 |
|
Bycie singielka kiedyś oznaczało, że nikt cie nie chciał. Teraz to znaczy, że jesteś ładna, seksowna i wykorzystujesz swój czas na decyzje jakiego życia chcesz i z kim chcesz je spędzić. // nie moje
|
|
 |
|
trzymałam go mocno za rękę nie mogąc się od niego oderwać. - leć kochanie, bo ci ucieknie! - poganiał mnie widząc stojący na przystanku autobus. - szybko, jeszcze jeden. - dociągałam go do siebie łapczywie sięgając ust. - leć wariatko. - śmiejąc się pocałował mnie ostatni raz. wbiegłam do autobusu ledwo przeciskając się przez zamykające się już drzwi. kilkoro ludzi śmiało się komentując:- jacy zakochani. - kierowca także rozbawiony tą całą sytuacją zapytał: - co, ukochany nie chciał puścić? - nie zdążyłam usiąść a już poczułam wibracje. dzwonił. - wysiadaj na najbliższym przystanku głupku, mam twoją kurtkę . - słysząc śmiechy ludzi wybiegłam gnając w jego stronę. wychylił się zza rogu łapiąc mnie i znów łącząc nasze usta. trzymając swoją kurtkę już w dłoniach zdążyłam mu wyszeptać zmachanym głosem: - zawsze chciałam tak do ciebie biec.- ale żeby się całować , a nie wziąć kurtkę. - powiedział rozbawionym tonem a ja nastawiłam usta . - milcz głupku, całuj. // niewiemczyje, ale boskie
|
|
 |
|
i wchodzę w strefę kolejnych sześćdziesięciu sekund bez Ciebie. bez oddechu.
|
|
 |
|
- a jeśli któregoś zimowego poranka wzejdzie słońce? ocieplające wszystko i rażące w oczy, niczym to letnie? - zagadnęłam rysując kamykiem po chodniku. - to tak jak my, prawda? - dodałam nie czekając na odpowiedź. spojrzał na mnie z wyrzutem, a następnie opierając się na ręce usiadł na nierówno ułożonej kostce. - ja i Ty. - poprawił mnie mimowolnie. zgarnęłam włosy z twarzy. - nie... nie poprawiaj mnie. ja wiem. ale my, chodziło mi o nas. to nierealne, tak? - wychrypiałam drżącym głosem. i choć do ostatniej sekundy serce zaciskało się z nadzieją, On przytaknął jedynie kiwnięciem głowy.
|
|
 |
|
zawróćmy, przecież zostawiliśmy tam szczęście.
|
|
 |
|
[2] - daj mi się o tym przekonać. - odparłam, a zanim zdążyłam się zorientować był już na tyle blisko, że prawie stykaliśmy się wargami. - to granica. - syknął, a ciepłe powietrze z Jego ust wydostało się na moją brodę. - mam Ją przekroczyć? - po czym nie czekając na odpowiedź, przyłożył zmarznięte palce do mojego policzka przyciągając mnie do siebie. Jego pocałunek na dobre ocieplił chłód tamtej grudniowej nocy.
|
|
 |
|
[1] opierał się o barierkę, kiedy się zbliżałam. wstrzymałam na chwilę oddech, po czym podeszłam do Niego, muskając Jego ramię. - jestem. - szepnęłam robiąc wydech, a tuż przed moją twarzą pojawiła się chmara białego dymku. podciągnęłam rękawiczki na dłoniach wciskając je chwilę potem na dno kieszeni od kurtki. bez słowa dopalił fajkę po czym przydeptał ją butem. zlustrował mnie spojrzeniem. - nie przespałem całej nocy wczoraj, ogarniasz? ja, największy śpioch, jakie znasz. nie przespałem myśląc o Tobie, o tym, co się dzieje między nami. chciałbym mieć nad tym kontrolę... - wypalił już na wstępie od razu odwracając wzrok. uśmiechnęłam się pod nosem. - Ty i kontrola? - zagadnęłam pukając się w głowę na znak tego, jak głupie jest to stwierdzenie. wiedziałam, że widzi co robię kątem oka. - mimo wszystko. nie chciałabyś, żebym ją teraz stracił. kontrolę. - odpowiedział oschle mrożąc w jednej chwili moje serce.
|
|
 |
|
najbardziej drażniąca jest ta świadomość, że On drugi raz się już tak nie uśmiechnie, kąciki Jego ust nie pójdą na mój widok, aż tak w górę, a dwa magiczne światełka nie roziskrzą się w Jego źrenicach. po prostu, już nigdy nie będzie tego uczucia, tej miłości, która była niegdyś wszystkim, co miało jakikolwiek sens, co trzymało nas przy sobie.
|
|
 |
|
pamiętam mojego pierwszego papierosa. myślałam, że zakaszlam się na śmierć. a kumple? taczali się po ziemi, śmiejąc się ze mnie, amatorki. i pamietam ten Twój wzrok mówiący 'staczasz się'. taa, tylko Ciekawe przez kogo? // neast
|
|
 |
|
ognisko. wielka, letnia biba gdzieś w kukurydzy. zajebiści, roześmiani, niektórzy najebani - moi ludzie. no i oczywiście zza dymu wyłania się nasza blondyneczka, na obcasikach, w sweterku, umalowana, z tipsikiem i takie szmery bajery. nie no git przebranko, tyle, że na Haloween, a nie na OGNISKO W KUKURYDZY. oczywiście przystawia się do tego i do tamtego. nie wytrzymałam, no nie wytrzymałam. 'ej, lalu no i co Ty sobą reprezentujesz w tej chwili?' zapytałam dosyć spokojnie, jak na dziewczyne po 3 kielonach. 'no raczej jakiś poziom,a nie to co Ci ludzie tutaj sobą reprezentują. pff.' nie no wtedy to myślałam , że jej przypieprze. 'POZIOM to w Twoim mniemaniu tona gładzi do szpachlowania na mordzie? nie no to powodzenia. wypierdalaj do ludzi na Twoim można powiedzieć poziomie'. ogólnie opanowana jestem, ale jak zobaczyłam, że szczerzy te swoje białe ząbki to złapałam ją za kudły i wyprowadziłam, ma szczęście, że stawu w pobliżu nie było. // neast
|
|
 |
|
nie ma ludzi normalnych, są tylko pierdolnięci albo bardziej pierdolnięci. // neast
|
|
 |
|
nie denerwuj się kiedy na Ciebie krzycze i rzucam w Ciebie talerzami. jeszcze się taki nie narodził coby dogodził kobiecie. // neast
|
|
|
|