 |
|
'wyjdź, i daj mi spokój' - wydarł się w moją stronę kumpel. 'nie wyjdę, dopóki nie dowiem się co jest' - odpowiedziałam, rozsiadając się na fotelu. 'Żaklina, ja pierdole.. wypad' - wkurwił się, a ja rozgościłam się jeszcze bardziej. 'Żaklina, kurwa daj mi święty spokój' - wydarł się. ziewnęłam, dodając:'mam czas'. po godzinie siedzieliśmy już obok siebie, z piwem w ręku, po dość długiej rozmowie. 'zawsze jesteś taka uparta?'- zaśmiał się. uśmiechnęłam się odpowiadając:'tak. i jak widać, popłaca'. przytulił mnie, cicho dodając: 'popłaca, jak cholera. mały psychologu', i stukając swoją butelką żubra, w mojego lecha. || kissmyshoes
|
|
 |
|
znam Go zaledwie trzy miesiące, a już jestem w stanie zrozumieć, że gdy pisze mi sms'a: 'nigga,plz :*' , to powinnam zebrać dupsko z łóżka, i udać się do Niego, by pomóc leczyć mu kaca. w 90 % ogarnęłam Jego dziwne miny, które kiedyś tak bardzo mnie zadziwiały, a zarazem irytowały, że miałam ochotę skasować mu twarz. te kilka miesięcy sprawiło, że:potrafię namówić Go na fast foody, chociaż jest zdecydowanym przeciwnkiem tego gówna; przeganiam Go, gdy razem biegamy; umiem Go pokonać, gdy udaje, że mnie bije, a przy tym wywraca mnie na ziemię. niby krótki czas, nawet bardzo krótki by poznać człowieka, i zaufać - ale jedno wiem na pewno: jest moim małym cudem tutaj, w tym kompletnie obcym mieście, wśród kompletnie obcych ludzi. cudem, który zawsze potrafi mnie rozbawić, i który gdy tylko poproszę - bierze mnie na barana, i zanosi do domu, gdy moje nogi odmawiają posłuszeństwa, po długiej wędrówce. || kissmyshoes
|
|
 |
|
"Przywiązana do krzesła narkomanka na głodzie przed którą położono woreczek z heroiną.Tak się właśnie czuję, gdy jesteś blisko."
|
|
 |
|
cierpienie jest ważnym aspektem naszego życia, bez niego nie umielibyśmy docenić tych szczęśliwych chwil
|
|
 |
|
to miejsce gdzie serce jako pierwsze szepcze ci
spiesz się lub strzeż się
wierzcie
|
|
 |
|
Wybaczyć, zapomnieć, to wszystko, więcej nie mów...
|
|
 |
|
daj Bóg bym mógł spocząć u twych nóg, u,
na starość ukołyszesz mnie do wiecznego snu
|
|
 |
|
w tej złości, kiedy nie można poskromić gniewu
przebacz, wierzę w nas więc i Ty nic się nie bój,
i podejdź spokojnie jak anioł do mnie,
zapomnij, nie chowajmy w sobie złych wspomnień
|
|
 |
|
spojrzenia twoich oczu, co z dumą nie mówią nic,
lecz patrzą na mnie, to wystarczy mi by żyć
i chronić ten płomień w naszych splecionych dłoniach
to ciepło, co świeci jak lampion nadziei
nawet, gdy czasem mniej nas łączy niż dzieli,
|
|
 |
|
wciągać biały żagiel, sterować i kochać w trakcie,
tęsknić, gdy brak Cię,
|
|
 |
|
Odpłynąłem białą łodzią w wzburzone fale jeziora,
od samotności brzegów niewartego nic wczoraj
|
|
 |
|
Uciekamy przed marzeniami aby się nie sparzyć
Uciekamy przed uczuciami by się nie osłabić
Uciekamy przed trudnymi pytaniami
Uciekamy przed odpowiedziami na nie
Przed odpowiedzialnością zasłaniając się beztroską
|
|
|
|