 |
|
mimo wszystko byłam sama sobie winna, ale na siłę wszystkim dookoła starałam się udowodnić, że wina leży tylko i wyłącznie po jego stronie / maagiaaa
|
|
 |
|
i ten przeszywający chłod rozprzestrzeniał się od serca / maagiaaa
|
|
 |
|
chciałbym uciec stąd i zapomnieć o wszystkim, zapytaj mnie o coś, zanim spadnę na dno.
|
|
 |
|
nigdy nie zrozumiem jakim cudem jesteście razem. nie macie kompletnie nic wspólnego. ty, noszący się najluźniej jak się da, z rapem w słuchawkach, z kapturem na głowie siedzący pod blokiem i ona, kręcąca dupą na każdej dyskotece z toną tapety na mordzie, tapirem i cyckami na wierzchu. i nie pierdol, że przeciwieństwa się przyciągają, bo to gówno prawda. po prostu mówiąc, że nie tolerujesz pustych szmat, skłamałeś kolejny raz. / smacker_
|
|
 |
|
widziałam jak twoja nowa kręcidupa wciska swoje półmetrowe tipsy w twoje baggy, więc wiem co to zazdrość, słońce. / smacker_
|
|
 |
|
z każdym kolejnym rozczarowaniem w serce wbijają się takie małe szpileczki, które cholernie kłują, ale przyzwyczajają nas do bólu, kiedy już jest ich bardzo dużo, przestajemy reagować na rozczarowania, uodparniamy się, przyzwyczajamy do bólu, bynajmniej ja się przyzwyczaiłam / maagiaaa
|
|
 |
|
i nie wiem co powinnam czuć
|
|
 |
|
to nigdy nie mogło się udać. nie miało prawa wyjść. nie pasowaliśmy. dwa tak samo pojebane charaktery. dwie zbyt dumne osoby. / smacker_
|
|
 |
|
te łzy, pozagryzane do krwi wargi, zaciśnięte w pięści dłonie i szept, że to nie powinno się tak skończyć. te chwile, ułamki sekund, kiedy świat wysuwa Ci się spod stóp.
|
|
 |
|
nie chcę faceta, który zapuka do mojego serca, niepewnie zapyta czy może wejść i przeprosi za to, że a nuż przeszkadza. chcę takiego, który wpadnie trzaskając drzwiami, z włosami w nieładzie, błyskiem w oku i fajką w ustach. chcę kogoś, kto dając mi szczęście, trochę namiesza. rozkocha mnie w sobie, a kolejną kłótnią oderwie jakiś fragment mięśnia, którego tym razem ani mostek, ani żebra, nie ochronią.
|
|
 |
|
pamiętam, jak oplatał mnie ramionami przyciskając do jednej z barierek na lotnisku, jak całował po włosach, powiekach, policzkach, a ostatnie pragnienia zamykał w ustach, jak szeptał, że już tęskni, kocha, obiecywał, że wkrótce znów się spotkamy. z nieobecnym spojrzeniem podał mi dwie torby z moimi rzeczami po czym ponownie przygarnął do siebie. moje drżenie, Jego obawy i widok z okienka samolotu na miejsce, które znów zostawiam. miejsce w którym wszystko jest inne, począwszy od czasu, a skończywszy na wartości, którą jest Jego obecność tutaj. ja wracałam, moje serce nie potrafiło.
|
|
|
|