 |
|
Zabrałem wszystko co z Tobą związane i poszedłem do jego mieszkania. Nie pytaj skąd wiem gdzie mieszka. Nie, nie śledziłem Was, po prostu jakoś tak wyszło. W szafie znalazłem Twoją koszulkę, MP4-kę i paczkę czekoladek, które zawsze musiałem przed Tobą chować. Stanąłem w jego drzwiach i kurwa...otworzył. Najpierw podałem mu koszulkę i dodałem, by pamiętał, że uwielbiasz w Niej spać, kiedy jest Ci źle, dałem mu MP4-kę mówiąc przy tym, by nauczył się czternastego utworu na pamięć, a trzy pierwsze wersy drugiej zwrotki szeptał Ci przed snem do ucha. Na koniec podałem mu czekoladki, by mógł dawać Ci po jednej, kiedy smutek zagości na Twojej twarzy. Nie powiedział nic i zamknął za mną drzwi. Słyszałem tylko szloch mojego serca, które krzyczało, że to ja powinienem zakładać Ci tą koszulkę, szeptać wersy piosenki i karmić czekoladkami, jednak przesadziłem z miłością, zamiast serca na urodziny,mogłem dać Ci tylko kwiaty,zamiast obietnic wspólnej przyszłości,mogłem zabrać Cię na wakacje./mr.lone
|
|
 |
|
pieprzony marzyciel, kurwa, znam to na pamięć
|
|
 |
|
chciałam mieć szczęście; chcieć nie znaczy móc
|
|
 |
|
zamknęłam się w sobie, nie okazywałam uczuć, w oczach chłód, chciałaś rozmawiać mówiłaś usiądź, wolałam wyjść, niż się otworzyć, pić, niż coś naprawić
|
|
 |
|
straciłam wiarę trochę po ostatniej stracie
|
|
 |
|
Moje serce obumiera coraz bardziej z każdym dniem niemocy doświadczenia ciepła Twej klatki piersiowej. Reszta organów dostaje ADHD wirując po moim organiźmie z miejsca na miejsce nie mogąc znaleźć tego właściwego. Stałem się cieniem, który nie odbija się nawet w lustrze. O ironio, stałem się niewidoczny, bo tak naprawdę dzięki Tobie tylko istniałem, a serce dawało nadzieję na to, że nie przestanie bić./mr.lonely
|
|
 |
|
kurwa, wszystko chuja warte i już tylko dobra muzyka przyciąga mnie, jak magnes, ale tej jak na lekarstwo, gra gdy światła gasną
|
|
 |
|
chciałam zapytać Cię; co słychać, tylko.. jak tam, radzisz sobie? w końcu to dwa rożne miasta, setki kilometrów, a jest tylko kilka chwil, wiesz, skończy mi się konto i zaczniemy znowu milczeć, bałam się o to, pusto na mieście odkąd prawie jesień, już deszcz pada, zamknięte okno, ja wiem, to miasto nic nie daje, bierze wolność i też bym stąd wyjechała, ale trzyma mnie tu wciąż coś, nie brakuje Ci nic? nic nie męczy? masz nowe szanse, teraz szkoda by je spieprzyć, ja co dzień walczę i jakoś leci.. szkoda, że na różnych krańcach tęczy, pogadałabym o niczym, ale czas się kończy, wolę dowiedzieć się, jak Ty to widzisz.. kurwa, przepraszam.. nie miałam odwagi pójść na całość
|
|
 |
|
nie pytaj;co tam u mnie - dłuższa refleksja
|
|
 |
|
wyjeżdżasz mi z radami znów, przestań się pruć, tata.. -sratatata, stek bzdur, miliard w rozumie, sto rad na minutę, zobacz jaki jest świat, mogę tym wytrzeć dupę, dałbyś mi szmal lub pomysł na biznes, to się bardziej przyda, niż powołania na biblię
|
|
 |
|
nasza wielkość miała iskrzyć, a wygasa, gdy tak teraz na nią patrzę, a Ty milczysz, czuję wilczy głód szukam słów, których nie znam, gdy raz poczujesz głód już nie potrafisz przestać, choć zawsze widzę Cię, ja nie czuję Cię znów, czekam na mały cud, który mógłby to przerwać
|
|
 |
|
nie ma mowy, nie ma słów, nie ma nas, nie ma emocji, czas muruje usta, oczy tracą blask, bez tego nie mam nic, bez tego nie ma mnie
|
|
|
|