 |
|
nie chce żeby tak było wciąż ciągle tracę bliskich, nie potrafię żyć z tym wszystkim
|
|
 |
|
pamięć przerzuca chwile jak projektor slajdy, rozejdźmy się, na drugi dzień - razem zostańmy
|
|
 |
|
braci poznajesz na zakrętach swoich kroków, poznajesz tajemnice ukryte w bloku, oddech klatek, smak kłopotów, słodycz wolności. w drodze po szczęściu i godności, świat bez litości, kontrasty, różnice, tragedie wobec których chcesz milczeć lub krzyczeć
|
|
 |
|
pierwszy tlen zbudził mnie by przedstawić mi świat, pierwszy dźwięk, zmusił mnie by mym światem był rap
|
|
 |
|
to brzmienie ulic, muzyka podwórek, dźwięki dzieciaków w bluzach z kapturem, odzew chodników, płyt wielkich bloków wokół których życie tętni głównie po zmroku
|
|
 |
|
czas zapierdala na mecie czeka śmierć, nie ja to ustalam i staram się w nie coś wnieść - daję z siebie maksimum, widzę pracę, efekty, mam szerszy punkt widzenia i więcej perspektyw
|
|
 |
|
każdy dzień był nowym dniem, człowiek nie martwił się o następny
|
|
 |
|
kiedyś powietrze miało inny smak i zapach,
a w wakacje czuć było czar prawdziwego lata
|
|
 |
|
a gdzie tamte sny z czasem umierały razem,
może kiedyś usiądziemy przypadkiem przy barze,
wypijemy za te dni, popłyniemy dalej z wiatrem,
zrozumiemy, że to wtedy kształtował się nasz charakter
|
|
 |
|
za każdą z nimi przeżytą tu chwile leci łza po policzku
|
|
 |
|
żyją w cieniu przeszłości zamiast teraźniejszością
|
|
 |
|
śmiech przez łzy przeżyliśmy piękne dni i te przyjaźnie, które nie umierają wcześniej niż my
|
|
|
|