 |
|
chuj z tobą i twoją żałosną gadką
|
|
 |
|
idę o zakład że wszystko będzie grało, | ułoży się kochanie co by się nie działo
|
|
 |
|
Bóg już dawno zdecydował, wciąż żyję i oddycham
|
|
 |
|
gaszę światło nadziei, daję chwilę zwątpienia
|
|
 |
|
jak pierdolony kac, zapadam ci w pamięci
|
|
 |
|
przerabiam ciągle w domu niezgodność tych charakterów
|
|
 |
|
zbędne czułości po prostu są nie na miejscu
|
|
 |
|
usiądź wygodnie i weź się mną poczęstuj
|
|
 |
|
znów mnie zapraszasz, ja sprzeciwów nie zgłaszam
|
|
 |
|
dziś jestem twój, pozwolę byś mnie uwiodła | masz super styl, podobnie biust i biodra
|
|
 |
|
Pomyśl, powinieneś tu być, spodobałam Ci się taka naćpana z depresją i cholera naprawdę mnie polubiłeś, taką zgorzkniałą, ciągle narzekającą, umierającą co chwilę, naprawdę, kurwa naprawdę mnie lubisz, więc wróć, olej ją, dla mnie, dla nas, kurwa, oszaleje tu bez Ciebie, nie chcę czekać 3 miesięcy, chcę Cię teraz, znajdujesz we mnie uczucia o których nic nie wiedziałam, wracaj, mogę Cię pokochać, proszę.
|
|
 |
|
Wakacje i tamto wyjście na piwo - nie wiem, nie mam pojęcia czemu. Zapewne stanowiłam jedną z ostatnich alternatyw i ogółem to często zdarzało Mu się uśmiechać, kiedy ze mną pisał, więc czemu nie, czemu nie jeden wieczór. Jeden wieczór przez który nie odpisywał swojej kobiecie, a ja zapominałam o tym co akurat wykładało moje serce, ignorując również własną skrzynkę odbiorczą. Niskoprocentowy trunek, rap w głośnikach i rozmowy. Z początku naprawdę przystępne, niezobowiązujące, lecz z każdymi kolejnymi złączonymi spojrzeniami tony uległy zmianie, treść nabrała innego biegu. I zaczęliśmy wspominać, i znów zabrał mi serce... nie, teraz to ja znów zrzucam na Niego winę. Ja dobrowolnie je oddałam, wydając ciche odgłosy bransoletką.
|
|
|
|