 |
|
Gdy nie miał humoru, potrafił być nieznośny jak mały dzieciak, któremu zabrano zabawkę. Brakowało tylko, by zaczął tupać nogami.
|
|
 |
|
Zagłuszona miłością, nie reagowałam na wołania z zewnątrz, uświadamiające mi, kim tak naprawdę jesteś.
|
|
 |
|
Jedna chwila z Tobą, umiała odmienić moje życie. Przy Tobie byłam gotowa zacząć wszystko na nowo, jeszcze raz, byleby przy Twoim boku. Jedyne czego tak naprawdę pragnęłam to miłości, którą Ty mogłeś mi dać, jednak żyłeś w utwierdzeniu, że jeszcze masz czas na miłość. Gdy na dobre ode mnie odszedłeś, wróciłeś po paru miesiącach, mówiąc, że próba życia beze mnie, skończyła się fiaskiem. Ta rozłąka Tobie uświadomiła, że nie możesz beze mnie żyć, a mi dała do zrozumienia, że świetnie sobie bez Ciebie radzę i nie potrzebuję kogoś, kto by mnie docenić, musi stracić.
|
|
 |
|
Słodkich snów skarbie, byś znów śnił o mnie, o nas. O tym co mogło być, a czego nigdy nie będzie przez Twoje wyimaginowane problemy, które nałogowo tworzyłeś.
|
|
 |
|
Kiedyś my. Dzisiaj Ty i ja. Dawniej mieliśmy jeden wspólny świat, zsynchronizowane oddechy, serca bijące w tym samym rytmie. Dziś nie mamy nic prócz wspomnień, które z czasem są coraz mniej wyraźne.
|
|
 |
|
Po Twoich objęciach, pozostało mi jedynie wspomnienie Twych silnych ramion. Po pocałunkach - niezapomniany smak ust. Twoje słowa dziś brzmią w mojej głowie jak echo. Każde wyznanie miłości, które dziś dźwięczy mi głowie, wydaje się jedynie potokiem pustych słów.
|
|
 |
|
Stał teraz dokładnie przede mną i patrzył mi prosto w oczy. "Kocham Cię" - wyszeptał tak cicho, że ledwo usłyszałam. Nie byłam w stanie nic mu odpowiedzieć. Znieruchomiałam. Po prostu stałam i czekałam co będzie dalej. Podszedł do mnie na tyle blisko, ze wyraźnie wyczuwałam jego oddech na moim lewym policzku. Zamknęłam oczy, chciałam by ta chwila trwała wiecznie. Z czasem jednak jego oddech stawał się mniej wyraźny. otworzyłam oczy. No tak - leżałam w swoim łóżku zakryta po czubek nosa kołdrą. To znów był tylko sen. Tylko sen...
|
|
 |
|
Odwiedził mnie, dzień jak co dzień. Zamknął za sobą drzwi i wszedł do środka. Przytulił mnie i oznajmił, że przyszedł się pożegnać, "Kochanie, wyjeżdżasz gdzieś?". Spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami ledwo powstrzymując łzy. "Tak skarbie, wyjeżdżam - na zawsze." Spojrzałam na niego przestraszona, stałam w bezruchu oczekując, gdy powie, że to żart, jednak on szybko wyszedł zostawiając mnie pośrodku korytarza z nieopisanym mętlikiem w głowie. Tydzień później stałam i wpatrywałam się, jak zakopują jego trumnę. Zapomniał dodać, że wyjeżdża w podróż do nieba.
|
|
 |
|
Niezwykły był fakt, że tylko jedna osoba na tej planecie, umiała mnie tak doszczętnie zniszczyć, doprowadzając do mojego załamania. Zadziwiające było to, że umiałam kochać takiego kogoś najszczerszą miłością.
|
|
 |
|
Kątem oka dostrzegłam, jak patrzy na mnie i nieśmiało się uśmiechna. Czułam dokładnie, że pożera mnie wzrokiem. Ta świadomość, że jeszcze kilka miesięcy temu byłam jego, a dziś siedziałam przy barze kompletnie nie zwracając na niego uwagi bolała go podwójnie. Wiedziałam, że żałuję, że pozwolił mi odejść. Zwłaszcza dziś, gdy byłam tak wyzywająco ubrana i z mocnym makijażem. Najśmieszniejsze jest to, że gdyby podszedł i zwyczajnie poprosił bym wróciła, nie zawahałabym się ani chwili, lecz on tylko stał i obserwował mnie z daleka.
|
|
 |
|
- Kocham Cię. - Ha ! Dobre, ale znam lepszy, przychodzi baba do lekarza... / niemoje.
|
|
 |
|
PRÓBOWAŁAM, JEDNAK WIDOCZNIE NIE UMIEM WAS ZOSTAWIĆ. TAK WIĘC, POWRACAM, PO NIEZIEMSKO DŁUGIEJ PRZERWIE. !
|
|
|
|