 |
|
jeden z dni załamania się dobrej pogody. kropelki deszczu na jego rękach, które pokrywał jedynie krótki rękawek koszulki u góry. desperacja. gęsia skórka, szarość na około i niewiele słów. zwykłe 'zdradziłem', 'przepraszam', 'nigdy więcej', 'wybacz' i wrażenie, że klimat tego majowego dnia potęguje kłębek bólu zwinięty w moim sercu.
|
|
 |
|
opuszczam lasy, wyruszam w podróż na wschód, porzucam rodzinny gród, daremny trud, SALUT! ♥
|
|
 |
|
nie ma innej, porównywanej osoby do przyjaciela. przyjaciel to przyjaciel - nie kumpel, rodzic, znajomy z wakacji, ktokolwiek inny. wyłącznie przyjacielowi, kiedy będzie siedział na pogotowiu z grypą żołądkową zapewniając przez telefon, że tylko zdobędzie receptę i wraca, odpowiadasz: "popierdoliło Cię, dziwko, zostajesz w tym szpitalu, chcę przywieść Ci rosół". to osoba pod której nieobecność wysyłasz masę wiadomości a propos tego jak zajebiście jest bez niej, co jest dobrym dowodem na to, iż brakuje ci jej bez przerwy.
|
|
 |
|
1. Bo wiesz, może to nic nie znaczy, ale te kilkudziesięciominutowe momenty dają mi poczuć, że oprócz Ciebie jest jeszcze ktoś inny, że poradzę sobie bez Ciebie i bez tego, że mnie ranisz. Te chwile pomagają mi przeczekać i w jakiś sposób przetrwać przez moment w którym udowadniasz mi, że nic nie znaczę. Może to chore, ale coraz częściej mam wrażenie, że byłoby mi tak lepiej. Ale później znowu się pojawiasz, znowu pierdolisz coś o miłości, o mnie, o nas i niszczysz to, co 'zaplanowałam'. Przez Ciebie lub dzięki Tobie nie staję się suką, której seks z nimi przynosi wystarczającą satysfakcję. Tylko powiedz, jaki tego sens, skoro po Twoich opowieściach o wielkiej miłości znowu następuje moment, w którym mnie niszczysz, w którym wyrywam włosy z głowy, walę rękoma o ścianę, wymiękam i częściowo umieram. Momenty, których coraz częściej nie umiem przed Tobą hamować. Momenty w których puszczają mi nerwy i robię bądź mówię rzeczy, których nie powinnam. No jaki tego sens? Albo coś poczuj, poczuj
|
|
 |
|
2. te pierdolone wyrzuty, niech sumienie nie pozwoli Ci spać do momentu kiedy czegoś nie poczujesz. Musisz, w końcu musisz coś poczuć, musisz w reszcie zauważyć, że to jest maksimum mojej wytrzymałości. W końcu coś musi w Tobie pęknąć. Musisz w końcu przestać mnie ranić, przestać niszczyć. W końcu musisz też poczuć coś.. do mnie. A jeśli nie. Jeśli nie, to po prostu odpuść, odejdź, jak najdalej, zostaw mnie, bo wiem, że będąc obok Ciebie, obojętnej Ciebie, nie dam rady, bo już jej nie daję.
|
|
 |
|
Siedzę samotnie na zimnym betonie a serce powolnie zamienia się w stal. Nie wiem czy jeszcze potrafię kochać i może dlatego własnie zostałem sam. /Diox.
|
|
 |
|
potem nie chcesz już, żeby to było takie jak opisywali w książkach. nie chcesz, żeby ktoś znał już te emocje, bo zapoznał się z lekturą. chcesz indywidualności i przeżywania tego w sposób, jakby takie uczucie jeszcze nie istniało. nie potrzebujesz uśmiechów ludzi na Twoje rumieńce na polikach, a jedynie Jego ramion i jelonków skaczących po wątrobie.
|
|
 |
|
jedynym lekiem jaki zaczęliśmy uznawać na grypę, ból brzucha czy miłość, była wódka.
|
|
 |
|
zakocham się na nowo, żeby zapomnieć. wypchnę Cię z serca innym.
|
|
 |
|
gdzieś z Pezetem w głośnikach wracają tamte obrazy. wers o wypełnianiu czasu - a mi przed oczami stają noce z upijaniem się do nieprzytomności, które było jedynym lekarstwem na rzeczywistość. papieros wypalany w niezakłóconym niczym milczeniu. 'mogłoby być dobrze...' i gorycz - dlaczego my nie mogliśmy odnaleźć na to sposobu?
|
|
 |
|
nie wiem nawet jak mam zareagować, jeśli chodzi o los tej dziewczyny. pogubiłam się, gdy sądząc, że pakuje się w konkretne bagno, uśmiechała się do mnie z triumfem w oczach, jakby podkreślając fakt, że znów go zdobyła - po stracie, która była podobno moją winą. chciała, żebym ja przeżywała katorgi, a mnie było stać wyłącznie na litość i ulgę, że jej ramiona, nie moje, oplata frajer, w tak zaawansowanym stadium tejże cechy.
|
|
|
|