 |
|
To nie jest łatwe. Codziennie wstawanie i nadzieja na nowy, być może lepszy dzień. Krótka prośba do Boga, by coś zmienił, by nadał sens. Uporanie się z problemami, które nigdy nie mijają. Odwieczna walka ze sobą każdego rana w lustrze. Niechęć na samą myśl o przyszłości. Jest źle. Czuję, że upadłam na dno. Lecz najgorsze jest to, że nie widzę żadnych rąk, które mogłyby ciągnąć mnie ku górze. [ yezoo ]
|
|
 |
|
Obejmowali się oboje czule, pragnąc okazać sobie najwięcej zaufania. Nikt nie może ich rozdzielić. Teraz on spał głęboko. Ostrożnie uwolniła zdrętwiałe ramię i delikatnie pieściła jego ciemne włosy. Kocham cię, myślała spokojnie, kocham cię za tę słabość, która kiedyś była twoją cechą i za tę siłę, którą masz teraz. Ty i ja. Musieliśmy pokonać tyle przeszkód. ale dziś po raz pierwszy czuję się przy tobie naprawdę bezpieczna. Moja niepewność sprawiała, że bałam się uwierzyć w twoją miłość. Teraz moge być jej pewna. Ty mnie potrzebujesz. Pragniesz mnie kochać.
|
|
 |
|
Nie zaskoczyło jej gdy jego dłoń dotknęła jej policzka. Odsunęła się tylko instynktownie, drżąc z lęku, że ulegnie swojemu pragnieniu. On lekko gładził ją po twarzy, w tym momencie niepewność zniknęła i pojawiła się spokojna pewność. Od chwili gdy poddała się jego pragnieniom, wszystko stało się proste i pożądane. Kiedy on zbliżył się jeszcze bardziej i przytulił do niej, poczuła się bezpieczna.
|
|
 |
|
Próbowała opanować drżenie ciała, ale bez powodzenia. Czuła jego skórę na swoich piersiach, to on ukochany mężczyzna jej marzeń, leżał teraz obok niej. Czuła jak jej serce zaczyna łomocze, a całe ciało zaczyna pulsować. Jęknęła bezsilna, nie mogła zrobić niczego żeby się do niego nie przytulać. Pieściła ustami jego szyje, oczy miała zamknięte, westchnęła cichutko, kiedy poczuła jego ręce na swoich biodrach. Ogarnął ją gwałtowny pożar, drżała z pożądania, które spadło na nią jak najgorsza piekielna udręka.
|
|
 |
|
By ogrzać się troche, podkuliła kolana i przytuliła się do jego pleców. Bliżej przysunąć się już nie mogę, pomyślała rozbawiona. On wstrzymał oddech. Ostrożnie przesunęła rękę w dół i zaczęła podnosić jego koszulę, wolno, tak by nie mógł zareagować. Zdołała wyciągnąć jego koszule ze spodni i oto położyć rękę na jego rozpalonej skórze. On objął jej dłoń i pocałował. nieśmiertelni kochankowie.
|
|
 |
|
Zdążyła zrobić zaledwie parę kroków, gdy objął ją znowu. Tym razem chwycił ją mocno w ramiona. Dziewczyna poddała się bez protestu, a on całował ją, szalony, pokonany. Już nie był w stanie trzeźwo oceniać sytuacji. Nie potrafił opanować drżenia. Całował jej szyję i ramiona, próbując jednocześnie zsunąć z nich sukienkę. Przycisnął ją do ściany. Czuła tuż przy sobie całe jego ciało. Jak w gorączce, bez skrępowania rozpinała mu koszulę.Tuliła się do niego, wstrząsana spazmami. Gdy uświadomiła sobie, że jest nagi, że może dotykać jego gorącej skóry doznała zawrotu głowy. Nie była wstanie myśle, ciało wymknęło jej się spod kontroli i nie zdając sobie sprawy, z tego co robi, oddała mu się cała.
|
|
 |
|
przesunął ręce w górę, objął mocno jej plecy, otoczył ją z największa miłością i pocałował jak należy, długo, gorąco, z pożądaniem.
|
|
 |
|
Na długo zanim jego usta dotknęły jej warg, czuła, że wszystko wokół niej wibruje. Boże, dopomóż mi, błagała w duchu. Nie pozwól, aby to szczęście mnie zadławiło, boje się, że moje serce tego nie wytrzyma, to przecież on mnie całuje, to nie może być prawda. Delikatnie jakby to było muśnięcie skrzydeł motyla, dotykał jej warg. Ona nie miała odwagi drgnąć, bała się oddychać. To było takie cudowne, ale takie kruche, jeden ruch mógł wszystko zniszczyć.
|
|
 |
|
nie przesiaduję na parapetach, nie popijam malinowej herbaty. nie płaczę nocami w poduszkę. nie znam na pamięć wiadomości od Niego. nie liczę dni od ostatniego spotkania. nie słucham naszych piosenek. ale cierpię bardziej niż możesz sobie wyobrazić. tylko że tam, w środku, gdzie nikt obcy nie ma prawa wstępu.
|
|
 |
|
próbuję zagłuszyć głosy w mojej głowie, które tak bardzo chcą się wydostać na zewnątrz. to takie skomplikowane. czuję się jak wyprana z uczuć, niezdolna do ponownej miłości, po prostu pusta. tylko Jego pomięte zdjęcie wyciska ze mnie resztkę uczuć. kroplę tęsknoty pomieszanej z żalem. zadręczam się, robię to cały czas. dlaczego ? nie wiem, może z przyzwyczajenia. po prostu taka teraz jestem. zmieniłeś mnie, Kochanie. w zimną i skrzywdzoną, tak bardzo kruchą.
|
|
 |
|
a pamiętasz u ciebie w domu? obraziłeś się na mnie za to, że dałam ci za mało masła na chleb. wtedy podeszłam do ciebie i stanęłam na palcach próbując dosięgnąć ust, ale ty byłeś dalej za wysoki. westchnęłam poirytowana i odwróciłam się. nagle ty złapałeś mnie za nadgarstek odwróciłeś do siebie i pocałowałeś namiętnie uśmiechając się i szepcząc jaka jestem słodka.
|
|
 |
|
założyłam trampki i chwytając bluzę wyszłam z domu. mijając to co zawsze, plac zabaw, rzekę, biedronkę, doszłam do sklepu, w którym zawsze kupowałam tymbarki. tym razem wzięłam wiśniowy. z butelką w ręce usiadłam na krawężniku obok placu. było widać stamtąd nasza ławkę. z trudem powstrzymałam piekące pod powiekami łzy. gdzieś na ulicy mignęła mi jakaś blondynka - mimowolnie pomyślałam o tej, która tak łatwo zastąpiła Mu mnie. obraz przed oczami od razu się zamazał. na ślepo otworzyłam tymbarka. wierzchem dłoni przetarłam oczy i przeczytałam ' On Cię kocha' . tak, właśnie tego trzeba mi było w dzień po zerwaniu.
|
|
|
|