miałam zaplanowany dzień, w którym mieliśmy widzieć się po raz ostatni. jednak nie nadszedł. po prostu wyjechaliśmy. ty w swoją stronę ja w swoją. zapominając o tym co nas łączyło. niewypowiedziane słowa palą mnie w gardło.
a ja stoję z wyciągniętą ręką, jak obiecał: przejdziemy przez to razem poczekaj tu, skoczę po fajki. no i stoję już 3 miesiąc, jakaś długa kolejka w tym sklepie.