 |
|
[cz.1] odsypiałam nockę, gdy nagle obudził mnie telefon. przetarłam oczy, spogdądając na wyświetlacz. gdy zobaczyłam numer, wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego - dzwoniła mama Damiana. chwila ogarnięcia, i niepewne 'halo' do słuchawki. 'Żaklina,dziecko powiedz mi, co się z Nim dzieje?'- od razu przeszła do tematu głównego.'nie bardzo wiem. wie Pani przecież, że zer...' - nie dokończyłam, bo przerwała mi oznajmieniem: 'On jest w szpitalu'. wstałam z łóżka podchodząc do okna, i otwierając je, by złapać powietrze. 'jak to? czemu? przez co?' - zadawałam pytania, modląc się byle nie było to przez dragi. 'ja nie wiem co się z Nim dzieje. On wariuje. nie radzi sobie... znowu się bił, znowu przesadził z imprezowaniem' - żaiła się. odetchnęłam - cholernie bałam się słów 'przećpał i zapaść', na szczęście nie usłyszałam tego. 'jest dorosłym mężczyzną, ja nic nie poradzę'-powiedziałam. 'a gdybyś tak do Niego wróciła? dziecko,ratuj mi syna' - usłyszałam, i zamarłam.
|
|
 |
|
[cz.2] wzięłam głęboki oddech, po czym dość mocnym tonem powiedziałam:' nie ma Pani prawa..'. próbowała mi przerwać, ale mówiłam dalej:' to nie jest Pani sprawa, i nie wie Pani co czułam, po co wyjechałam, i jak bardzo nieodpowiednie było to zdanie skierowane w moją stronę'. ' Żaklinka, ja po prostu chcę Go ratować.. ' - powiedziała, prawie płacząc. 'trzeba było poświęcać mu więcej czacu za dzieciaka. poza tym ma przyjaciół' - odpowiedziałam, rozłączajac się, wycierając łzy, i w myślach powtarzając sobie 'to nie będzie dobry dzień'... || kissmyshoes
|
|
 |
|
Otwórz mi drzwi, otwórzmy swoje dłonie i umysły,
stańmy się sobie bliscy.
|
|
 |
|
To nie kurwa love story, to historie z przeszłości
To o pierwszej miłości, ale tylko w przenośni.
|
|
 |
|
To nie love story ani jebana wyrocznia
Niedoskonałe uczucie to doskonała zbrodnia.
|
|
 |
|
Albo on wychodzi od innej, choć jej nie poznał
W tym czasie ktoś go kocha i gotuje mu obiad.
|
|
 |
|
Chodź wciąż mijają lata,
wciąż umiem dziękować, wkurwiać, przepraszać.
|
|
 |
|
Ty mnie odnalazłaś, mówisz że mnie uratujesz?
Szybciej, bo z dnia na dzień coraz mniej czuję.
|
|
 |
|
Tu chcemy, nigdzie indziej, sceny erotyczne w windzie,
bez 'kocham' się rżniemy.
|
|
 |
|
Uczucie zabija? To wiecznie żyjemy,
bezpiecznie, bo z dnia na dzień coraz mniej czujemy.
|
|
 |
|
Odstęp, albo za dłoń ją trzymasz,
cmoknie, albo gardło podrzyna.
Nieważne kto rżnął kogo, bo niczyja jest wina,
bo można mocno, powoli lub poprzeklinać.
|
|
 |
|
Gdy jestem pod drzwiami Ty dopiero się malujesz,
weź się pośpiesz, bo z dnia na dzień coraz mniej czuję.
|
|
|
|