 |
|
czarne chmury mieszały łzy z deszczem dawno nie było takiej burzy w tym mieście
|
|
 |
|
dzisiaj wschodzi czarne słońce, jutro nie będzie już nic
|
|
 |
|
a po drugiej stronie pustka i oszustwa odbicie
nie pozwala nam ustać, każe nienawidzić życie
|
|
 |
|
blade przebiśniegi na wietrze deptane przez zegar
|
|
 |
|
to iluzja, fuzja codzienności z paranoją,
a konkluzja, wygrają ci co się nie boją
|
|
 |
|
owiani iluzjami, omotani tą paniką
krzyczą idąc donikąd, błagają o litość
|
|
 |
|
mówię walcz, mówię uwierz, mówię biegnij na szczyt,
mówię tańcz taniec życia jakby nikt nie patrzył
|
|
 |
|
powraca tętno, ty uwalniasz mnie z objęć,
powraca oddech a ja próbuję się podnieść
|
|
 |
|
a kiedy przyjdzie po mnie i sekundy staną w miejscu
i zatrzyma się świat gdy poczuje radość w sercu
|
|
 |
|
życie w nieprawdziwym świecie pozbawionym serca,
ja czuje twe oblicze liczę na odbicie piękna
|
|
 |
|
wierzę w rap i te parę lat układane tak
jak dyktuje serce, a nie jak dyktuje świat
|
|
 |
|
zabić dziś egoizm w innych, przy czym nie znaleźć go w sobie
|
|
|
|