 |
|
mnie to boli dużo bardziej, niż Ciebie, tu tak ponuro pachnie zniszczenie, tak mi to rani serce, trafia w sedno, więc ruszam na następne piętro, powiedz no ilu jeszcze będzie takich jak Ty? martwych jak Ty, powiedz jestem taki zły, heh
|
|
 |
|
on znów się szwenda gdzieś po nocach z kumplem, do domu wraca Ci obita morda, od której czuć wódkę, chciałabyś mieć bad boya co czytuje wiersze, szczerze, myślałaś że to potrwa wiecznie?
|
|
 |
|
i czuję, że już nie mam tyle siły we mnie by uciec gdzieś i dogonić marzenia i tak łatwo jest mi dziś rezygnować ze mnie
|
|
 |
|
nie walczę z błyskiem istnień, za dużo tu sztormów i choć dni się dłużą, ja ciągle jestem zwykła, sama ciągnę swoje nitki spokojnie, problemy znikły, sama żyje skromnie, jestem nieznana dla nich, na życia plamy mam vanish, lecz świat ma wiele granic, pieprzyć wybranych, niech sobie świecą jak halogen, my tu znikamy, a razem z nami każdy problem, yo
|
|
 |
|
wiesz jaka jestem, wiesz czemu płacze
|
|
 |
|
spokojnie oddychaj, zapal i weź łyka, spokojnie, płynie monotonnie muzyka, wtedy kiedy oczy zamykam, zanikam, znika publika, ból wspomnień, czysta matematyka decyduje o mnie, uczucia i co z nich wynika, upojnie przenika nie ukojenie, wiem, że to pojmiesz
|
|
 |
|
nie chciałam wiele, dałam z siebie dużo
|
|
 |
|
potrzebuję Twego wsparcia, jak nigdy indziej, już nie liczę na farta i nie czekam, że to samo przyjdzie
|
|
 |
|
jestem człowiekiem, błędy nie są mi obce, zresztą tak w ogóle zajrzyj za swój kołnierz, sorry, zapomniałam miało być spokojniej, ale czuję to, jak kiedyś tylko teraz jeszcze mocniej, kończę, do zobaczenia kiedyś, tęsknię ciągle
|
|
|
|