 |
|
bo widziałam jak miłość umiera cholernie
dużo razy, gdy zasłużyła na przeżycie.
|
|
 |
|
czy położyłbyś się ze mną i
po prostu zapomniał o świecie?
|
|
 |
|
noszę w kieszeni śmierć,
pieszczę ją między palcami,
wygładzam, naciskam czułe punkty.
|
|
 |
|
być może jest tylko trucizną ale wzięłam go
na mój dach i tańczyliśmy kręcąc się w kółko.
|
|
 |
|
dlaczego tak jest, że kiedy całkowicie otworzymy
nasze serce dla kogoś, dla jednego zwykłego
człowieka, nagle staje się on w naszych oczach
kimś lepszym, kimś wspaniałym. kimś zbyt idealnym,
by mógł istnieć na prawdę? s gdy sądzimy, że już nic
nie może zepsuć tego szczęścia, wtedy ten zwyczajny,
szary człowiek zadaje nam cios, po którym nie umiemy
się pozbierać, choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli
podnieść się z powrotem na nogi. wywiera on taki
wpływ, taki mocny.. że niemożliwym jest dla nas
uśmiechnąć się szeroko i powiedzieć, że to nic.
że nic się nie stało. że damy radę.
|
|
 |
|
słowa wyciekają jak niekończący
się deszcz do papierowego kubka
ślizgają się kiedy się przemykają.
|
|
 |
|
ekscentryczna nastolatka,
pośród bandy przeciętnych inaczej.
|
|
 |
|
nocami chce wrócić do świata,
ukrytego między twoimi wargami.
|
|
 |
|
marzenia. bo gdy człowiek zamyka się w sobie,
gdy nikt nie pyta o jego sprawy, a on oducza się
nimi dzielić - czuje się obrzydliwie samotny.
niezrozumiany. i właśnie wtedy, mimo iż otacza
go pełno ludzi, nie dostrzega nikogo, kto mógłby
dać mu więcej, niż dotychczas dostał. o ironio.
zaczyna wątpić, gubić się w ogromnym świecie.
nie wiedząc gdzie szukać pomocy, zatracać się i
spadać w dół. tak, nie wiem gdzie jej szukać.
|
|
 |
|
i wcale nie wyszło słońce.
i nie było gorącej czekolady.
|
|
 |
|
nie mam już nawet ochoty siedzieć na parapecie,
tej malutkiej przestrzeni, w której czułam się tak dobrze.
dzisiaj nie jest tam już dobrze. dzisiaj parapet jest zimny,
a krajobraz za jego granicą okrutnie beznamiętny.
|
|
 |
|
lubię czuć, że jesteś.
lubię cię mieć namacalnie.
|
|
|
|