 |
|
niech już się nie odzywa, nie podaje mi kolejnych argumentów co do tego, że tak będzie lepiej. niech nie powtarza jakim jest szczeniakiem, niech już mnie nie przeprasza. niech milczy. to niemożliwe, by przez miesiąc znajomości przywiązać się do kogoś na tyle, by sobie nie poradzić. oddycham; z książką o, bo jakby inaczej, miłości w ręku i torsjami żołądka podczas odszukiwania siebie we wszystkich wzmiankach o tęsknocie.
|
|
 |
|
dłońmi przez które podążają strużki krwi od zbierania szkła, odgarniam włosy z twarzy. podczas ostatniej rozmowy zaręczyłam mu, że dam radę. łzy w oczach tłumaczę bezradnością, bo znów coś potłukłam czy wylałam. fajtłapstwo, nie popękane serce.
|
|
 |
|
Przesyłam pozdrowienia, bo groźby są karalne.
|
|
 |
|
Stwierdzam szczęście, bo twój uśmiech.
|
|
 |
|
Proszę, nie przerywaj mi, gdy Cię ignoruję
|
|
 |
|
Chcę być Twoim najpiękniejszym powitaniem i najtrudniejszym pożegnaniem.
|
|
 |
|
kochając patrz w oczy, one się nie starzeją.
|
|
 |
|
Potrzebuję takiego mężczyzny jak Ty. Znajdź mi takiego albo ożeń się ze mną.
|
|
 |
|
I splotą się Nasze dłonie, tak jak splotły się Nasze dusze i serca.
|
|
 |
|
Przedstawiasz się po imieniu, a zwykła z Ciebie suka
|
|
|
|