 |
|
byłeś moim ulubionym uzależnieniem.
|
|
 |
|
pokonywaliśmy razem góry,
a potknęliśmy się o kamień.
|
|
 |
|
wiesz, już nawet nie obawiam się, że ktoś ponownie
mógłby mi złamać serce, bo nie ma już czego łamać.
|
|
 |
|
jeszcze nie raz będziecie się nisko kłaniać na mój widok.
zazdrość będzie wyżerała wam psychikę na samą myśl o mnie.
na samą myśl o tym jaka byłam silna, na samą myśl o tym
co straciliście, wtedy kiedy ja wam ze słodkich uśmiechem.
pokażę środkowy palec. odbiorą wam prawa do mówienia o mnie.
odbiorą wam prawa do używania mojego pseudonimu.
odbiorą wam prawa do patrzenia na mnie. wtedy ja będę was
wytykać palcami, wtedy to wy będziecie płakać z zazdrości.
będziecie się zginać z cierpienia, zemsta która dłużej dojżewa
jest słodsza i będą wam ciekły śliny na mój widok.
na widok pierdolonej, niezależnej egoistki i wtedy pomyślicie
dwa razy zanim zaczniecie mi jebać dupę kochani przyjaciele.
|
|
 |
|
usłyszałam twoje imię. przymknęłam powieki i mimowolnie
się uśmiechnęłam. pragnęłam tylko, by nikt nie zauważył,
jak bardzo oczy mi się błyszczą, na samą myśl o tobie.
|
|
 |
|
miłość się zaczyna daniem kwiatka,
żyje pocałunkiem i umiera łzą.
|
|
 |
|
mówią: jesteś zbyt wulgarna. a z nich
towar na anioła też kurewsko marny.
|
|
 |
|
dlaczego kiedy kobieta przechodzi ze śmiechu
w histeryczny płacz wszyscy twierdzą, że ma
okres? dlaczego nikt nie pomyśli, że tęsknota
rozdziera jej wnętrze tak bardzo,
że nie jest w stanie tego dłużej ukrywać?
|
|
 |
|
samotność zgwałcona ciepłem twojego oddechu.
|
|
 |
|
siedli na ławce przytuleni, sami, szarzy, jak gdyby dobyci z popiołu.
ona wspomniała szafę z ubraniami, on widział w dali łunę, gdzie u dołu
miasto padało w gruz i w rumowisko. widzieli chmury, płynące po niebie,
i wdzięczni ławce, przytuleni blisko, szarzy jak popiół, trwali obok siebie.
było im na tej ławce tak wygodnie. wdzięczni jej byli, że ich przytulała,
jakby to było właśnie ich mieszkanie. i ławka też im była niezawodnie
wdzięczna, gdyż bardzo dawno już czekała na zakochanych,
którzy spoczną na niej.
|
|
 |
|
nie jestem niemiła. jestem realistką,
a rzeczywistość bywa często okrutna.
|
|
 |
|
tak nienaturalnie, tak nieoficjalnie,
tak nieobliczalnie i już nieodwołalnie.
|
|
|
|