 |
|
no śmiało! masz wolną rękę Gościu. zostaw mnie, dawaj, dawaj, ale pamiętaj! gdy za kilka miesięcy obudzisz się i powiesz - 'chcę wrócić, Kocie', nie usłyszysz słowa - 'tak', pomimo bólu nie będę z Tobą nigdy! wykorzystaj szansę, rzadko kto ją dostaje. dbaj o mnie, troszcz się, a wtedy ja zrobię to samo, Miśku.
|
|
 |
|
może i Was 'bajecznych' jest więcej, ale to my, 'nyguski' jesteśmy najlepsze.
|
|
 |
|
Pamiętam tych dwóch gości , nienawidzili się , nienawidzili się do
szaleństwa. Tamtej nocy mieli stoczyć ostatni pojedynek, walkę rozgrywającą
wszystko , według zasad 'fer play' tylko oni i ich pięści. I właśnie
dlatego mimo okropnego strachu zgodziłam się by w niej uczestniczył , tak zgodziłam
bo jeden z nich był moim przyjacielem .Przyjacielem w którego siłę bezwarunkowo
wierzyłam , i tak nie pomyliłam się. Klęczał nad nim z ogromną przewagą
i napieprzał go po twarzy , tylko że wtedy tamten wyjął nóż , nikt nie
zdążył zareagować , doskoczyć , odepchnąć , stalowe ostrze trafiło prosto
w serce do dziś nie wiem jakim cudem tak idealnie wycelował w to miejsce ale
stało się a przeraźliwy krzyk bólu człowieka który był dla mnie niczym brat
przeszył wszystkich zgromadzonych wokół.Wtedy po raz pierwszy w życiu
straciłam coś tak cholernie ważnego , straciłam część siebie ,straciłam jego/ nacpanaaa
|
|
 |
|
Najlepsze nie jest to że kumple Cię kryją , ale że ty kryjesz ich / Hooligans
|
|
 |
|
Zniszczyłam sobie psychikę ciągłym oglądaniem horrorów , wątrobę tanimi winami , płuca papierosami i życie tobą / nacpanaaa
|
|
 |
|
Myślę że schemat między nami jest ten sam , tylko ryzyko znacznie większe ./ nacpanaaa
|
|
 |
|
'Ja i Ty' i niby brzmi to banalnie a jednak daje tą cholerną satysfakcję , nie sądzisz ? / nacpanaaa
|
|
 |
|
doskonale pamiętam tamtą noc - księżyc wdrapujący się nieśmiało do pokoju swoim blaskiem, świetliki przemykające tuż za oknem i magia granatu Jego spojrzenia. Jego śmiech, słowa wypływające przez Jego usta wprost do mojego ucha. noc, kiedy do samego świtu był tylko mój, tylko dla mnie. wspomnienie za każdym razem tak żywe. palący szept na mojej szyi. zwyczajność - tak niezwyczajna.
|
|
 |
|
wystarczyło spojrzeć w Jego oczy. tam widniała odpowiedź, która pod żadnym pozorem nie chciała przejść Mu przez gardło. kochał, jak wariat. mój... wariat.
|
|
 |
|
wiesz, co boli mnie najbardziej? Twoje cholerne łapanie się pierwszych lepszych obelg i rzucanie nimi w moim kierunku. pomyśl - uważasz, że będąc tą dziwką, której miano mi przypisujesz, wahałabym się, choć chwilę, czy zwyczajnie - wskoczyłabym Twojemu przyjacielowi do łóżka? znam granice. kochałam Cię, idioto. nadal kocham.
|
|
 |
|
zacisnęłam dłoń na koszulce, którą miałam na sobie podciągając ją do nosa. wciągnęłam do nozdrzy intensywny zapach - Jego zapach. nie zważając na łzy wstępujące na policzki wybuchnęłam śmiechem, cichym, szyderczym. butelka bolsa zachwiała mi się w ręku i w kolejnej sekundzie jeden haust zaczął wsiąkać w materiał. - przepraszam, kotek. - wymruczałam pod nosem starając się zatrzeć plamę. brakowało mi Go, w chuj tęskniłam, choć jeszcze kilka dni wcześniej śmiało powiedziałam Mu w twarz, że nie jest mi potrzebny, że dam sobie radę bez Niego.
|
|
|
|