiona sama sobie, pragnęła śmierci, której nie potrafiła zaznać. która była jedynym racjonalnym rozwiązaniem. ukracającym jej cierpienia. umrzeć jest łatwo, żyć znacznie trudniej.
|
|
 |
|
'może możesz iść ze mną za rękę i skończyć na bruku. może możemy być szczęśliwi gdziekolwiek. móc zawsze i wszędzie już polegać na sobie.' - Pezet.
|
|
 |
|
Miałem 14 lat, spotykałem się z dziewczyną, nie wiem czym to było, nazywałem to "miłość". | Diox.
|
|
 |
|
"Spotykam Ciebie znów, patrzysz na mnie i widzisz, że czuję to co Ty albo któreś z nas się myli"
|
|
 |
|
To co toksyczne jak azbest, przyciąga jak magnes.
|
|
 |
|
"W moim mieście jest piękna pogoda dziś, choć dobrze wiem, dobrze wiem co się chowa w nim. Obejrzysz się, ono wciągnie Cię jak kreskę, jak ci przy stoliku obok dziś".
|
|
 |
|
"Wcale nie jest łatwo jeśli serce płaczę krwią Podaj mi rękę i zabierz mnie stąd.."
|
|
|
|