 |
Wyciągam ręce jednak nie mogę Cię złapać. Staram się jeszcze bardziej. Znów nic z tego . Widzę Cię ale jesteś tak bardzo niedostępny. Jesteś na wyciągnięciu ręki lecz co z tego skoro gdy jestem bliżej Ty znów robisz krok do tyłu . Zamykam oczy. Znów jesteś. Uśmiechnięty - taki którego najbardziej zapamiętałam. Taki którego najbardziej znałam. Forma przeszła ? Bo nic już nie jest takie jak kiedyś .
|
|
 |
Gdyby spróbował zrobić coś aby pojawił się na mojej twarzy uśmiech byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie.
|
|
 |
W takie wieczory jak te często biorę kartkę, długopis, zakładam słuchawki i siedzę na balkonie. Świat jest koloru granatu, wszystko się kręci jak karuzela, a my jesteśmy znudzonymi dziećmi na niej. Dziurawy Księżyc świeci jasno po cichu opowiadając o swojej miłości do Słońca, które jest dla Niego wredne i rani Go drążąc w nim kolejne dziury. Ale mimo to kocha Je ogromnością kosmosu. Choć często przychodzi mu płakać gwiazdami nie poddaje się i raz na kilkanaście lat są razem przez chwilę tworząc Zaćmienie Słońca. Chciałbym ujrzeć kiedyś to i poczuć ich wspólną miłość. Gwiazdy wtedy świecą jaśniej i są słodkie jak maliny. I wiesz kochanie. Kocham Cię tak jak Księżyc kocha Słońce. Pomimo wszystko, zawsze będę kochał. I zawsze będę. Choćbym miał na Ciebie czekać lata świetlne.
|
|
 |
4. zawartej w tym obięciu Ciebie. I proszę kochaj mnie. Nie zsyłaj mnie na bezwiedne dni złożone z umierania za Tobą. Nie chcę siedzieć w nocy i roztrzaskiwać po raz kolejny siebie myślami co by było gdybyśmy byli teraz razem. Jestem jak szkło. Ile razy można je skleić? Wpisałaś w moją skórę swój zapach i delikatny oddech. Stałaś się kolejną półkulą mojego mózgu, większą niż tamte dwie przez co nie potrafię myśleć racjonalnie i choć na chwilę zapomnieć o Tobie. Stworzyłem wszystko w sobie na fundamencie Twojego serca. Chcę Ci dać Barcelone, kwiaty, trochę zioła i wódki, pełno pocałunków, upojnych nocy i szczęścia. A Ty tylko bądź i jedz ze mną śniadania, gryz moją warge, trzymaj mnie za rękę, dotykaj mnie, brudz mnie sobą i WALCZ. Walcz ze mną o każdą cząstkę naszego uczucia, którą chcę rozbić grawitacja.
|
|
 |
3, Jesteś moim Aniołem, wydarłaś mnie z kleszczy autodestrukcji i schowałaś głęboko w sobie by nikt nie mógł mnie skrzywdzić. Wróciłem do swojego ciała, bo chciałem czuć Twoje perfumy, dotykać skóry, całować zarumienione policzki. Kokon zamienił się w motyla, który wyleciał z mojego serca. To była miłość. Usiadła Ci na ramieniu, a Ty jak wiosenny podmuch wiatru delikatnie wzięłaś Ja w dłonie i uśmiechałaś się najpiękniejszym z uśmiechów. Wtedy wiedziałem, że to jesteś odpowiedzią na moje pytania, ścieżką, którą mam iść, osobą, która ma w sobie to co szukałem, co potrzebuje, pragnę i chcę. Moja dusza zamieniła się narkomana. Biegała po całym wszechświecie i krzyczała Twoje imię by za chwilę wrócić do Ciebie i wciągnąć w siebie. Ale gdy odeszłaś zaczął się koszmar. Głód wypełnił każdą cząstkę. Bez Ciebie niszczyła gwiazdy i strasznie płakała. Potrzebowała Cię tak samo jak serce, które próbowało ciągle się zabić. Oboje Cię kochają. Ja kocham Cię uczuciem bez definicji słownej, ale zawarte
|
|
 |
2. I za każdym razem stawałem się postrzępiony jakby myszy i szczury wyjadały mnie od środka. W końcu zwątpiłem I zacząłem chować się w kokon. Zbudowałem Go dokładnie i szczelnie z obojętności i chamstwa. Nienawidziłem świata, nienawidziłem ludzi. Czasem się w nim dusiłem tak jak moja dusza w ciele, ale powtarzałem sobie, że tak musi być i stałem się więźniem własnego umysłu. Katowałem I ciąłem się myślami przez co krwawiłem wewnętrznie umierając. Umarłem. Moje serce stanęło, ale moje stopy dalej szły na przód. Umarłem ja, ale nie ciało. Zacząłem płakać, bo nic już mi nie zostało. Nikt o tym nie wiedział. Bo to łzy spływające po komorach serca na żołądek. Niewidoczne dla oczu ludzi. Widoczne dla dusz. Pewnego razu postanowiłem uciec od siebie. Rozciąłem się jak chirurg i zacząłem biec. Już prawie rozłączyłem się z ciałem i wtedy złapałaś mnie mocno i przytuliłaś. Nie wiem jak to się stało, że mnie znalazłaś. Ale wiedziałem, że właśnie tego szukałem. Ukojenia wśród kości i włosów drugiej osoby.
|
|
 |
1. Coś Ci opowiem tylko połóż się obok tak bym czuł zapach Twojego szamponu, a Twój zimny nos zabierał ciepło z mojej gorącej skóry. W sumie chodź jeszcze bliżej, wciąż mi Cię mało. Ułoż się wygodnie wśród mojego serca, płuc i wątroby. Możesz zamknąć oczy choć chciałbym rejestrować ich wyraz przy każdym moim słowie. Chciałbym zapamiętać każdą nutę radości, zwątpienia, zszokowania czy wzruszenia wśród czarnej źrenicy. Jeszcze tylko zacisnę wokół Ciebie krąg tak mocny jak żeglarski węzeł bym nie zgubił Cię wśród opowieści moich zdartych ust. Całe życie potrzebowałem czegoś i ciągle też szukałem. Byłem jak włóczykij, miałem niewiele, ale szedłem w przód i szukałem. Przez tyle czasu nie wiedziałem co jest elementem, którego brakuje do tego by moja aorta była tętnicą życia, a nie przepływem krwi. Spotykałem ludzi, którzy z daleka krzyczeli hasła jak na bazarze. Twierdzili, że znajdę u nich wszystko za cenę siebie. Tak bardzo pragnąłem znów być wypełniony jakimś uczuciem, że oddawałem siebi
|
|
 |
2.Czy istnieje szansa na to bym poczuła się na moment szczęśliwa? Jak długo będę znosić kolejne ciosy zadawane przez Ciebie ? Czy to będzie ostatnia noc , w której przy otwartym oknie będę żaliła się nieskończonej ciemności i która skończy się napuchniętymi oczami o świcie ? Czy jutro spotkam Cię wchodząc do mojego ulubionego sklepu ? Czy miniemy się bez słowa czy może obdarzysz mnie choćby spojrzeniem ? A może muśniemy się lekko ramionami dumnie krocząc przed siebie? Co jeszcze mam zrobić bym nie musiała wylewać tu tylko tych złych, smutnych odczuć? Czy powie mi ktoś jak mam dalej żyć ? Co mam zrobić jutro? Sama już ne wiem . Potrzebuję zmiany ale nie wiem od czego zacząć. Chciałabym się teraz w Ciebie wtulić i nie myśleć o niczym. Położyć głowę na Twoim ramieniu i po prostu zasnąć ..
|
|
 |
1.Jak zabić to uczucie, które właśnie mi towarzyszy ? Uczucie pustki, przez którą mam ochotę rozpłakać się jak mała dziewczynka. Czym jest ta cholerna tęsknota do tego czego sama nie potrafię wyrazić słowami ? Jak mogę ją zwalczyć ? Czy na prawdę potrzebuję w tej chwili tu tylko Ciebie aby poczuć się odrobinę lepiej ? Czy tylko spotkanie z Tobą ukoi choć na moment moje zszargane nerwy ? Potrzeba poczucia Twojej bliskości bierze nade mną górę .. To ona dyktuje mojemu organizmowi jak ma żyć. Jestem w jej "rękach " jak marionetka. Robi ze mną co chce. A ja nie mam sił się bronić. Tak bardzo mi Cię brakuje. Obraz składających się liter rozmazuje się pod wpływem kolejnej fali łez. Ile jeszcze będę cierpieć z tego samego powodu ? Jak długo życie będzie się ze mną bawić? Co muszę zrobić aby choć spróbować zmienić bieg wydarzeń zapisanych mi przez Najwyższego tam na Niebieskim tronie? Co zrobić by przerwać złą passę? Do kogo mam się zwrócić po odpowiedzi na te i wiele innych pytań?
|
|
 |
Zastanawiam się jakbyś zareagował gdybym właśnie teraz stanęła w Twoich drzwiach przytulając się do Ciebie bez słowa zaraz po ich otwarciu..
|
|
 |
|
Usiądź. Polej moją ulubioną wyborową mango. Pogadajmy o tym co było kiedyś, co jest teraz, co będzie jutro i przez następne dni naszej egzystencji. Powspominajmy jedynie te szczęśliwe chwile, nie te złe, bo mam dosyć wylewania łez w Twój rękach przesiąknięty zapachem innych kobiet. Tak dobrze wiem ile ich miałeś, jak i to, że nie byłam tą pierwszą, jedyną i wyjątkową. Mówmy dalej. O wspólnych spacerach, spędzonych nocach, chwilach w których byliśmy naprawdę szczęśliwi. Pomińmy cały smutek i cierpienie. Po prostu wymażmy go z pamięci, tak jakby go nigdy nie było. Polewaj dalej i przejdźmy do teraźniejszości. Zresztą,nie ma co do niej strzępić języka, przecież każdy z nas wie co dzieje się w tym momencie. Wyjmij kolejną butelkę. Polej, a wiedz, że wtedy wybuchnę niekontrolowanym płaczem wiedząc, że naszej przyszłości nie ma. Nie ma słowa "My". Są jedynie dwie drogi, dwa skręty . Jednym będziesz stąpał ty, a drugim ja, chociaż tak bardzo pragnęłam wspólnej autostrady. / slonbogiem
|
|
|
|